Skąd w Warszawie taka feta na cześć Erdogana? W odpowiedzi porównania do polskiej polityki

Erdogan nienawidzi Zachodu, uważa go, zapewne podobnie jak prezes Kaczyński, za klęskę cywilizacyjną - mówi Konstanty Gebert i dodaje, że to może tłumaczyć, dlaczego jest dziś tak goszczony przez polskie władze.

Prezydent Recep Erdogan przez ostatnie lata stał się jedynowładcą. Kiedy jego partia szła do władzy, właściwie wszyscy liberalni komentatorzy przestrzegali, że do władzy idzie "ukryta islamizacja". Panowała wizja, że Turcja to będzie nowy Iran. Tak się nie stało. Turcja jest państwem, w którym - podobnie jak w Polsce - rola religii jest dominująca, ale kraj ten nie stał się państwem teokratycznym - mówił w audycji "Analizy" Konstanty Gebert z "Gazety Wyborczej", odpowiadając na pytanie: kim dzisiaj jest Erdogan.

Publicysta podkreślał, że turecki prezydent w pierwszych latach swych rządów miał ogromne zasługi: zagonił armię do koszar, czego nie udało się dotąd zrobić żadnemu tureckiemu politykowi. Inną inicjatywą bez precedensu były negocjacje Erdogana z Kurdami, w ramach rozpoczętego - choć potem przerwanego - procesu pokojowego.

Nie potwierdziły się więc obawy, że Erdogan przerobi państwo tureckie na modłę islamską - mówił Gebert - za to państwo przerobiło Erdogana na dzierżymordę religijnego w miejsce dzierżymordów świeckich.

- Ale co to znaczy: że państwo go przerobiło? - dopytywała prowadząca rozmowę Agata Kowalska.

Gebert opisywał, że turecki system władzy był autokratyczny właściwie od zawsze, najpierw został "uszyty" pod jednego człowieka, Atatürka, potem bardzo długo był systemem, w którym kontrolę sprawowali generałowie. Mogło się wydawać - dodawał publicysta - że z tą spuścizną Erdogan zerwał. Otóż nie, mówił Gebert: poziom autokratyzmu, zamordyzmu w Turcji dzisiaj przypomina najgorsze lata dyktatury wojskowej - tyle tylko, że wówczas był to zamordyzm niewielkiej stosunkowo elity, która orientowała się na Zachód.

Erdogan nienawidzi Zachodu, gardzi nim, uważa go, zapewne podobnie jak prezes Kaczyński, za klęskę cywilizacyjną, która może Turcję ewentualnie zarazić swoją korupcją, upadkiem wartości - mówił Gebert.

Publicysta dodawał, że obecny przywódca Turcji stosuje polityczne metody takie, jakie stosowali generałowie, bo tortury w tureckich więzieniach znowu stały się czymś codziennym. Jednak nawet podczas tureckiej wojny domowej zwolnienie 150ciu tysięcy ludzi z pracy nie byłoby możliwe. To, że stało się możliwe Erdogan zawdzięcza temu, że ma rzeczywistą bazę społeczną - podkreślał Gebert dodając, że te 47-48 procent, które wyrażały swoje poparcie dla Erdogana i wyrażają nadal to jest rzeczywisty polityczny fakt

To nie jest dyktatura, która rządzi tylko siłą czołgów i bagnetów

- Zaś opozycja przeciwko Erdoganowi jest rozbita i często bardziej ze sobą wewnętrznie skłócona niż z partią rządzącą, z którą czasami próbują zresztą dobić targu, co na ogół kończy się dla nich źle: Erdogan rozgrywa ich po mistrzowsku - mówił publicysta. - Ale to nie jest dyktatura, która rządzi tylko siłą czołgów i bagnetów, to jest dyktatura, która rządzi siłą niesamowicie rozbuchanej dumy narodowej, poczucia wyższości, pogardy dla wewnętrznych przeciwników i przeświadczenia że ci, którzy są z prezydentem stanowią prawdziwą Turcję a reszta to zdrajcy albo jeszcze gorzej, np. Ormianie.

- My cały czas mówimy o Turcji a nie o Polsce, prawda? - pytała dziennikarka TOK FM przyznając, że odczuwa pewną wewnętrzną zgrozę i dostrzega w tym opisie pewne podobieństwa.

Oczywiście, że o Turcji - odpowiadał Konstanty Gebert - Ale pytała pani: dlaczego polskie władze tak Erdogana fetują. Myślę, że trochę odpowiedzi zawarłem w opisie, jak turecki przywódca sprawuje swoją władzę.

Erdogan to także wzrost gospodarczy i poczucie dumy Turków

Publicysta przyznawał jednak, że w odpowiedzi na pytanie dlaczego w Turcji utrzymuje się tak wielkie poparcie dla Erdogana, trzeba zauważyć, że tak naprawdę żadne społeczeństwo nie marzy o tym, by "wziąć je za mordę", należy więc przypomnieć, że prezydent Erdogan dał Turkom rzeczywisty wzrost gospodarczy a także poczucie dumy. 

Erdogan, w ocenie Geberta, osiągnął też wiele różnorodnych efektów politycznych: nikt nie żąda już od Turcji rozliczenia się z ludobójstwa Ormian, wszyscy zabiegają o względy Turcji jako ważnego rozgrywającego nie tylko na Bliskim Wschodzie i wspomniane poczucie dumy pozwala przeżyć fakt, iż oprócz tego jest klęska za klęską.

Turcji obecnie dalej do Europy czy USA a bliżej do Rosji i Chin

Poprzedni premier Ahmet Davuto?lu mówił, że zasadą tureckiej polityki zagranicznej jest zero problemów z sąsiadami, w tej chwili mamy zero sąsiadów bez problemów - mówił publicysta przypominając, że w wyniku swej polityki wewnętrznej i zewnętrznej Turcja jest w tej chwili bardzo źle widziana w Europie, mało kto dobrze mówi o Turcji w Stanach, natomiast bardzo dobrze wyrażają się o Turcji prezydent Putin czy władze Chin.

- Erdogan całkiem poważnie mówił o tym, że Turcja mogłaby przystąpić do organizacji szanghajskiej, co by wymagało detalu: wystąpienia z NATO i zapewne zrezygnowania z aspiracji do członkostwa w Unii Europejskiej - mówił publicysta. - Erdogan uważa jednak, że to Unii powinno zależeć, by wciągnąć to zdrowo myślące państwo do tego skorumpowanego interesu a Turcja nie zamierza babrać się w ten ohydny, targany zgniłą demokracją, jakimiś rozwydrzonymi prawami kobiet, gejów i Bóg wie jeszcze kogo zdradziecki kontynent, który w dodatku nie chce bić Kurdów.

- Ja myślę - puentował Konstanty Gebert - że nasi przywódcy strasznie mu zazdroszczą: bo on może. Ma tak jak Putin: może. A my, czy Orban, jeszcze tak naprawdę nie możemy do końca.

Całej rozmowy wysłuchasz tutaj:

DOSTĘP PREMIUM