"Po degeneracji KOD" przyszedł czas Frasyniuka? "On ma olbrzymi potencjał"

- To jest człowiek bardzo silny, świetnie motywowany, z sukcesami - wychwala Władysława Frasyniuka Bogusław Chrabota. Szefa "Rzeczpospolitej" ocenia, że zaledwie przez miesiąc Frasyniuk wyrósł na jednego z ważniejszych graczy sceny politycznej.

10 czerwca Władysława Frasyniuka policjanci wynieśli z protestu na Krakowskim Przedmieściu. Za zakłócanie miesięcznicy organizowanej przez PiS oraz za naruszenie nietykalności policjanta legendarnemu działaczowi podziemnej Solidarności grozi do trzech lat więzienia.

Frasyniuk zarzutami się nie przejął. Dziś znowu będzie na Krakowskim Przedmieściu. Razem z Lechem Wałęsą apelował o udział w proteście.

- Jest pytanie, czy aby Władysław Frasyniuk nie wyrasta na pierwszoplanową postać polskiej polityki? To mnie najbardziej interesuje. Czy on będzie zainteresowany skonsumowaniem tej nowej roli? Czy okaże się jednym z liderów nowej formacji, która może powstać przed wyborami? - zastanawiał się w TOK FM Bogusław Chrabota.

"Degeneracja KOD"

Redaktor naczelny 'Rzeczpospolitej" nie ma wątpliwości, że Frasyniuk ma niezwykle mocne karty w ręku. I nie chodzi jedynie o jego działalność w czasach PRL.

- To jest nazwisko, które przez długi czas było zapomniane, a dziś odradza się. To jest człowiek bardzo silny, świetnie motywowany, z sukcesami.

Jeszcze niedawno Władysław Frasyniuk czynnie wspierał KOD, brał udział w marszach, przemawiał. Dziś sam może być liderem, a Komitet Obrony Demokracji może z rozrzewnieniem wspominać czas świetności. 

Jak ocenił Chrabota, do sukcesu Frasyniuka na pewno przyczyniła się "degradacja KOD".

"Słuszny protest" czy "brzydkie formy zwracania na siebie uwagi"?

Zdjęcia z 10 czerwca, kiedy policja wynosiła Frasyniuka z protestu, opublikowało wiele zagranicznych mediów.

Nie wzbudziło to zachwytu Piotra Zaremby. Dla zastępca redaktora naczelnego tygodnika "W sieci", protesty w czasie miesięcznic organizowanych przez PiS, "to próba wywołania atmosfery nieustającej wojny".

Publicysty nie przekonują argumenty protestujących, którzy krytykują znowelizowaną przez PiS ustawę o zgromadzeniach. Przepisy dają pierwszeństwo manifestacjom "cyklicznym".

-  Sami Obywatele RP potwierdzają sens oddzielania demonstracji. Bo ja tam widzę wolę starcia, zepsucia komuś uroczystości. Można krytykować miesięcznice, ale pierwotna jest chęć zrobienia komuś przykrości. Podobnie jak się blokuje wjazd Jarosława Kaczyńskiego na Wawel. To brzydkie formy zwracania na siebie uwagi - stwierdził w TOK FM.

Z oceną Zaremby nie zgadza się Dominika Wielowieyska. Dla dziennikarki "Gazety Wyborczej" i gospodyni "Poranka Radia TOK FM", protesty w czasie miesięcznicy to "autentyczny sprzeciw i rozgoryczenie" sytuacją w kraju.

Wielowieyska zgadza się, że to polityczna rozgrywka. Ale jej zdaniem, protestujący używają argumentów polityczne, a druga strona - organizatorzy miesięcznic - "stosuje szantaż emocjonalny, religijny i dotyczący życia prywatnego".

"Idę na Krakowskie Przedmieście. Mam przekaz dla Kaczyńskiego" - deklaruje Andrzej Celiński>>>

DOSTĘP PREMIUM