Mucha: Jeśli przegramy kolejne wybory opozycja będzie, ale tylko koncesjonowana, jak listek figowy

Posłanka Platformy Obywatelskiej Joanna Mucha w poniedziałek była gościem debaty politologiczno-filozoficznej "Aporia: Czy polityka nas wyzwoli" w lubelskim Centrum Kultury. Mówiła o swoim programie, odpowiadając też na szereg trudnych, ale ważnych pytań. O aborcję, rolę PO czy status Kościoła.

Główny cel to przekonanie Polaków, że długa perspektywa, długie trwanie tej władzy populistycznej, którą w tej chwili mamy, jest niebezpieczne, bo stwarza bardzo duże niebezpieczeństwo. Bo państwo, które zakłada, że władza nie popełnia błędów, nie przyznaje też prawa do protestów. Państwo, które zakłada, że we wszystkim ma rację, bo reprezentuje naród - poprzez represje w stosunku do protestujących, wzbudza w ludziach strach.

Opozycja będzie, ale tylko koncesjonowana

Jesteśmy w dramatycznie ważnym momencie. Jeśli ci, którzy rządzą, wygrają też w 2019 roku, to kwestie aborcji, sądów, mediów - wszystko będzie już pozamiatane. Już teraz będziemy mieli przymknięty system wyborczy (zapowiadane przez PiS zmiany w kodeksie wyborczym - przyp. red.), ale w 2023 roku - on już będzie całkowicie zamknięty. Opozycja będzie, ale tylko koncesjonowana, służąca jako listek figowy. Dlatego rok 2019 jest tak nieprawdopodobnie istotny: albo zatrzymamy to, co się dzieje albo będziemy musieli zastanawiać się nad tym, jak dalej żyć.

Zobacz też: Kraśko upomina polityków PO: Kiedy mówimy do ludzi nie używajmy słowa "wektory"

Program Joanny Muchy - dlaczego wyszła przed szereg?

Uważam, że nie mam moralnego prawa tego nie zrobić. Bo sytuacja jest tak dramatycznie ważna, że jeśli ktoś tego nie zrobi, to wszyscy - 38 milionów ludzi - naprawdę znajdziemy się w tarapatach. A ponieważ nie widzę w swoim otoczeniu ludzi, którzy chcieliby z taką propozycją wyjść, to ja wychodzę z tak dobrym pomysłem, jaki potrafię stworzyć i daję ofertę wszystkim, by uczestniczyli w tym procesie. Bo założenia do mojego programu nie są skończonym dziełem - to jest proces.

Przegrane wybory - co dalej?

Przegraliśmy, bo skończyła się cierpliwość Polaków. Przez dwadzieścia kilka lat godzili się na ponoszenie kosztów transformacji, bo wierzyli, że dzięki temu naszym dzieciom będzie żyło się lepiej i ciągle słyszeli, że za następnym zakrętem wyjdziemy na prostą. Tymczasem zakręty mijaliśmy, a lepiej wcale nie było.  W moim przekonaniu poczucie, że dłużej się na to nie zgadzamy, zaczęło się generować i skraplać ok. 2013 roku, a my jako Platforma tego nie zauważyliśmy.

Podwyższenie wieku emerytalnego

To była decyzja źle wyjaśniona i źle przeprowadzona. Nie można o niej mówić w kategoriach błędna czy nie błędna, bo ona jest koniecznością. Ale nie potrafiliśmy jej ludziom wyjaśnić i pokazać, jakie będą skutki, jeśli nie zostanie wprowadzona. Ta diagnoza jest dla nas bardzo nieprzyjemna i mogę powiedzieć jedno: wiarygodność traci się galopem, a odzyskuje na piechotę. Dlatego uważam, że przed nami potwornie trudne wyzwanie, żeby pokazać, że my to naprawdę zrozumieliśmy i że naprawdę będziemy w inny sposób prowadzić politykę.

