"Czy popiera pan Plan Sorosa?" - przedwyborcza zagrywka Orbana. "Potrzebny mu konkretny wróg"

O "Planie Sorosa" mówi wprost ankieta rozsyłana na Węgrzech w ramach konsultacji narodowych. Ma to być plan masowego napływu imigrantów do Europy. "To zagrywka przedwyborcza" - oceniał w TOK FM Dominik Hejj, ekspert ds. węgierskich.

Premier Węgier Wiktor Orban wysłał do każdego obywatela swego kraju list, który zawiera składającą się z siedmiu punktów ankietę. Każdy punkt jest uzupełniony o komentarz i kończy się pytaniem "czy popiera Pan/Pani Plan Sorosa": należy zaznaczyć "tak" lub "nie".

Jak podkreślał w programie "Połączenie" Dominik Hejj, ekspert ds. węgierskich z portalu kropka.hu jest to o wiele bardziej jasno, wręcz dychotomicznie, postawiona kwestia niż było to podczas poprzednich konsultacji narodowych, które zakończyły się w maju. Tym razem ankietę należy odesłać do 24 listopada - co oznacza, że konsultacje narodowe odbywają się w tym roku rekordową liczbę razy, bo aż dwukrotnie.

"Będziecie musieli ich przyjmować i im płacić, bo Soros tak chce"

Według tez zawartych w ankiecie "Plan Sorosa" ma polegać na tym, że do Europy trafiałoby milion imigrantów rocznie, przy czym - jak podkreślał ekspert - od razu pojawia się zastrzeżenie, że ponieważ Europa Zachodnia imigrantów nie chce takie osoby trafiałyby raczej, w ramach - jak to się określa - "podwójnych standardów UE", do Europy Wschodniej. Węgry miałyby na rzecz każdego imigranta płacić, w przeliczeniu, 125 tysięcy złotych przez pierwsze lata, miałby też zostać zlikwidowany płot wzdłuż granicy Węgier.

- "Będziecie musieli ich przyjmować i im płacić, bo Soros tak chce": taki jest przekaz: mówił prowadzący audycję Jakub Janiszewski.

- Wybory są w kwietniu, w związku z tym jeden wróg krystaliczny jest potrzebny - odpowiadał Hejj, dodając że płot, który został wybudowany na granicach Węgier rzeczywiście fizycznie powstrzymał napływ imigrantów, co jednak nie przeszkadza, by podtrzymywać w opinii publicznej przekonanie o zagrożeniu takim problemem.

Zagrożenie dla Europy narodów?

Ekspert podawał głośny przykład właściciela pensjonatu w jednej z miejscowości: chciał on ugościć azylantów, którzy dostali pozwolenie na pobyt na Węgrzech. Pensjonat mu zniszczono, a rząd nie potępił takiego postępowania. Pojawił się za to komentarz, że to zdarzenie oddaje nastroje społeczne.

Dominik Hejj przypominał też inne treści ankiety w sprawie "Planu Sorosa", mówiące o tym że przyjęcie fali imigrantów miałoby spowodować, iż Europa narodów przestanie w praktyce istnieć pozbywając się swojej tożsamości i kultury, oraz że kraj, który nie zgodzi się na wspomniany plan, będzie za to surowo ukarany. Plakat poprzedniej kampanii "informacyjnej" apelował: "Nie pozwólmy, by to Soros śmiał się ostatni!". Teraz ankieta odbywa się pod hasłem "Planu Sorosa nie pozostawimy bez słowa".

- To jest tak głupie, że aż nie chce się w to wierzyć - mówił podsumowując całą ankietę Jakub Janiszewski

- Jeżeli spojrzeć na sondaże opinii publicznej. Największy odsetek Węgrów - jeśli spojrzymy na środowisko Fideszu to jest ponad 80% - boi się imigrantów, choć zjawiska ich napływu na Węgrzech już nie ma i  jest to efekt realizowanego przez Wiktora Orbana planu

- mówił ekspert.

- Tego wszystkiego nie ma sensu racjonalnie rozpatrywać: przecież nie istnieje coś takiego jak plan Sorosa - mówił Janiszewski

- Ale z drugiej strony - odpowiadał Hejj - jeżeli na Węgrzech głosować na jedną konkretną partię polityczną idą miliony osób, to nie chciałbym uznawać że oni wszyscy są nieracjonalni - są zmanipulowani...

- Część jest zmanipulowana a część dostała mocne wsparcie od opozycji, by głosować na Fidesz - mówił Dominik Hejj. Po stronie opozycji wycofał się właśnie największy kontrkandydat Orbana z frakcji węgierskich socjalistów i pozostał już tylko jeden lider opozycji, czyli Gabor Vona.

Polityka na Węgrzech z polskiej perspektywy być może staje na głowie, ale z punktu widzenia węgierskiego - wcale tak nie jest. Oś podziału przebiega wg jednej podstawowej linii: czy ktoś ma poglądy bardziej narodowe, czy mniej narodowe, a więc kosmopolityczne, czyli wg obecnej władzy - te złe - podsumował ekspert.

Całej audycji wysłuchasz tutaj:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM