"Agassi opisywał tenis jako samotną walkę, zmaganie się ze sobą, ze swoimi demonami" [WYWIAD]

Film "Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem" wszedł właśnie do polskich kin. To propozycja nie tylko dla miłośników sportu. A my publikujemy rozmowy z reżyserem Janusem Metzim i aktorami, którzy wcielili się role najwybitniejszych tenisistów wszech czasów.

Patrycja Wanat, TOK FM: W rolę tenisistów Bjorna Borga wciela się Sverrir Gudnason, a John McEnroe to Shia LeBeouf. Czy na tę decyzję miały wpływ ich podobne charaktery?

Janus Metz, reżyser filmu "Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem": Oczywiście. Reżyser zawsze szuka aktorów, którzy nie tylko najlepiej pasują do danej roli, ale mogą też dołożyć do niej coś extra. Po pierwsze Shia jest bardzo podobny do McEnroe’a fizycznie. Po drugie: ich energia pasuje do siebie.

Na czym to podobieństwo polega?

- Shia, gdy wciela się w rolę, nie gra, ale otwiera się i używa swoich emocji. Wprowadza się w pewien stan. Reżyser musi być gotowy, żeby to uchwycić. Jeśli nie zdążysz, tracisz całą tę magię. Podobnie John McEnroe. On też używał swoich emocji, żeby stać się najlepszym tenisistą świata. To miało ogromne konsekwencje dla jego życia osobistego. Shia podobnie - ciągle igra z ogniem, a to bardzo destrukcyjna i potężna siła. Musisz nauczyć się ją w jakiś sposób kontrolować.

Tenis, Borg, McEnroe - każdy z tych wątków to ciekawy temat na film. Na czym chciałeś się skoncentrować?

- „Borg. McEnroe” to znacznie więcej niż film o tenisie. To dramat psychologiczny, który zadaje podstawowe pytania o zachowanie człowieka. Tenis nie za bardzo mnie interesuje. Nie interesują mnie też Borg i McEnroe jako tenisiści, ale interesują mnie jako ludzie, bo są legendarnymi postaciami, które wiele osiągnęły w swoim życiu. Warto się takim postaciom przyglądać, bo zwykle stoi za nimi jakaś wyjątkowa historia.

Nie chodziło mi jednak o typowy film biograficzny: Borg/McEnroe od kołyski po grób. Chciałem zbadać, co ta historia naprawdę znaczyła. Dlaczego tych dwóch ludzi doprowadzało się do tak krańcowych sytuacji. Jakie demony się w nich kryły, z jakimi demonami musieli walczyć. I dlaczego zderzenie tych dwóch osobowości doprowadziło do tego, że świat się na chwilę zatrzymał. Dotyczyło to nawet tych, którzy nie interesowali się za bardzo sportem albo tenisem.

Co było najtrudniejsze przy realizacji tego filmu?

- Wiedzieliśmy, że ten film nie zadziała, jeśli nie przedstawimy realistycznie samej gry w tenisa. A moim zdaniem nie powstał do tej pory ani jeden dobry film o tenisie. Musieliśmy więc mocno pogłówkować, jak to wszystko pokazać. Shia i Sverrir musieli przygotować się fizycznie do tych ról. To było bardzo duże wyzwanie. No a poza tym, gdy robisz film o dwóch żyjących legendach, one będą patrzyły ci przez ramię i mówiły do ciebie. Musisz się od tego uwolnić, a z drugiej strony nie możesz ich zignorować. To takie wspaniałe schizofreniczne doświadczenie.

Poznałeś ich? Uczestniczyli w powstawaniu tego filmu?

- Trudno było włączyć ich w pracę. McEnroe był dla mnie nieosiągalny. Rozmawiałem oczywiście z Bjornem, a co najważniejsze - jego syn zagrał w tym filmie. Leo jest bardzo podobny do Bjorna, to w końcu jego krew. Wprowadził wiele prawdy i autentyczności. Tego nie da się kupić. On nie tylko wygląda jak Bjorn w tym wieku, ale podobnie się zachowuje. Ma w oczach ten sam błysk i tę samą tajemnicę. Tak naprawdę nie musiałem go za bardzo reżyserować, to jest po prostu skóra zdjęta z Bjorna. Ta magia zadziała się sama.

Na początku filmu umieściłeś słowa, które powiedział Andre Aggasi o tym, że tenis jest jak życie. To również była inspiracja dla Ciebie?

- Tak, Agassi opisywał tenis jako tę samotną walkę, zmaganie się ze sobą, ze swoimi demonami. To gra wymagająca wielkiej siły psychicznej. Mecz tenisowy trwa czasem trzy, cztery, pięć godzin. Jak to wytrzymać?!? Musisz mieć coś w sobie, by osiągnąć taki poziom profesjonalizmu. Jeden z pierwszych obrazów, który pojawił mi się w głowie, gdy zabierałem się za ten film, to kort tenisowy widziany z góry: z tymi wszystkimi liniami i granicami, a pośrodku samotny gracz. Możesz na to patrzeć jak na życie i śmierć, zasady społeczne itd. To bardzo poetyckie.

 ***

Co pomogło Ci wcielić się w Bjorna Borga?

Sverrir Gudnason: Myślę że kluczowe dla tej postaci było przygotowanie fizyczne. Trenowałem tenis przez pół roku, budowałem tężyznę fizyczną, żyłem jak sportowiec. A treningi i odpowiednia dieta również zmuszają cię do bycia skoncentrowanym. Choć oczywiście to połowa sukcesu. Drugą stroną jest przygotowanie psychiczne. Oglądałem wiele materiałów archiwalnych, wywiadów, książek, wszystko, co mogłem znaleźć.

Czym jest dla Ciebie tenis oraz postać Bjorna Borga?

- Tak naprawdę większe znaczenie miała dla mnie postać Borga niż sam tenis. Nigdy wcześniej nie grałem w tenisa. Ale sama legenda postaci Borga była dla mnie ważna.

A teraz? Jakie znaczenie ma Borg w Szwecji?

-  On jest wciąż człowiekiem instytucją. Jest na pewno jednym z najważniejszych sportowców jakich mieliśmy. Widzę jego nazwisko codziennie. Nawet na bieliźnie! Ona był jak papież i Michael Jackson w jednym.

W jaki sposób kręciliście mecze tenisowe?

- Uczyliśmy się ich jak tańca. To była choreografia, którą musieliśmy zapamiętać. Było kilka ujęć z piłką tenisową, ale w dużej mierze to był taki tenis bez piłki, kierowaliśmy się jedynie dźwiękiem. Piłka została dołączona później. Musieliśmy się więc odpowiednio poruszać: być w odpowiednim miejscu, z odpowiednią prędkością, uderzać w określony sposób.

W jednej ze scen widzimy jak Bjorg przygotowuje się do meczu: sprawdza osobiście napięcie każdej z rakiet, temperaturę w pokoju itd. Masz swoje rytuały?

- Miałem, gdy pracowałem w teatrze. Przed premierą piłem wodę tylko jednej marki, jadłem takie samo jedzenie. Cały dzień przed premierą musiał wyglądać zawsze tak samo! Ale pewnego razu odważyłem się przełamać te zasady. To było przerażające na początku, ale okazało się, że nie ma to żadnego znaczenia. Nic się nie zmieniło. Teraz jestem wolny i mogę robić co chcę, nawet dzień przed spektaklem.

Myślę, że w dużej mierze chodzi o oczekiwania innych względem ciebie. Jeśli są one za duże, mogą Cię wykończyć, zrujnować, pognębić. Jeśli nie masz wystarczająco mocnych korzeni, żeby podchodzić do tych oczekiwań z dystansem. Jeżeli wszyscy na około oczekują, że będziesz wygrywał, miał najlepsze role, będziesz najpiękniejszy i najfajniejszy, Widzisz to codziennie w mediach społecznościowych, wszyscy dziś non stop reklamują swoje życie i koloryzują, pokazują, że jest lepiej niż jest w rzeczywistości.

***

Rok 1980. Naprzeciwko siebie, na korcie tenisowym na Wimbledonie stają John McEnroe i Björn Borg. Życie zamiera, wszyscy oglądają. Ogląda też Stellan Skarsgard?

Stellan Skarsgaard: Oczywiście! To był wyjątkowy spektakl. Nie jest fanem sportu, w tym tenisa, ale wtedy pozycja Borga w Szwecji, a nawet w całej Skandynawii, była ogromna. Cały kraj się zatrzymał, żeby oglądać ten pojedynek. Nawet szkoły zrobiły przerwę. Jeśli sport jest na wysokim poziomie, nie musisz być jego fanem, by czerpać przyjemność z jego oglądania. A wszystkie mecze Borga miały tę wciągającą dramaturgię! Przegrywał, przegrywał, przegrywał i nagle powracał! To jak bardzo dobry film!

W filmie widzimy Borga u szczytu sławy. Piąty raz z rzędu walczy o mistrzostwo na Wimbledonie. Nikt nie wie, że w środku jest wrakiem człowieka. Nie radzi sobie z presją, chce zrezygnować. Sława często wiąże się z depresją, również w aktorstwie. Ileż to razy słyszymy o aktorach u szczytu sławy, którzy odebrali sobie życie. Dlaczego?

- Jeśli uwierzysz w to, że jesteś osobą publiczną, to masz przerąbane. Przez cały czas musisz umniejszać obraz samego siebie. Nie możesz też stawiać wszystkiego na jedną karę: tenis, aktorstwo, cokolwiek. Musisz zbudować normalne życie. Sukces nie uczyni Cię szczęśliwym, nie uczyni twojego życia łatwiejszym. Klucz do szczęścia leży gdzie indziej: rodzina, przyjaciele, dobre jedzenie, piwo! Moim największym osiągnięciem nie jest moja kariera. Mam przecież ośmioro dzieci! A co najważniejsze: są oni wspaniałymi ludźmi!

Nastoletniego Bjorna Borga gra w filmie jego syn: Leo Borg. Ty byłeś jego trenerem. Jak Ci się z nim pracowało?

- Nie obchodziło mnie to, czyim jest synem, ale zachwyciło mnie to, jak bardzo był skupiony na planie i zaangażowany w ten film. Niemal jak podczas gry w tenisa. Leo Bjorg też gra i to świetnie! Jest teraz pierwszy w Szwecji w swojej grupie wiekowej i siódmy w Europie. Pytany o to, co chce robić w przyszłości odpowiada: chce być najlepszy. W Szwecji? Nie, na świecie.

Ktoś zapytał go o to, czy jest równie dobry, jak ojciec w jego wieku i on odpowiedział: Nie, jestem lepszy. Wiem, że gdy Bjorn próbował go trenować on mówił: Nie tato, przestań, ty nic nie wiesz o tenisie. Naprawdę? - opowiadał Bjorn - przecież wygrałem 5 Wimbledonów z rzędu! Tak, ale to było wieki temu!

Myślisz, że Borg i McEnroe przekroczyli granicę obsesji?

- Normalna osoba nie może być najlepsza na świecie w czymkolwiek.

Powtarzasz, że myślenie w aktorstwie nie pomaga. Z przymrużeniem oka dodajesz: dobry aktor wcale nie musi grzeszyć mądrością…

- To prawda. Aktor musi być przejrzysty. Myślenie, to praca, którą trzeba wykonać przed wejściem na plan. Później to wygląda jak automatyczne pisanie: notując coś, nie zastanawiasz się nad tym jak i co piszesz, po prostu piszesz. Przed kamerą musisz być wolny, nie możesz być zbyt ambitny, starać się zbyt mocno zadowolić reżysera albo widownię.

DOSTĘP PREMIUM