Demokracja

Jako politycy nie nauczyliśmy się prawdziwego praktykowania demokracji. Powinno to polegać na tym, że mamy różne poglądy i przekonujemy się nawzajem. A my zmieniliśmy parlament w miejsce, gdzie są walce partyjne, które ujednolicają wszystkie nasze wybory, gdzie uprawiamy politykę plemienną: jeśli oni coś proponują to jest to złe, a jeśli my proponujemy - jest to dobre. Czyli straciliśmy relacje z ludźmi i umiejętność prowadzenia debaty. Zasada, że to większość decyduje - nie jest esencją demokracji, bo to jest tyrania większości. Istotą demokracji jest to, że większość proponuje rozwiązania, które są dobre dla całej wspólnoty, a nie dla tej większości. A my o tym kompletnie zapomnieliśmy - nie mówię tylko o obecnej władzy, która wprowadza tyranię większości, bo nasza strona też o tym trochę zapomniała.

Aborcja

Myślę, że panuje w Platformie przekonanie, że największa grupa Polaków to są ci, którzy popierają tak zwany kompromis aborcyjny. W związku z tym jest takie, a nie inne stanowisko PO jako całości. Moje stanowisko w tej sprawie jest inne i nigdy mnie nie spotkała w PO z tego powodu żadna nieprzyjemność. Ja po prostu uważam, że to nie jest sprawa państwa.

I żeby było jasne - dostałam od syna zgodę na to, by o tym mówić - zaszłam w ciążę, jak miałam 19 lat. Przez najkrótszy ułamek sekundy nie przeszło mi przez głowę, żebym mogła dokonać aborcji. Poza tym, gdyby ktokolwiek w moim otoczeniu znalazłby się w trudnej sytuacji i chciał dokonać aborcji, zrobiłabym bardzo wiele, by to się nie stało. Ale nawet z tymi poglądami uważam, że nie mam żadnego prawa, żeby komukolwiek mówić, że ma się zachować w taki a nie inny sposób. To nie jest moja sprawa i to nie jest sprawa państwa. A jeśli państwo chce, by aborcji było jak najmniej to musi zaproponować dziewczynkom i chłopcom dostępną, jak najlepszą edukację seksualną.

Grzegorz Schetyna

Nie jestem w stanie zaakceptować retoryki przewodniczącego mojej partii, dotyczącej "aborcji na życzenie" czy stosowania aborcji jako środka antykoncepcyjnego. Bo to nie jest żadne życzenie - to jest tragedia, wielki problem życiowy. A nie życzenie.

Wystarczyły dwa tygodnie mojej samodzielnej krucjaty (po opublikowaniu założeń programu Joanny Muchy - przyp. red.) do tego, by przemówienie Grzegorza Schetyny w Łodzi wyewaluowało w zupełnie inną stronę. To, co było początkiem tego przemówienia, czyli, że przestajemy być totalną opozycją, a zaczynamy być totalną propozycją, to przecież jest - może w innym sformułowaniu - ale wyciągnięte z moich założeń. To, żeby budować państwo, które będzie się opierało na zaufaniu, na wzajemnej życzliwości i zupełnie nowej umowie społecznej, to też coś, co zostało zaczerpnięte z dokumentu, który opublikowałam. I jeszcze jedno - wielokrotnie w ostatnich tygodniach powtarzałam, by przestać mówić o PiS - w przemówieniu Grzegorza Schetyny słowo PiS prawdopodobnie nie padło ani razu. Więc, jeśli w ciągu dwóch tygodni udaje się na tyle zmienić główny nurt mojej partii, to ja pozostaję optymistką.

Jeśli zaś chodzi o przywrócenie ładu konstytucyjnego po wygranych wyborach, nie mam żadnych wątpliwości - jestem już po pierwszym spotkaniu z konstytucjonalistami - że nie da się tego zrobić jedną czyszczącą ustawą. To jest nie do zrobienia jedną ustawą.

Samopodpalenie Piotr S. mną wstrząsnęło

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM