"Dlaczego nasze dzieci mają się czuć inne, gorsze?". To efekt rozporządzenia MEN

Część niepełnosprawnych dzieci nie ma szans na nauczanie indywidualne w szkole - alarmują rodzice. Chodzi o te dzieci z autyzmem czy zespołem Aspergera, które zgłaszają się do poradni po 31 sierpnia. Bo zgodnie z rozporządzeniem MEN, po tej dacie poradnie nie mogą już wydawać orzeczeń o kształceniu indywidualnym na terenie szkoły. Nauczanie indywidualne ma być tylko w domu. Co na to MEN?

Pani Ewelina jest mamą 14-letniego Kuby z zespołem Aspergera. To zaburzenia, potocznie zwane łagodną odmianą autyzmu. Przez dwa ostatnie lata Kuba miał nauczanie indywidualne na terenie szkoły - część lekcji takich jak np. matematyka, biologia czy język polski miał w szkole sam na sam z nauczycielem, ale już na plastyce czy muzyce mógł być razem z klasą. Mama była pewna, że tak samo będzie teraz.

Wizyta w poradni, a po niej – emocje i łzy

1 września pani Ewelina poszła z Kubą do jednej z poradni psychologiczno-pedagogicznych w Warszawie, a tam okazało się, że nie może dostać takiego orzeczenia, jakie syn dostawał wcześniej. Bo nauczanie indywidualne może być teraz… tylko w domu. – Kuba na początku nie za bardzo rozumiał, o co chodzi. Zdenerwował się jednak, że nie będzie mógł chodzić do szkoły, pojawiły się łzy – mówi nasza rozmówczyni - Bardzo lubi swoją szkołę, ma kolegów. 

Jak podkreśla, syn dobrze się uczy, jest bardzo uzdolniony z matematyki i języka angielskiego. - Dlaczego teraz ma być zamknięty w domu? Komu na tym zależy? – pyta. Tym bardziej, że Kuba bardzo chce dalej uczyć się ze swoimi rówieśnikami. – Nie chciałam mu mówić wprost, że to dlatego, że ma orzeczenie o nauczaniu indywidualnym ze względu na Aspergera. Dlaczego nasze dzieci mają się czuć inne, gorsze? To jest kompletnie absurdalne – mówi pani Ewelina. 

Poradnie potwierdzają: nie możemy, choć byśmy chcieli

Dyrektor Bożena Cioch z Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych nr 3 w Lublinie potwierdza, że w tej chwili rzeczywiście nie można wydać orzeczenia o nauczaniu indywidualnym w szkole dla dziecka, które ma normalny dom. – Nowe rozporządzenie Ministerstwa Edukacji Narodowej pozwala na prowadzenie nauczania indywidualnego na terenie szkoły, ale tylko w szczególnych przypadkach. Dotyczy to wyłącznie dzieci i młodzieży ze specjalnych ośrodków szkolno-wychowawczych, młodzieżowych ośrodków socjoterapeutycznych, z domów dziecka i z rodzinnych domów dziecka – mówi Cioch.

W jej ocenie, dzieci nie powinny być  izolowane w czterech ścianach swoich domów. – Powinny być włączane do klasy z innymi rówieśnikami, a to państwo i jego instytucje powinny zadbać o to, by dziecko sobie poradziło w szkole, razem z innymi– mówi B. Cioch. Dziś, po wejściu w życie nowego rozporządzenia, jak mówi, ma jednak związane ręce.

Koledzy mają dobry wpływ

Problemu w tej chwili nie mają ci rodzice, którzy po orzeczenie dla dziecka zgłosili się do 31 sierpnia – w rozporządzeniu jest bowiem zapis, że zmiany dotyczą orzeczeń wydanych od 1 września.

