"Kiedy chłopcy obłapują dziewczynki, one dowiadują się, że to tylko końskie zaloty, nic takiego"

- Oby ostatni skandal w Hollywood spowodował, że zastanowimy się, jak rozmawiać na temat molestowania, by mówić o tych, którzy molestują, a nie o molestowanych - mówi Joanna Piotrowska z Fundacji "Feminoteka".

Według doniesień "New York Times" Harvey Weinstein, potężny producent hollywoodzki z oskarowymi hitami na koncie przez lata molestował aktorki czy współpracownice. Po wybuchu skandalu wiele aktorek przyznało, że padło ofiarą Weinstein'a, wśród nich Gwyneth Paltrow czy Angelina Jolie.

- Szybko okazało się - mówił prowadzący "Popołudnie" w radiu TOK FM Tomasz Stawiszyński - że chyba wszyscy w Hollywood o tym wiedzieli. W roku 2013 prowadzący galę Oskarów żartował z tego: wskazując nominowane do Oskara za główną rolę kobiecą aktorki gratulował im mówiąc że ta piątka nie musi już starać się o względy Harveya Weinsteina... Pojawia się zatem pytanie: dlaczego poszkodowane kobiety mówią o tym dopiero w momencie, kiedy historia zrobiła się głośna?

Nie jest łatwo ujawnić, że padło się ofiarą molestowania

Joanna Piotrowska z fundacji "Feminoteka" mówiła, że za osobą znaną i powszechnie szanowaną a także mającą dużą władzę i wpływy stają inne wpływowe osoby, niekoniecznie zresztą ze złej woli: mogą na przykład nie wierzyć w zarzuty, jakie pojawiają się przeciwko takiej osobie. Kobiety zaś są na słabej pozycji, bo - jak mówiła Piotrowska - mamy tysiące przykładów co dzieje się z kobietami, które ujawniły takie przypadki.

Działaczka dodawała też, że warto zauważyć iż kobiety, które 15 - 20 lat temu były molestowane przez producenta mają teraz o wiele silniejszą pozycję zawodową i nie muszą się obawiać, że jeśli powiedzą prawdę będą miały problem na przykład ze otrzymaniem kolejnej roli.

Gdy kobiety ujawniają że były molestowane, wylewa się na nie wiadro pomyj

Tomasz Stawiszyński przypominał o przytoczonym przez siebie żarcie: skoro takie słowa padają ze sceny i w efekcie następuje powszechny rechot, sala pęka ze śmiechu - to znaczy, że wszyscy pokazują sobie wzajemnie, że o sprawie wiedzą a zarazem pokazują swoje przyzwolenie na to. Piotrowska podkreślała, że to kolejna okoliczność, która pokazuje molestowanym kobietom, iż są na przegranej pozycji: bo ogół ich otoczenia, w tym osoby powszechnie szanowane, wydaje się przyzwalać na przemoc seksualną: skoro ogół śmieszą żarty z takich zachowań - mają poczucie że nikt nie stanie w ich obronie.

- Znamy dziesiątki tysięcy przykładów z całego świata, że kiedy kobiety ujawniają iż padły ofiarą molestowania, wylewa się na nie wiadro pomyj. Analizuje się ich życie seksualne, ich zachowanie, absolutnie wszystko poddawane jest sprawdzaniu i krytyce. Bardzo mało dowiemy się za to na temat tego kto jest podejrzany czy oskarżony o molestowanie: najczęściej dowiemy się, że to porządny człowiek, znany autorytet, że to niemożliwe - mówiła Piotrowska - Przypomnijmy sobie sprawę Polańskiego...

- Też o niej pomyślałem od razu... - mówił Stawwiszyński.

- Bardzo podobna sytuacja. Ile głosów oburzenia było: że nie wolno karać, że trzeba mu zapomnieć te błędy - mówiła działaczka - A przecież to była dziewczynka, to nie była dorosła kobieta, a kilkunastolatka - jednak było bardzo wiele głosów w obronie Polańskiego.

Pobłażanie przekraczaniu granic zaczyna się od "końskich zalotów"

Piotrowska podkreślała, że w takich okolicznościach pada wiele słów, które mają za zadanie nie ujawnianie, zlekceważenie kwestii molestowania seksualnego i jest to absolutnie powszechne zjawisko. Ale, jak dodawała: nie tylko w sytuacji oskarżeń o molestowanie seksualne przez powszechnie znaną osobę.

Kiedy na warsztatach w szkołach rozmawiam z dziewczynkami dowiaduję się że to, iż chłopcy zadzierają im spódnice, 'strzelają' z biustonoszy, obłapują za piersi okazuje się normą, i to w dodatku: popieraną przez dorosłych. Bo gdy dziewczynki idą się skarżyć słyszą że nic złego się nie stało, chłopaki tak mają, że to "końskie zaloty". Czyli od najmłodszych lat dostajemy komunikat że nam, dziewczynkom, powinno się to podobać i jest generalnie takie przyzwolenie społeczne.

Chociaż ta sytuacja w Hollywood pokazuje, że to się zmienia - ale musimy długo czekać na te zmiany, niestety - mówiła Piotrowska.

Problem w tym, że molestowanie jest zjawiskiem powszechnym

Tomasz Stawiszyński przypominał że pojawia się także taka narracja, ze przynajmniej znaczna część tych kobiet sama tego chciała, bo zależało im na karierze, tak tę karierę się tu buduje i zawsze tak się budowało a Hollywood to miejsce, gdzie rządzą potężni mężczyźni zaś piękne kobiety występują w filmach i zyskują wielką sławę ale muszą najpierw przejść przez specyficzny casting.

Problem w tym, że molestowanie różnego rodzaju i o różnym nasileniu jest zjawiskiem powszechnym. Jak mówiła Piotrowska badania na świecie pokazują iż ponad 90 procent dziewcząt i kobiet doświadczyło jakiegoś rodzaju molestowania seksualnego: czy to w szkole, czy na studiach, w miejscu pracy, w tramwaju, w metrze, autobusie czy innym miejscu publicznym.

Skandal w Hollywood trzeba wykorzystać, by znaleźć sposób na poprawę sytuacji

Rzadko jednak się zdarza - mówiła działaczka - by zapytać od innej strony: co takiego dzieje się w naszym społeczeństwie, że część mężczyzn daje sobie przyzwolenie żeby to robić. I co takiego dzieje się w naszym społeczeństwie, że często stajemy murem po stronie tych, którzy przekroczyli granice a nie po stronie tych - najczęściej są to kobiety - którzy doznali krzywdy.

- I mam nadzieję że ta debata nad molestowaniem znanych gwiazd Hollywood też pójdzie w tym kierunku, żeby zacząć się zastanawiać, co należy zrobić, jak zmienić na przykład system edukacji, jak prowadzić rozmowy na temat przekraczania granic by zacząć mówić o tych którzy molestują a nie o molestowanych - puentowała Joanna Piotrowska.

Całej audycji wysłuchasz tu:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM