Egzotyczne postaci na konferencji antyszczepionkowców. "Niektórzy chcą po prostu zarobić"

- Ruch antyszczepionkowy jest bardzo różnorodny, niektórzy czują się poszkodowani przez system opieki zdrowotnej, a inni chcą po prostu zarobić, sprzedając dziwne terapie niepotwierdzone naukowo - mówił w TOK FM Jan Stradowski.

Kancelaria Sejmu cofnęła zgodę na organizację konferencji „Szczepienia XXI wieku”, ale konferencja i tak się w sobotę odbędzie. Głównym jej celem jest przyjęcie "Deklaracji warszawskiej" czyli karty wolności wyboru w przyjmowaniu tzw. szczepień ochronnych.

- Na konferencji nie zabraknie dość egzotycznych postaci. Czytamy, że będzie specjalista od klawiterapii, od domów hiperbarycznych, od terapii nowotworowych opartych na suplementacji, itd., ale będą też osoby z tytułami naukowymi z zakresu medycyny, z prof. Dorotą Majewską na czele - zauważył prowadzący program w TOK FM Jakub Janiszewski. - Niestety ani wykształcenie wyższe ani tytuły naukowe nie chronią przed tym, żeby wierzyć w rzeczy mało naukowe - komentował Jan Stradowski, szef działu naukowego magazynu „Focus” i autor audycji Człowiek 2.0 w radiu TOK FM.

"Czysta pseudonauka"

Zwracał uwagę, że w ruchu antyszczepionkowym znajdziemy osoby, których bliscy przeszli jakieś powikłania poszczepienne i nie zostali odpowiednio potraktowani przez służbę zdrowia, nie mieli opieki, nie dostali odszkodowań, nie mają środków do życia i czują się poszkodowani przez system. Choć ich osobiste doświadczenia nie oznaczają, że dzieje się tak na masową skalę. - Z drugiej strony w tym ruchu są też osoby, które po prostu chcą na tym zarobić, sprzedając różne dziwne terapie, czy suplementy, których działanie nie zostało potwierdzone naukowo - ocenił Stradowski w programie "Połączenie".

Wskazywał też, że ruch antyszczepionkowy nie jest jednorodny w swoich postulatach - Jedni zwracają uwagę, że szczepionki stwarzają ryzyko powikłań medycznych, i to jest prawda, choć trzeba pamiętać, że nie ma takich terapii czy leków które nie mają powikłań. Inni z kolei twierdzą, że szczepionki w ogóle są niepotrzebne, nie przynoszą żadnych korzyści i nie należy ich stosować. Przekonują, że szczepionki przyczyniają się do rozwoju raka czy autyzmu, i to już jest czysta pseudonauka, bo na to po prostu nie ma żadnych dowodów - mówił.

Dowody są jednoznaczne

I przypomniał podstawowe argumenty za szczepieniami. - Im więcej osób jest zaszczepionych, tym mniejsza jest szansa, że ta choroba wystąpi. Są dowody epidemiologiczne na to, że jeśli dzieci chodzące do przedszkola zaszczepimy przeciwko grypie to jest duża szansa, że te dzieci nie tylko same nie zachorują, ale nie przyniosą też grypy do domu i nie zarażą babci czy dziadka, których układ odpornościowy jest znacznie słabszy - przekonywał.

Jak zaznaczył, rozumie, że sam przymus może się komuś nie podobać, ale nieszczepienie jest po prostu nieodpowiedzialne we współczesnym świecie, gdzie tak łatwo przenosić choroby również między krajami. - Jasne, że lepiej szczepić, mimo że mogą wystąpić powkładania. Kraje, które to bardzo dokładnie mierzą, pokazują, że tych powikłań poszczepiennych jest mniej niż powikłań po zwykłych środkach przeciwbólowych dostępnych w aptece. Ale jeżeli ludzie się boją autyzmu, a nie boją się śmiertelnej choroby, to popełniają bardzo poważny błąd - mówił Stradowski.

Dziennikarz przyznał, że sam ma autystyczne dzieci i wiele czytał o związku szczepień oraz zawartej w nich rtęci z autyzmem. - Konkluzja jest bardzo prosta, takiego związku, potwierdzonego naukowo, nie ma - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM