Kompromitacja. Na procesie Czeczenów, oskarżonych o atak na funkcjonariuszy, zabrakło tłumacza

Proces trzech Czeczenów, oskarżonych o zaatakowanie funkcjonariuszy Straży Granicznej nie ruszył, bo... w Sądzie Rejonowym w Białej Podlaskiej jednemu z nich nie zapewniono tłumacza, a mężczyzna mówi wyłącznie po czeczeńsku.

W kwietniu z ośrodka strzeżonego dla cudzoziemców w Białej Podlaskiej miała być deportowana matka z dwójką małych dzieci. Gdy w nocy kobieta zaczęła krzyczeć, bo nie chciała opuszczać placówki - inni Czeczeni chcieli jej pomóc. Wtedy okazało się, że pokoje są zamknięte. Trzech mężczyzn (ojciec i dwóch synów), którzy w kraju pochodzenia doświadczyli tortur - zaczęło mocno stukać w drzwi. To wtedy wpuszczono do ich pokoju gaz, a potem - jak opowiadają - skuto kajdankami i stosowano przemoc.

Jednak Straż Graniczna od początku twierdziła, że to Czeczeni byli agresywni i dlatego użyto siły. Prokuratura oskarżyła cudzoziemców o groźby karalne i czynną napaść na funkcjonariuszy, za co grozi od roku do 10 lat więzienia. Śledczy nie wzięli pod uwagę m.in. stanowiska Rzecznika Praw Obywatelskich, który zgłaszał szereg zastrzeżeń do zachowania funkcjonariuszy (m.in. to, że jeden z pograniczników stanął całym ciężarem ciała na bosej stopie jednego z Czeczenów).

Proces pokaże, kto ma rację?

Cudzoziemcy, ich obrońca i przedstawiciele organizacji pozarządowych wierzą, że proces w sądzie pokaże, jak było naprawdę. Pierwsza rozprawa była wyznaczona na dzisiaj. Stawili się zarówno oskarżeni, jak i funkcjonariusze, którzy mają status pokrzywdzonych, a także inni pogranicznicy - jako świadkowie. Byli przedstawiciele Fundacji Instytut na Rzecz Państwa Prawa czy Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. Byli też dziennikarze, w tym "Gazety Wyborczej" i TVN24, którzy nie mogli pozostać na sali rozpraw, bo sala, jak stwierdził sąd, jest na to za mała. Na sali, na miejscu dla publiczności, obecna była jedynie dziennikarka Radia TOK FM.

Okazało się, że proces nie może ruszyć, bo cudzoziemcom zapewniono jedynie tłumacza języka rosyjskiego, podczas gdy jeden z nich prawie nie mówi po rosyjsku, a zna jedynie język czeczeński. - Zasady sprawiedliwego procesu wymagają tego, by oskarżeni od początku do końca wiedzieli, co dzieje się w ich sprawie. Nie można było prowadzić tej sprawy bez tłumacza języka czeczeńskiego, bo nie byłoby zagwarantowane prawo do obrony - mówi adwokat, Marek Siudowski, obrońca oskarżonych Czeczenów.

Prokurator? Bez tłumacza też można

Dość zaskakujące było jednak stanowisko prokuratora, który stwierdził, że proces może się toczyć, a cudzoziemiec... jednak trochę mówi po rosyjsku. Tyle, że w postępowaniu przygotowawczym - tłumacz języka czeczeńskiego był zapewniony. - Prokurator stwierdził, że w sądzie nie ma takiej konieczności. Ciężko zrozumieć, co kierowało panem prokuratorem. Jego stanowisko było mocno zaskakujące - przyznaje Małgorzata Jaźwińska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej.

- W aktach były co najmniej dwa postanowienia: i prokuratury z Przemyśla, która wykonywała czynności procesowe, i prokuratury z Białej Podlaskiej, z których wprost wynikało, że jeden z oskarżonych nie posługuje się językiem rosyjskim, a jedynie językiem czeczeńskim. Dlatego jestem mocno zaskoczony, bo rolą sądu jest zagwarantowanie takiego tłumacza - mówi mecenas Marek Siudowski. Z powodu braku tłumacza, sąd odroczył rozpoczęcie sprawy.

Prezes sądu w Białej Podlaskiej, Jerzy Daniluk też był zaskoczony brakiem tłumacza. Powiedział nam, że będzie sprawę wyjaśniał, poprosił o przesłanie pytań mailem.
Nie wiedział też, jak to możliwe, że rozprawę wyznaczono w bardzo małej sali i że sędzia wyprosił z niej dziennikarzy. Jak stwierdził, osobiście jest za maksymalną jawnością, dlatego będzie rozmawiał z sędzią, co było przyczyną jego decyzji.

"Film z monitoringu jest dość wymowny"

Jednym z głównych dowodów w tej sprawie ma być nagranie z monitoringu w ośodku dla cudzoziemców, które widzieli prawnicy RPO, ale też adwokat oskarżonych. - Nie chcę komentować dowodów, zanim on nie zostanie przeprowadzony na sali rozpraw. Widziałem oczywiście ten film, mam swoje zdanie. Powiem tak, film jest dość wymowny i łatwo na jego podstawie określić, kto był stroną agresywną, atakującą, a kto był stroną pasywną w całym tym zajściu - mówi mec. M. Siudowski.

Nowy termin rozpoczęcia procesu wyznaczono na 29 listopada. - Chciałbym, by to był proces sprawiedliwy. Jeżeli taki będzie, to z pewnością będzie to sygnał dla wszystkich uczestników życia publicznego, w tym dla funkcjonariuszy, że każdego człowieka należy traktować właśnie jak człowieka i należy zagwarantować mu wszystkie prawa, w tym prawo do tego, by nie był bity czy aby nie była wobec niego nadużywana przemoc w środku nocy - mówi adwokat oskarżonych Czeczenów.

DOSTĘP PREMIUM