"Żałuję, że KRS nie podał rzeczywistych powodów sprzeciwu wobec asesorów Ziobry"

- Rzeczywiste powody wyrażenia sprzeciwu są głębsze i poważniejsze i żałuję, że KRS wprost tego nie wyraziła. A należało to wyrazić ze względu na szacunek do obywateli - mówił dla TOK FM adwokat Krzysztof Sokołowski.

W środę szef Krajowej Rady Sądownictwa ma się spotkać z przedstawicielami asesorów i sędziami ze Stowarzyszenia Iustitia. Na spotkanie zaproszeni są także minister sprawiedliwości, którego najprawdopodobniej nie będzie, i przedstawiciel prezydenta. Spotkanie ma związek z patem, który powstał po sprzeciwie KRS wobec zgłoszonych przez ministra asesorów. O trudnej sytuacji, która powstała, rozmawiamy z adwokatem, Krzysztofem Sokołowskim.

TOK FM: Panie Mecenasie, wiem, że część adwokatów czekała na to, aż w sądach zaczną orzekać asesorzy. Przy czym mówię "czekała" trochę z przekąsem, bo część prawników zapowiadała, że z wyrokami od asesorów będą iść dalej, będą je zaskarżać - uznając, że instytucja asesora jest niekonstytucyjna. Pan się cieszy, że KRS wydał sprzeciw wobec zgłoszonych przez ministra asesorów?

Adwokat Krzysztof Sokołowski: Odpowiadając na to pytanie trzeba uwzględnić kontekst, w jakim zapadła ta przykra dla tych 265 osób decyzja.

To znaczy?

- W tym roku weszła w życie Ustawa o ustroju sądów powszechnych, z której wynika zupełnie nowy model powoływania sędziów, w tym również asesorów. Dotychczas KRS organizowała konkursy i wybierała najlepszego kandydata, który następnie dostawał nominację sędziowską.

W tej chwili główną rolę w tej procedurze uzyskał minister sprawiedliwości. Wprowadzono instytucję asesorów, która to instytucja przestała istnieć po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2007 roku, kiedy TK uznał ją za niekonstytucyjną. Tamto orzeczenie, opierające się na bardzo bogatym orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, wytyczyło pewnego rodzaju standard, określając jakie powinny być cechy organu władzy sądowniczej. Elementem tego standardu są niezawisłość, niezależność, bezstronność, nieusuwalność. Atrybut niezależności jest bodaj najistotniejszy w tej sytuacji, w której się znajdujemy.

Co pan ma na myśli?

- Trzeba pamiętać, że sądy nie rozpatrują wyłącznie spraw pomiędzy jednym obywatelem a drugim, ale rozpatrują też sprawy między nami a państwem - np. o rentę, o emeryturę, o odszkodowania, o wysokie podatki. Rozpatrują również sprawy, w których po drugiej stronie jest reprezentant państwa.

Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której jesteśmy uczestnikiem kolizji drogowej. Kierowcą samochodu, który z nami się zderzył jest minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. I jest spór, kto jest sprawcą tego wypadku. Prokuratura kieruje do sądu przeciwko nam akt oskarżenia. Oskarża nas prokurator, nadzorowany przez ministra sprawiedliwości, a sądzi nas asesor, który został mianowany przez ministra sprawiedliwości. Nawet jeśli asesor zachowa się w pełni profesjonalnie, to jest to sytuacja, która burzy społeczne zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, dając podstawy do podejrzeń i insynuacji o stronniczość takiego „sądu”.

Panie mecenasie, w wyroku z 2007 roku TK uznał, że zdecydowanie większy wpływ na powoływanie asesorów powinna mieć Krajowa Rada Sądownictwa.

- To prawda. Jednym z określonych przez TK warunków uznania asesorów za organ władzy sądowej było zwiększenie roli KRS w ich wyborze, z jednoczesną powinnością ograniczenia wpływu przedstawiciela władzy wykonawczej. Tymczasem w tej nowej Ustawie o ustroju sądów powszechnych rola Krajowej Rady Sądownictwa sprowadza się wyłącznie do tego, że akceptuje ona nominacje wręczone przez ministra sprawiedliwości.

Ma co prawda prawo do wyrażenia sprzeciwu, ale ma na to zaledwie 30 dni. Prawnicy - już wówczas, w trakcie prac legislacyjnych - wskazywali, że jest to iluzoryczne rozwiązanie, które nie da Krajowej Radzie realnej możliwości skontrolowania tych kandydatur, ich oceny i akceptacji. Pamiętajmy też, że minister sprawiedliwości przez ostatnie dwa lata wstrzymywał wszelkie konkursy na stanowiska sędziowskie, wytwarzając zaległość w zakresie 800 sędziowskich etatów. I to jest praprzyczyną tego, co teraz się wydarzyło.

Czyli przyczyną wyrażenia sprzeciwu wobec tych 265 osób?

- Tak. Zwróćmy bowiem uwagę na to, jak przebiegał proces udziału KRS w powołaniu asesorów. Najpierw minister mianował asesorów powierzając im tymczasowo obowiązki sędziego, a następnie KRS dostała jedynie wykaz tych osób. Bez żadnych dokumentów, które pozwoliłyby sprawdzić, czy spełniają one ustawowe kryteria. To świadczy o tym, jak ustawodawca i minister postrzegał rolę KRS w procesie powołania asesorów – jako swoistego listka figowego, a nie rzeczywistego uczestnika.

KRS uznała, że musi uzyskać pełne akta każdego kandydata, ale te - zostały dosłane w postaci niekompletnej. KRS miała więc dwa wyjścia: albo prowadzić postępowanie uzupełniające do tych akt, szukając tych brakujących dokumentów, albo wyrazić sprzeciw. W konsekwencji - z uwagi na krótki, 30-dniowy termin oraz de facto brak przewidzenia w ustawie trybu uzupełniania braków - Rada nie miała prawdopodobnie innej możliwości, jak wyrażenie sprzeciwu. Czy miała czas na wezwanie asesorów do uzupełnienia braków nie jestem w stanie ocenić, bo nie znam terminów wpływu poszczególnych dokumentów do KRS.

Wiem, że pana zdanie jest takie, że Krajowa Rada Sądownictwa nie zachowała się do końca w porządku. Dlaczego?

- Bo uważam, że rzeczywiste powody wyrażenia sprzeciwu są głębsze i poważniejsze i żałuję, że KRS wprost tego nie wyraziła. A należało to wyrazić ze względu na szacunek do obywateli, jak i szacunek do wysiłku tych 265 ubiegających się o funkcję. Jakie to powody? Pierwszy dotyczy głęboko niekonstytucyjnego modelu udziału KRS w procesie nominacji asesorów, w którym Rada ma w istocie iluzoryczny wpływ na powołanie asesora.

Drugi element jest związany szerzej z wątpliwościami dotyczącymi tego, czy asesorzy, którzy mieliby być instytucją wymiaru sprawiedliwości, posiadają wszystkie atrybuty konstytucyjnego organu sądowego. Już po uchwaleniu ustawy wielu prawników wyrażało bardzo daleko idące wątpliwości, czy tymczasowy charakter pełnienia funkcji jest dostateczną gwarancją niezależności i bezstronności.

TK w wyroku z 2007 roku wskazał, że zgodnie z Konstytucją wymiar sprawiedliwości sprawują sądy; o tym, czy ktoś korzysta z domniemania niewinności czy jest skazany – decyduje wyrok sądu; o zastosowaniu tymczasowego aresztowanie – orzekają sądy. Tymczasem konstrukcja ustawy, wprowadzającej instytucję asesora jest taka, że jest on urzędnikiem państwowym, który uzyskuje jedynie tymczasowe upoważnienie do pełnienia obowiązków sędziego.

Czyli są duże zastrzeżenia do sposobu powoływania asesorów, sposobu powierzania im obowiązków sędziego i do tego, w jaki sposób mogą być odwołani?

- Największe wątpliwości budzi element powierzenia – że tym, który powierza obowiązki jest minister, a Krajowa Rada Sądownictwa jest jedynie listkiem figowym, bo nie jest w stanie realnie uczestniczyć w procesie powołania asesora. Wątpliwości odnoszą się też do istnienia gwarancji niezależności – wprawdzie ustawa daje pewnego rodzaju gwarancje nieusuwalności i tego, że asesor jest niezawisły, ale są to gwarancje deklaratywne.

W rzeczywistości – o czym trzeba pamiętać – w tej chwili obowiązuje prawo, zgodnie z którym minister uzyskał wpływ na powoływanie prezesów sądów, ale też na powoływanie i odwoływanie wizytatorów. A wizytator to osoba, która ocenia pracę asesora m.in. wtedy, gdy już po okresie asesury ubiega się o urząd sędziego. Takie ukształtowanie pozycji asesora, w której – choćby nawet teoretycznie podlega on pewnej presji, która może kreować postawy konformistyczne w stosunku do władzy – jest sprzeczne z Konstytucją, sytuującą władzę sądowniczą jako niezależną od pozostałych władz.

Panie mecenasie, zostawmy na chwilę KRS. Jak wspomniałam, słyszałam o tym, że pojawiają się głosy wśród adwokatów, że nawet jeśli asesorzy zaczną orzekać, to adwokaci będą szli z ich wyrokami dalej.

- Tak, to prawda, takie głosy rzeczywiście się pojawiają. Uważamy, że konstytucyjność instytucji asesora powinna podlegać jakiejś kontroli, a wątpliwości dotyczące instytucji asesora zarówno konstytucyjne, jak i co do przyjętego modelu są dość poważne. O wątpliwościach konstytucyjnych już mówiłem. Ale są też zastrzeżenia dotyczące w ogóle sposobu dostępu do zawodu sędziego, czyli mówiąc wprost, jakich chcemy mieć sędziów.

Aktualna władza wybrała model polegający na tym, że do zawodu dostają się tylko młodzi ludzie, którzy ukończyli Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury. Do tej pory dostęp do zawodu sędziego był regulowany w ten sposób, że w konkursie przeprowadzanym przez KRS mieli prawo startować nie tylko absolwenci tej szkoły, ale również adwokaci, radcowie prawni, prokuratorzy, inni sędziowie orzekający w innych sądach, posiadający określone doświadczenie życiowe i zawodowe.

I ten model wydaje mi się zdecydowanie korzystniejszy dla jakości wymiaru sprawiedliwości. Moim zdaniem, jeśli w ogóle wprowadzać do systemu instytucję asesora, to jednak z prawem do orzekania w ograniczonym zakresie.

Ale dlaczego tylko ograniczonym?

- Mimo ogromnego szacunku dla wiedzy, jaką ci młodzi ludzie zdobywają w procesie długoletniego kształcenia, to jednak trzeba mieć świadomość, że sądzenie to niezwykle trudny proces, wymagający pewnych cech, których nabywa się wraz z własnym doświadczeniem życiowym i zawodowym.

Młody człowiek, który nie ma jeszcze własnych doświadczeń rodzinnych, a ma rozstrzygać o tym, czy dziecko przyznać matce czy ojcu – będzie miał trudność. Młody człowiek, który będzie miał dokonać oceny, czy dana umowa o prace budowlane powinna być rozwiązana, a nigdy nie widział jak wygląda proces budowy, nigdy nie zetknął się z meandrami prowadzenia działalności gospodarczej również będzie miał z tym problem. Do tego trudnego zawodu trzeba stopniowo dochodzić, zdobywając własną wiedzę, ale i własne doświadczenie. Zawód sędziego powinien być ukoronowaniem kariery prawniczej.

Wracając do adwokatów - gdyby asesor wydał wyrok, sprawa mogłaby trafić ostatecznie, już po wyroku, do Sądu Najwyższego?

- Każdy z nas, adwokatów może skorzystać ze środków odwoławczych, w ramach których może wskazywać m.in. na orzekanie przez organ nieuprawniony, czyli taki, który nie jest de facto sądem, tylko urzędnikiem państwowym, pełniącym czasowo obowiązki sędziego. Tego rodzaju zarzut powinien skontrolować sąd odwoławczy, który z kolei ma prawo wystąpić z pytaniem prawnym do Sądu Najwyższego albo z pytaniem prawnym do TK – tyle, że Trybunał, funkcjonujący w obecnym kształcie, jest raczej instrumentem wykonywania władzy a nie jej kontroli.

Siemoniak o rosyjskich wpływach w Polsce: Wobec kompletnego braku reakcji państwa powołaliśmy zespół śledczych

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM