"Do o.Rydzyka gnają na sygnale, a do potrzebujących nie mogli dojechać na czas"

- Przybycie kilka dni później na miejsce kataklizmu pokazuje, że zwykły człowiek nie jest tak ważny dla tej władzy. To jak pokazanie tym ludziom środkowego palca - stwierdziła Aleksandra Pawlicka, odnosząc się do spóźnionej wizyty premier na terenach dotkniętych przez nawałnice.

- Jeżeli przedstawiciele rządu potrafią na sygnale gnać do o. Rydzyka, rozbijając samochody, to nie widzę powodu, żeby nie mogli dojechali na czas do potrzebujących - mówiła w "Poranku" Aleksandra Pawlicka z tygodnika "Newsweek", komentując to, że premier Beata Szydło dopiero po trzech dniach spotkała się z poszkodowanymi przez nawałnice, które przeszły nad Polską.

Dziennikarka przypomniała, że kiedy rządziła Platforma, PiS bardzo krytycznie oceniał wszystkie akcje pomocowe Tuska i jego rządu w czasie kataklizmów. - Wydaje mi się, że PiS miał teraz szansę się wykazać. Przybycie kilka dni później pokazuje, że ten suweren, ten zwykły człowiek nie jest tak ważny dla tej władzy. A wojsko? Wojsko szykowało się do wielkiej parady - mówiła Pawlicka. 

"To się przełoży na sondaże"

Prowadząca "Poranek" Dominika Wielowieyska pytała dalej, czy pojawianie się przedstawicieli rządu w miejscach katastrofy w ogóle ma sens. - To jest oczywiście pokazówka, która służy przede wszystkim samej władzy. Ale ponieważ jest to jakimś standardem, więc nie robienie tego jest pokazywaniem środkowego palca tym ludziom - stwierdziła Pawlicka 

- Dziwię się, że rząd nie zareagował odpowiednio szybko. Ale widać, że pogoda ich zaskoczyła. Nie można tego porównywać do o. Rydzyka, wtedy to było zaplanowane z dużym wyprzedzeniem, a kataklizmów się nie planuje. Był długi weekend okres urlopowy i tylko to ich usprawiedliwia, ale błąd popełnili ewidentny i to się może przełożyć na sondaże i stracą kilka punktów procentowych - komentował Agaton Koziński z "Polska The Times".

Pomorze wciąż bardzo boleśnie odczuwa skutki weekendowych nawałnic. Najpoważniejsza sytuacja panuje we wsi Rytel, skąd od soboty napływały apele o pomoc.

Opóźnienie wytykają premier i internauci, i mieszkańcy zniszczonych terenów. Późna wizyta premier nie oznacza jednak, że rząd nie pomoże poszkodowanym. Podjęto m.in. decyzję o natychmiastowym uruchomieniu środków pomocy finansowej, resort zapowiedział, że zostanie nim objętych 6097 rodzin.

DOSTĘP PREMIUM