Zdrowie prokreacyjne wkracza do szkół. Program kosztuje ponad 9,5 mln zł. Ale są wątpliwości

Zajęcia na temat zdrowia prokreacyjnego w szkołach - to jedno z założeń Narodowego Programu Zdrowia. Na zajęciach ma być mowa m.in. o tym, że antykoncepcja jest jedną z przyczyn niepłodności.

Na stronie kuratoriów w Polsce pojawił się apel do dyrektorów szkół o zgłaszanie się do programu. - Chodziło o zachęcenie szkół ponadgimnazjalnych do zainteresowania się tym programem i realizacji, wspólnie z podmiotem, który będzie realizował to zadanie i który został wyłoniony w konkursie ogłoszonym przez ministra zdrowia - wyjaśnia Aleksandra Sępoch z lubelskiego kuratorium.

Komunikat na stronie kuratorium w LublinieKomunikat na stronie kuratorium w Lublinie Fot. tokfm.pl


Zastrzega, że kuratorium jedynie zamieściło ogłoszenie – z programem w sposób bezpośredni nie ma nic wspólnego.

Firma, która ma program realizować, milczy

Konkurs wygrała firma szkoleniowa Lechaa Consulting Sp. z o.o. z Lublina. Została wyłoniona jako realizator zadania, które ma bardzo długą i skomplikowaną nazwą „Prowadzenie edukacji zdrowotnej i działalności informacyjnej i profilaktycznej dotyczącej czynników endo- i egzogennych mających wpływ na zdrowie prokreacyjne kobiet i mężczyzn, przeciwdziałanie skutkom seksualizacji dzieci i młodzieży, zachowań ryzykownych, uzależnień behawioralnych, uzależnień od substancji psychoaktywnych oraz kształtowanie postaw sprzyjających zachowaniom prozdrowotnym”.

Reprezentująca firmę Renata Krupa nie chciała o programie mówić. Umówiła się, co prawda z reporterką TOK FM na rozmowę telefoniczną, ale potem nie odbierała. Nie odpisała też na sms.

W trakcie pierwszej, krótkiej rozmowy, przyznała, że nie ma jeszcze ani scenariuszy zajęć, ani nie wybrano osób, które mają przeszkolić nauczycieli. Bo to nauczyciele - jako tutorzy -  będą prowadzić zajęcia w swoich szkołach.

-  Jak mamy się zgłaszać do tego programu, skoro nie wiemy dokładnie, co w nim będzie? Czy będzie mowa o in vitro jako metodzie leczenia niepłodności? Czy będzie mowa wyłącznie o małżeństwie czy też o ludziach, którzy żyją bez małżeństwa, a też przecież mogą mieć dzieci? Bardzo tu dużo niewiadomych – mówi pani Beata, nauczycielka.

Firma dostanie na program ponad 9,5 miliona złotych

Na stronie realizatora programu można wyczytać, że w każdej szkole zostanie zrealizowanych 30-40 godzin zajęć, a ich realizację przewidziano do czerwca 2019 roku.

Nauczyciele-tutorzy mają mieć wyższe wykształcenie, wysoką kulturę osobistą i „brak poczucia dyskomfortu przy omawianiu tematów wrażliwych”. Jak napisano, muszą to być osoby szanujące wartości, zwyczaje i wierzenia innych osób oraz mające na względzie prawa rodziców, którzy są pierwszymi nauczycielami i wychowawcami.

Wszyscy zostaną przeszkoleni – najprawdopodobniej na platformie e-learningowej. Firma z Lublina, jak wynika z informacji na stronie Ministerstwa Zdrowia na realizację programu, przewidzianego na lata 2016-2020, ma dostać ponad 9,5 miliona złotych.

Środki na realizację programu dot. zdrowia prokreacyjnegoŚrodki na realizację programu dot. zdrowia prokreacyjnego źródło: Ministerstwo Zdrowia

„Przeciwdziałanie tendencji odkładania prokreacji”

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z negatywnych konsekwencji odkładania zakładania rodziny i prokreacji na dalszy etap życia. Uświadomienie młodym ludziom konsekwencji takiego działania jest istotnym elementem profilaktyki w zakresie zdrowia prokreacyjnego

-  piszą autorzy projektu.

Zwracają uwagę, że w Polsce wiele kobiet decyduje się na ciążę dopiero po 35. roku życia, i chcą zmienić.

Chcą też – jak piszą - konfrontować nieprawdziwe informacje na temat prokreacji czerpane przez młodzież z Internetu z wiedzą naukową.

„Inicjację seksualną ma za sobą 14,7 proc. 15-letniej młodzieży, dla której głównym źródłem informacji jest Internet i czasopisma, a tylko 4,3 proc., którzy opierają się tu na rodzicach i nauczycielach” - czytamy w założeniach.

Wśród wykazu tematów, które mają być poruszane, aż 11 dotyczy niepłodności, w tym wpływu antykoncepcji na płodność. Kolejnych kilka punktów to planowanie rodziny, w tym obserwacja cyklu kobiety. Jest też mowa o chorobach, ślubie czy macierzyństwie.

„To promowanie stereotypów”

Zdaniem Joanny Keszki, ekspertki od seksualności kobiet, prowadzącej portal barbarella.pl, program ugruntowuje istniejący stereotyp, że głównym celem seksu jest zajście w ciążę i rodzenie dzieci.

- Jeżeli wzorcem seksualności ma być seks w małżeństwie, nastawiony na rozmnażanie się, to wszystko, co wykracza poza ten model może być uznawane za rzecz złą i może się okazać, że jest pozwolenie na to, by ośmieszać, atakować i krzywdzić kobiety, które pozwolą sobie na wyjście poza ten wąski model rozumienia seksu. To już kolejna odsłona tego, że pod płaszczykiem „dobrych rad” i troski o młodzież, sprzedaje się wandalizm wymierzony szczególnie w młode kobiety, bo odbiera się tym kobietom prawo głosu - mówi J. Keszka.

Nie decydujemy się na dzieci, bo nie jesteśmy świadomi? „Nie, powody są inne”

Anita Gunerka jest nauczycielką w jednej z warszawskich szkół, uczy m.in. wychowania do życia w rodzinie. Ma dość krytyczne zdanie o nowej podstawie programowej do tego przedmiotu.

Niepokoi ją też program, przygotowany przez firmę z Lublina. – Mówi się tutaj o tym, że Polki rodzą zbyt późno i trzeba je od lat młodzieńczych uświadamiać w zakresie konsekwencji takiego działania. Powiem szczerze, wątpię, by takie podejście odniosło sukces. Przecież to nie dlatego nie decydujemy się na dzieci wcześniej, bo nie jesteśmy świadomi, tylko dlatego, że warunki życiowe, na rynku pracy, socjalne są trudne. I przecież, to ludzie wykształceni, którzy doskonale wiedzą, z czym się wiąże odkładanie macierzyństwa, decydują się opóźniać zajście w ciążę - mówi nauczycielka.

„Indoktrynacja”

- Dla mnie ten program jest po prostu indoktrynacją - ocenia Joanna Keszka.  - Chodzi o promowanie krzywdzących stereotypów. Bo zastanówmy się wszyscy, z jakiego powodu mieliśmy ostatni swój seks? Wąska grupa poszła do łóżka po to, by się rozmnażać, ale przecież dla większości seks to po prostu przyjemność -  dodaje ekspertka.

Nauczycielka Anita Gunerka zadzwoniła do lubelskiej firmy Lecha Consulting.

- W zasadzie pani, z którą rozmawiałam, nie była mi w stanie określić, jak mamy sobie organizować zajęcia, jeśli chciałabym być tutorem w tym programie. Na moje pytanie, jak to będzie prowadzone i kiedy, usłyszałam, że raczej nie po lekcjach, bo uczniowie nie przyjdą, że trzeba się jakoś dogadać, że może w trakcie zastępstw. A ja wiem, że w szkole bardzo trudno jest wejść z czymś z zewnątrz na lekcje do innego nauczyciela, bo każdy dba o to, by wyrobić się ze swoim programem. Więc jak będzie z realizacją? Myślę, że dość trudno - uważa nauczycielka w rozmowie z reporterką Radia TOK FM.

"Szkoła zaczyna być centrum propagandy"

DOSTĘP PREMIUM