"Mnóżmy się jak króliki". Wróbel o kampanii ministerstwa za 3 mln zł: "To i tak małe miki..."

- Może przydałby się urząd cenzury i dobrego smaku - ironizował w przeglądzie prasy TOK FM Jan Wróbel. Przekonując, że kapania promująca dzietność to i tak nic szczególnego w porównaniu z tym, co nie raz widzimy na billboardach.

Żyj jak królik i rozmnażaj się jak królik - takie jest przesłanie nowej kampanii reklamowej finansowanej przez ministerstwo zdrowia. Ma ona zachęcić Polaków do większej dzietności.

"W mediach pojawiły się spoty promujące prokreację. Kampania kosztująca 2,7 mln zł jeden cel już osiągnęła wywołała negatywne emocje" - czytamy dziś w "Dzienniku Gazecie Prawnej. – To fatalny pomysł, konotacje językowe z królikami i płodnością są jednoznacznie negatywne A jego moc rozpłodowa nie jest przedmiotem szacunku – komentował dla "DGP" prof. Jerzy Bralczyk.

"Dyskusyjne, ale..."

- Rzeczywiście ta kampania jest dyskusyjna - przyznał w TOK FM Jan Wróbel, ale jak jak stwierdził, "to i tak małe miki". - Kiedy ostatnio jechałem przez Kraków, widziałem billboardy w przeciwko zanieczyszczeniom powietrza. Szlachetny cel, ale na billboardzie było dziecko duszone torebką foliową przez tajemnicze siły - opowiadał.

- Myślę sobie, że przydałby się nam jakiś urząd cenzury i dobrego smaku. Prokuratura powinna mieć możliwości działania w sytuacjach, gdy oswaja się nas z widokiem dzieci mordowanych torebką foliową. Przy tym te żywe i uśmiechnięte króliczki są całkiem miłe - podsumował prowadzący.

 

DOSTĘP PREMIUM