"Pozabijamy ich", "Jeszcze zobaczycie, na co nas stać". Szokujące nagranie z Charlottesville

- Dziś było nas dużo więcej niż tych anty-amerykańskich śmieci. Przyjdzie czas, że będziemy mieć władzę i będziemy mogli ich usunąć z naszych ulic raz na zawsze - to tylko fragment wypowiedzi białych suprematystów, z którymi rozmawiała reporterka VICE. Szokujący film ma już ponad 100 tys. udostępnień na Facebooku.

Po brutalnych zamieszkach i tragedii w Charlottesville magazyn VICE udostępnił swój materiał, który rozchodzi się błyskawicznie w sieci. Ich reporterka była wśród białych suprematystów w czasie protestów. Nagrała nie tylko starcia, ale pytała też uczestników o ich poglądy. To, co usłyszała, budzi przerażenie.

To my tu przestrzegamy prawa, a ci przestępcy zagradzają nam drogę. Przestrzegamy prawa, ale to nie znaczy, że nie użyjemy przemocy, pozabijamy ich, jak będzie trzeba

- te szokujące słowa wypowiada z pełnym przekonaniem jeden z uczestników, któremu w czasie protestów towarzyszyła reporterka.

- Dziś pokazaliśmy wszystkim, że to jest nasz kraj i nikomu go nie oddamy. Było nas dużo więcej niż tych anty-amerykańskich śmieci. Przyjdzie czas, że będziemy mieć władzę i będziemy mogli ich usunąć z naszych ulic raz na zawsze. Powoli odkrywamy nasze możliwości, jeszcze nie widzieliście, na co nas stać - opowiada jej bez ogródek inny po pierwszej części przemarszu.

- Pozornie przyjechali tu w sprawie pomnika, ale alt-right chce tak naprawdę udowodnić, że istnieje nie tylko w sieci, że jest liczną i prężną grupą, która jest w stanie skrzyknąć się w rzeczywistości - opowiada reporterka Vice.

Co się wydarzyło Charlottesville?

Wieczorem w piątek 11 sierpnia w uniwersyteckim miasteczku w stanie Wirginia odbył się marsz białych suprematystów na kampus University of Virginia. Wielu uczestników maszerowało z zapalonymi pochodniami, krzyczeli hasła takie jak „White Lives Matter”, "You will not replace us” („Białe życie się liczy”, „Nie zastąpicie nas”). O zjeździe pisano, że to najliczniejsze takie zgromadzenie białych suprematystów od lat.

W sobotę doszło do zamieszek i brutalnych starć między suprematystami, a grupą kontrmanifestantów. W odpowiedzi na eskalację władze ogłosiły stan wyjątkowy. Popołudniu jeden z uczestników zjazdu suprematystów - dwudziestoletni James Alex Fields Jr.  - wjechał w grupę przeciwników skrajnej prawicy, zabijając 32-letnią aktywistkę Heather Heyer i raniąc kilkanaście osób. Kierowca próbował uciec, ale policji udało się go zatrzymać.

Na nagraniu VICE widać ten tragiczny moment, gdy rozpędzone auto wjeżdża w tłum, słychać krzyki protestujących, którzy próbują uciec.

Kto i dlaczego przyjechał do Charlottesville?

Do Charlottesville w stanie Wirginia zjechali neonaziści, alt-prawica, członkowie i sympatycy Ku-klux-klanu, grupy głoszące hasła wyższości białej rasy. Pretekstem do zjazdu były plany usunięcia z parku w Charlottesville pomnika generała Roberta E. Lee, dowódcy armii konfederatów.

- Pewne rzeczy trzeba tu jasno oddzielić, obrona pomników czy dyskusja o dziedzictwie i historii Południa, to jedno, a wznoszenie rasistowskich haseł, to zupełnie co innego. W Charlottesville mieliśmy ludzi, którzy są przekonani, że przez sam fakt bycia białymi są lepsi i powinni być lepiej traktowani. To są po prostu rasiści – komentował w TOK FM dr Łukasz Pawłowski z „Kultury Liberalnej”.

W odpowiedzi na zjazd suprematystów do Charlottesville przyjechali kontrprotestujący, którzy nie zgadzali się na rasistowskie hasła, głoszące wyższość białej rasy i chcieli zablokować sobotni przemarsz skrajnej prawicy.

Jak reagował Donald Trump?

W swojej pierwszej wypowiedzi prezydent USA stwierdził, że potępia przemoc i brutalność zachowań, która miała miejsce, ale zaznaczył, że  winna leży po różnych stronach. Co ważne, nie skrytykował rasistowskich haseł i prowokacyjnych zachowań suprematystów, które dały początek zamieszkom.

W poniedziałek prezydent USA wykonał woltę i powiedział wyraźnie, że przekonanie o wyższości białej rasy nie współgra z amerykańskimi wartościami. Jednak już we wtorek, wdał się w dyskusję z dziennikarzami po konferencji prasowej i zaczął bronić swojej pierwszej wypowiedzi, powtarzając argument, że obie strony są winne.

Bardzo wielu ludzi, w tym polityków partii republikańskiej twierdzi, że należało po prostu potępić hasła, pod którymi maszerowali ci neonaziści. Z jednej strony mieliśmy w Charlottesville ludzi, którzy głoszą, że są lepsi tylko dlatego, że są biali, a z drugiej tych, którzy protestują przeciwko takim hasłom. Kwestie przemocy i tego kto zawinił to powinna być rzecz poboczna

 – komentował Pawłowski.


- To co jest uderzające w wypowiedziach prezydenta, to tolerowanie zachowań, przeciwko którym Amerykanie walczyli w czasie drugiej wojny światowej. A prezydent nie jest w stanie od razu zauważyć, że to jest coś, czego na amerykańskiej ziemi nie można tolerować. Do tej pory było to oczywiste, a w wypowiedziach prezydenta, szczególnie w tej wtorkowej, widać wyraźnie, że chce zrównać działania neonazistów z tymi, którzy protestowali przeciwko ich obecności i ich zachowaniom - mówił w TOK FM dr hab. Radosław Rybkowski, dyrektor Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ.

Hasła ultraprawicy, rasizm i ekstremizm oficjalnie i bardzo jednoznacznie potępiło już wiele osób publicznych i polityków, w tym byli prezydenci - ojciec i syn Bushowie oraz 5 najważniejszych generałów. Zareagowali również szefowie największych firm, doradzający prezydentowi Trumpowi, którzy zdecydowali się na samorozwiązanie się panelu doradczego, w którym zasiadali.

Zamach w Charlottesville. 20-latek wjechał w tłum podczas pochodu przeciwko neonazistom

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM