Powstanie Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej RP. "Uleczy nas z tego, o czym zapomnieliśmy"

Chodzi o przywrócenie pamięci. - W wielu przypadkach ta pamięć została amputowana niemal w całości, no więc co zrobić? Jedyna rzecz to leczyć - tłumaczy prof. Andrzej Gil z KUL, który ma być jednym z twórców Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej w Lublinie.

W Lublinie ma powstać nowe muzeum - Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej, choć pierwotnie nazwa miała być inna - Muzeum Kresów. Temat budzi emocje, bo zdaniem niektórych – może to popsuć nasze relacje ze wschodnimi sąsiadami. Jeden z tych, którzy mają muzeum tworzyć, prof. Andrzej Gil z KUL zapewnia jednak, że chodzi o przywracanie pamięci.

Prof. Andrzej Gil z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego był gościem TOK FM. W rozmowie z nami podkreślił, że już w czasie kampanii prezydenckiej ówczesny kandydat Andrzej Duda zapowiedział, że muzeum Kresów powstanie, a jego siedziba będzie w Lublinie.

– Gdy Andrzej Duda został prezydentem, mieliśmy taką nadzieję, że te słowa coś znaczą i okazało się, że rzeczywiście znaczą – mówi prof. Gil. W jego ocenie, jest konsensus w sprawie wyboru miasta, w którym muzeum byłoby tworzone – ma to być właśnie Lublin. – Lublin to m.in. Unia Lubelska, coś co tej chwili w naszej historii jest jednym z najbardziej pozytywnych jej aspektów. Poza tym, jesteśmy największym miastem na prawym brzegu Wisły, które graniczy z państwami – dziedzicami tradycji Kresowo-Rzeczypospolickiej. I dlatego uważam, że to dobra kandydatura – mówi prof. Gil.

"Ta nie powinno prowokować"

Muzeum z Kresami w nazwie mogłoby budzić duże emocje, stąd pomysł na inną nazwę: Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej. – Wydaje mi się, że jest to po pierwsze na tyle pojemna, a po drugie – bezpieczna nazwa, że to chyba zostało zaakceptowane. To nazwa oddająca istotę rzeczy, a jednocześnie nie prowokująca nikogo do jakichkolwiek rozważań – wyjaśnia prof. KUL.

Nie wszystkim pomysł na nowe muzeum do końca się podoba. Zdaniem lubelskiej posłanki Joanny Muchy (PO), powstanie muzeum może wywołać niepotrzebne emocje, głównie poza granicami Polski. – Decyzja jest na pewno kontrowersyjna i wzbudzająca napięcie. Wyobraźmy sobie, że w Niemczech powstaje muzeum, które miałoby odnosić się do ziem, które uzyskaliśmy po II wojnie światowej na zachodzie. Na pewno dla nas byłaby to też decyzja, która spotkałaby się z krytyką. Dlatego do tego pomysłu podchodzę z dużą ostrożnością – mówi Mucha.

W jej ocenie, potrzebny jest duży rozsądek i wyczucie, by kogoś nie urazić. Czy to dziś realne, gdy rządzi PiS? - Wydaje mi się, że małe są na to szanse, bo PiS prowadzi politykę zagraniczną na potrzeby własnego kraju i swojej własnej polityki – dodaje Mucha. 

Urzędnicy z Ministerstwa Kultury byli już w Lublinie na rozmowach. – Zadeklarowaliśmy jako miasto chęć współpracy, natomiast naszą rolą nie jest zasadność wydatkowania środków przez Ministerstwo Kultury. Nie podejmuję się oceny, czy muzeum jest potrzebne, czy nie jest potrzebne – mówi dyplomatycznie wiceprezydent Lublina, Krzysztof Komorski.

„Jeśli nie będzie oddane w ręce wariatów”

Wicemarszałek Lubelszczyzny Krzysztof Grabczuk popiera pomysł powstania muzeum Kresów w Lublinie. – Musimy przypominać o naszej historii, ale musimy też brać pod uwagę czynniki, które będą wpływały na utrzymanie tego muzeum. Stąd nasze pytania do ministerstwa, w jaki sposób będzie sfinansowany zakup budynku, kto w przyszłości będzie ten obiekt finansował , w jaki sposób będą tworzone zbiory? To ważne pytania, na które nie znamy odpowiedzi – mówi Grabczuk.

Pytany o ewentualne emocje, które mogą się pojawić, odpowiada, że wszystko zależy od ludzi, którzy będą muzeum tworzyć. – Trzeba mówić o historii, pokazywać prawdziwą historię, historia wiele nas uczy, często się powtarza. Ale muzeum nie powinno być skierowane przeciwko komukolwiek. Nie trzeba tworzyć historii na potrzeby jednej partii politycznej. Jeśli nie będzie to oddane – przepraszam za określenie – w ręce wariatów, to odniesie sukces – dodaje Grabczuk.

Nie będzie tylko polskiej narracji?

Zdaniem profesora Andrzeja Gila z KUL, zanim muzeum powstanie, odbędą się szerokie konsultacje społeczne.– My żyliśmy razem, nie obok siebie. I chcemy wejść w dialog, który kiedyś toczyliśmy – różny dialog, czasami bardzo trudny i dramatyczny, ale jednak dialog – mówi Gil. Chodzi oczywiście o dialog m.in. z Białorusinami czy Ukraińcami.

Profesor KUL dodaje, że chodzi o przywrócenie pamięci. – W wielu przypadkach ta pamięć została amputowana niemal w całości, no więc co zrobić? Jedyna rzecz to leczyć. Dla mnie to będzie muzeum, które ma nas uleczyć z tego, o czym zapomnieliśmy, co utraciliśmy i czego tak naprawdę nie przywrócimy, bo to jest czas przeszły – tłumaczy prof. Gil.

Radny Michał Krawczyk z Lublina wystosował w tej sprawie list otwarty do premier Beaty Szydło. „Proponuję, aby kilkanaście milionów złotych, które pochłonęłaby taka inwestycja, przeznaczyć na całkiem inne przedsięwzięcie. Skierowane w przyszłość. Takie, które rozwijałoby wyobraźnię młodych ludzi, uczyło ich stawiania istotnych pytań i samodzielnego rozwiązywania problemów, dawałoby satysfakcję z odkrywania świata, w przystępny sposób objaśniałoby mechanizmy i prawa rządzące naszym otoczeniem” – pisze radny. I sugeruje, że zamiast Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej można byłoby utworzyć w Lublinie Centrum Nauki, na wzór warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. – O tym pomyśle mówi się od kilku już lat i warto byłoby go zrealizować – dodaje Krawczyk.

DOSTĘP PREMIUM