Kampania o mnożeniu się jak króliki oczami osób niepłodnych. "To po prostu obraźliwe"

"Za kwotę, którą wydano na kampanię o królikach można byłoby sfinansować 540 procedur in vitro, z których poczęłoby się 170 dzieci" - mówi oburzona Anna Krawczak ze stowarzyszenia "Nasz Bocian"

Żyj jak królik i rozmnażaj się jak królik - takie jest przesłanie nowej kampanii reklamowej finansowanej z budżetu ministerstwa zdrowia. Ma ona zachęcić Polaków do większej dzietności.

"W mediach pojawiły się spoty promujące prokreację. Kampania kosztująca 2,7 mln zł jeden cel już osiągnęła - wywołała negatywne emocje" - czytamy dziś w "Dzienniku Gazecie Prawnej. – To fatalny pomysł, konotacje językowe z królikami i płodnością są jednoznacznie negatywne. A jego moc rozpłodowa nie jest przedmiotem szacunku – komentował dla "DGP" prof. Jerzy Bralczyk.

W sieci pojawiło się wiele krytycznych opinii czy, nierzadko zjadliwych, żartów odnoszących się do nieudanej - zdaniem wielu - kampanii.

"Osoby niepłodne czują się oburzone i obrażone kampanią zrealizowaną przez Ministerstwo Zdrowia ze środków publicznych, która sugeruje, iż problemy z płodnością wynikają (m.in.) z rozwiązłości seksualnej" - pisze z kolei w liście, zaadresowanym do ministra zdrowia, Stowarzyszenie na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji "Nasz Bocian".

Anna Krawczak z tego Stowarzyszenia mówiła w audycji "Analizy" w radiu TOK FM, że nie jest przekonana, czy wydawanie 2 mln 700 tys. złotych na taką kampanię jest słusznym pomysłem, zwłaszcza w świetle faktu, że program dofinansowania in vitro został skasowany przez ministerstwo zdrowia za kadencji ministra Konstantego Radziwiłła a narodowy program wspomagania prokreacji, flagowy program resortowy, który miał być odpowiedzią na in vitro do tej pory nie ruszył a mija już 14 miesięcy odkąd go ogłoszono.

Przesłaniem tej kampanii jest, że gdyby ludzie uprawiali sport, odżywiali się zdrowo, nie stresowali się i nie "używali sobie", jak mówi tata-królik, to wszyscy mielibyśmy dużo dzieci. Jest to fundamentalną nieprawdą, ponieważ problem niepłodności np. w takiej odsłonie jak niedrożność jajowodów, endometrioza czy azoospermia nie ma nic wspólnego z uprawianiem sportu i zdrowym odżywianiem się, to jest po prostu choroba.

- mówiła Krawczak dodając, że sugerowanie iż osoby niepłodne stały się chore, bo nie uprawiały sportów i nie odżywiały się zdrowo jest dla nich po prostu obraźliwe.

Ile dzieci urodziłoby się, gdyby pieniądze zamiast na kampanię poszły na in vitro?

Jak relacjonowała Anna Krawczak, w stowarzyszeniu "Nasz Bocian" wyliczono, że za publiczne pieniądze, które wydano na zrealizowanie kampanii o królikach, można byłoby wykonać 540 procedur in-vitro, w wyniku których - przyjmując poziom skuteczności in-vitro, jaki osiągnięto w zakończonym przez obecny rząd programie dofinansowania tej procedury - urodziłoby się około 170 dzieci.

Z drugiej strony: można zrozumieć, że kampania jest o królikach a nie o ludziach, bo warto zapytać: o czym ministerstwo zdrowia miałoby mówić w tej reklamie w kontekście swych działań w sprawie leczenia niepłodności, skoro do tej pory ma 4 zera: zero ciąż, zero dzieci, zero ośrodków leczących niepłodność i zero przyjętych pacjentów.

mówiła Krawczak dodając, że obecnie mamy także brak realnej edukacji seksualnej a z drugiej strony: brak pomocy osobom, które mają niepłodność zaawansowaną, choć rok temu ministerstwo zdrowia zapowiedziało, że będzie dla takich osób program, realizujący - jak mówiła - pryncypia chrześcijańskie i doktryny katolickiej, który wciąż nie wystartował.

Jak zrobić z tego wszystkiego zabawny materiał? Przecież to jest rozdzierająco smutne - mówiła Krawczak. - Po prostu ludzie zostali okłamani, a osoby niepłodne w sposób szczególny.

Zamiast tego mamy bajkę o królikach - puentowała prowadząca audycję Agata Kowalska.

List stowarzyszenia "Nasz Bocian" znajdziesz tutaj.

Całej rozmowy wysłuchasz tutaj:

"Mnóżmy się jak króliki". Wróbel: Ta kampania to małe miki

DOSTĘP PREMIUM