Pani Katarzyna z Łodzi ma dwóch niepełnosprawnych synów – starszego Kubę z zespołem Aspergera i młodszego Mateusza z autyzmem. Kuba, który ostatnio miał nauczanie indywidualne w szkole i codziennie na przerwach mógł widywać się z kolegami – tym razem dostał orzeczenie tylko na pierwszy semestr.– To mnie zdziwiło, bo wcześniej zawsze wydawali je na cały rok szkolny - mówi nasza rozmówczyni. Boi się, co będzie dalej.

Zwraca też uwagę na coś jeszcze - jej syn uczy się w technikum, ma m.in. przedmioty zawodowe, które - zgodnie z wytycznymi MEN - mają być realizowane w szkole. - Czyli miałby tak jeździć z domu do szkoły i z powrotem? Przecież to absurd. Jaki jest sens tego, by część lekcji przyuczających do zawodu miał w szkole, a resztę w domu? - pyta pani Katarzyna. Matka nie ma wątpliwości, że takie rozwiązanie może spowodować, że syn cofnie się w rozwoju. - Kuba bardzo się zmienił, zaczął się lepiej uczyć, odkąd ma lekcje w szkole sam na sam z nauczycielem, zaczął nawiązywać kontakty, zdarza mu się już z kolegami gdzieś wyjść po szkole, a wcześniej tego nie było - mówi mama. Poza tym, musiał się nauczyć, jak dojechać, z którego przystanku i jakim autobusem. - Nie chcę, by to przepadło - dodaje.

Młodszy syn pani Kasi, Mateusz ma 13 lat. Jest w klasie integracyjnej, którą bardzo lubi. Było uzgodnione, że chłopiec od drugiego semestru będzie miał nauczanie indywidualne w szkole - tak, by sam na sam z nauczycielem łatwiej mu było przyswajać wiedzę, bo w dużej grupie ma z tym problem. Tyle, że teraz – jak mówi mama – może się to okazać niemożliwe.  - Szkoła, która ma wychowywać i wspierać, będzie musiała wyrzucić moje dziecko ze swoich murów. Bo w dużej klasie na stałe sobie nie poradzi, a nauczania indywidualnego w szkole prowadzić nie będzie można. Skazuje się nas na banicję. Nie mogę wyjść z podziwu, że w XXI wieku dzieją się u nas takie rzeczy - mówi pani Katarzyna. 

Co na to wszystko MEN?

Rzecznik prasowy Anna Ostrowska przekazała nam, że MEN od początku stało na stanowisku, że dziecko z niepełnosprawnością ma uczęszczać do szkoły i ma być objęte kształceniem specjalnym w oparciu o indywidualny program edukacyjno– terapeutyczny. Czyli mówiąc inaczej, MEN zapewnia, że nie ma mowy o wykluczaniu dzieci niepełnosprawnych.

„Uczniowie ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, których stan zdrowia nie uniemożliwia ani znacznie nie utrudnia uczęszczania do szkoły, ale z uwagi na trudności w funkcjonowaniu w szkole, wynikające w szczególności ze stanu zdrowia, nie mogą realizować wszystkich zajęć edukacyjnych wspólnie z klasą, i wymagają dostosowania organizacji i procesu nauczania do ich specjalnych potrzeb edukacyjnych, mogą skorzystać z nowej formy pomocy psychologiczno-pedagogicznej - zindywidualizowanej ścieżki kształcenia” – pisze Anna Ostrowska.

Jak podkreśla, ścieżka ta obejmuje zarówno zajęcia edukacyjne prowadzone indywidualnie z uczniem, jak i zajęcia z klasą. „Objęcie ucznia tą formą pomocy wymaga opinii publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej. Opinia ta jest obligatoryjna dla dyrektora szkoły” – pisze Ostrowska.

- Jest jeden wielki bałagan. Poradnie swoje, ministerstwo swoje, a mamy początek roku i ani my rodzice, ani dzieci – nikt nie wie do końca, na czym stoi. Przepisy wchodzą w ostatniej chwili, niemal tuż przed początkiem roku, jak się w tym połapać? – pyta jedna z mam.

DOSTĘP PREMIUM