"To próba robienia z ukraińskich lekarzy pseudoniewolników. Ale oni i tak nie przyjadą do Polski"

Ukraińcy lekarze nie będą masowo przyjeżdżać do pracy w Polsce - przekonuje szef Naczelnej Izby Lekarskiej. Jego zdaniem warunki, jakie oferuje polska służba zdrowia, wcale nie są wystarczająco zachęcające.

Rząd chce uprościć przepisy i ułatwić zatrudnianie lekarzy spoza Unii Europejskiej - podaje dziś "Dziennik Gazeta Prawna". Dzięki tym planom możliwe będzie "załatanie dziury kadrowej i osłabienie presji płacowej w służbie zdrowia" - ocenia gazeta. 

"Potrzeba rąk do pracy"

Ukraińscy lekarze to panaceum na niedostatki systemu ochrony zdrowia? - Na pewno nie. Gdyby z obecnie zatrudnionych lekarzy zdjąć obowiązki biurokratyczne, które mogłaby wykonywać sekretarka medyczna, kto wie, może nie trzeba by liczby lekarzy tak znacząco powiększać. Jeśli będziemy im tych obowiązków dokładać, to nie wystarczy nawet podwojenie ich liczby  - komentował w rozmowie z TOK FM Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej.

Podkreślił, że na dzień dzisiejszy lekarzy jest zdecydowanie za mało i pomoc przyda się niezależnie od tego, z jakiego kraju miałaby pochodzić.

- Teraz bardzo potrzeba nam rąk do pracy, bo im gorzej zorganizowany system, tym więcej rąk do wożenia taczek potrzeba

- mówił.

Dodał, że nawet jeśli Polska stworzy ramy uproszczonego dochodzenia do pracy w Polsce, to Ukraińcy i tak do nas nie przyjadą. - Jestem o tym przekonany - zapewniał Hamankiewicz. 

Według doniesień "GDP" ministerstwo chce stworzyć pomysł organicznego prawa wykonywania zawodu czyli Ukrainiec bez nostryfikacji mógłby pracować tylko w ściśle określonym miejscu. 

- Z tą propozycją przedstawioną w prasie ja pogodzić się nie mogę i myślę, że minister Radziwiłł na takie rozwiązanie też nie będzie chciał przystać - stwierdził szef NIL, przypominając, że minister zdrowia był jednym z twórców obecnego systemu uznawania prawa wykonywania zawodu.

Hamankiewicz zwrócił też uwagę na ten aspekt pomysłu, który zakłada, że sprowadzeni lekarze mogliby wykonać pracę tylko w określonym miejscu i czasie.

- Takiemu człowiekowi, który będzie miał tylko jedną ofertę pracy w określonym szpitalu, każdy dyrektor szpitala zaoferuje najniższa płacę. Bardzo mi się nie podoba taka próba tworzenia z ukraińskich lekarzy pseudoniewolników

- stwierdził.

Szef Samorządu lekarskiego opowiadał, że od lat ukraińscy lekarze uczą się polskiego, nostryfikują dyplom, ale potem wracają do siebie.

- Już dziś widać, że bardzo wielu ukraińskich lekarzy che zapewnić sobie miejsce również w polskim systemie. Zdają  egzamin z języka polskiego, nostryfikują dyplom, ale nie podejmują pracy w Polsce - powiedział Hamankiewicz i wyjaśnił, że ukraińscy lekarze uważają, że organizacja pracy w Polsce nie jest odpowiednia, a i zarobki nie są wystarczające. 

Po co w takim razie to robią? - Mówią, że chcą mieć pewność, że w razie potrzeby będą mogli przyjechać do Polski i żyć w wolnym kraju. Trzeba pamiętać, że oni żyją w ciągłym zagrożeniu - wyjaśnił szef NIL. 

Czy ten pomysł wypłynął teraz, żeby przestraszyć strajkujących lekarzy rezydentów tym, że znajdą się inni na ich miejsce? - Nie sądzę, żeby to było na potrzeby tego protestu, ale konsekwencją takiego ruchu byłoby obniżenie płac. Nie wierzę jednak, że takie rozwiązanie wejdzie w życie - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM