Kacper Kuszewski: #metoo wzbudziło moją złość. Pomyślałem - kurczę mamy duży problem

W jeden wieczór stał się ulubieńcem środowisk kobiecych, czołowym polskim feministą. Kacper Kuszewski, aktor który wygrał polsatowski program "Twoja twarz brzmi znajomo", nagrodę pieniężną postanowił przekazać na Fundację Centrum Praw Kobiet. - To nie był przemyślany gest PR-owy - tłumaczył swój gest Hannie Zielińskiej w audycji Horyzonty.

Niespodziewaną dotacją na organizację wspierającą kobiety rozpętał wokół siebie prawdziwą burzę medialną. Wielu odebrało jego czyn za gest polityczny – wspomnianej fundacji obecny rząd odebrał finansowanie z budżetu, gdyż uznał, że udzielanie pomocy jednej płci jest seksistowskie. Siła rażenia była tym większa, że aktor znany jest z serialu prezentującego bardzo konserwatywne wzorce „M jak Miłość”, w którym gra przykładnego ojca, wychowanego w tradycyjnym domu. W studiu TOK FM serialowy Marek Mostowiak przyznaje natomiast, że bardzo mocno wierzy, że Boga nie ma, a dysproporcje w płacach między mężczyznami i kobietami leżą mu na sercu.

Hanna Zielińska: Kiedy opinia publiczna dowiedziała się, że Kacper Kuszewski zdecydował się przekazać pieniądze na ofiary przemocy domowej wybuchło istne szaleństwo. Spodziewał się Pan tego?

Kacper Kuszewski: Na początku chciałbym podkreślić, że nie jestem wielkim herosem i nie wyjąłem tych pieniędzy z własnej kieszeni. Format programu „Twoja twarz brzmi znajomo” zakłada, że te wygrane są przekazywane organizacjom pożytku publicznego i najróżniejszym fundacjom. Od początku wiedziałem, że jeśli tak się zdarzy, że wygram któryś odcinek lub nawet całą edycję, będę musiał podjąć decyzję, komu tę wygraną przekażę.

Czy od razu wiedział Pan, że będzie to Fundacja Centrum Praw Kobiet?

To była trudna decyzja. Oczywiście, na początku nasze myśli idą w kierunku małych dzieci. Takich, które są chore, a ich leczenie wymaga bardzo zaawansowanej, a przez to drogiej medycyny. Jednak pomyślałem sobie, że z drugiej strony, takie dzieci to jednocześnie grupa, której najłatwiej znaleźć tę pomoc.

To także grupa, która nie podlega zawirowaniom politycznym.

Zgadza się. O przekazaniu pieniędzy od początku myślałem w kontekście zdarzeń, które mają w Polsce miejsce w ciągu ostatnich miesięcy albo lat. Oraz w odniesieniu do grup, którym obecnie może być trudno uzyskać wsparcie. Ale wcale nie chodziło o demonstrację polityczną, to był gest osobisty. Miałem w głowie rewolucyjne pomysły, takie jak np. pomoc uchodźcom, czy grupom które nie poruszają tak, jak małe dzieci. Na przykład seniorom czy dzieciakom z patologicznych rodzin, którym, dzięki pieniądzom można zafundować lepszy start. Koniec końców podpowiedź, co zrobić z wygraną, dostałem od przyjaciół. Zwrócili moją uwagę na temat praw i sytuacji kobiet w Polsce.

Kobiety z entuzjazmem przyjęły pana wybór. Bardzo pozytywne jest to, że w związku z Pana gestem przeniknęły się dwa światy, które na co dzień są sobie obce. Ten zaangażowany, feministyczny, który niekoniecznie ogląda program „Twoja twarz brzmi znajomo”, ze światem blichtru, rozrywki, showbiznesu, który niekoniecznie był wyczulony na kwestie równościowe. A jak Pan określiłby swoją świadomość dotyczącą praw kobiet?

Z jakiegoś powodu temat praw kobiet i nierówności zawsze mnie obchodził i zwracał moją uwagę. Oburzało mnie, że w krajach europejskich do tej pory mamy nierówną płacę za tę samą pracę. Skąd ta wrażliwość? W moim wychowaniu kobiety grały bardzo ważną rolę. Były one uosobieniem odpowiedzialności, troski, empatii i odpowiedzialności. Pomimo wszelkich niewątpliwych zalet mężczyzn z mojej rodziny, byli oni raczej dla mnie uosobieniem lekkoducha i egoisty.

Czyli tę solidarność społeczną zawdzięczamy kobietom w pana rodzinie?

W dużej mierze tak. Ja jestem niewierzący. Co więcej, bardzo wierzę, że Boga nie ma. Szanuję osoby, które mają odwrotne przekonania. Natomiast zostałem wychowany w duchu wartości chrześcijańskich, od których się nie odżegnuję, a to mnie nauczyło, że jednostki słabsze należy wspierać i pomagać im.

Reakcja widzów tego programu na mój wybór przekroczyła moje najśmielsze oczekiwanie. Nie przeczytałem ani jednej negatywnej albo szyderczej opinii. Ludzie intuicyjnie potrafią wyczuć intencje. Nie do końca zdawałem sobie sprawę z aspektu politycznego mojego gestu. Wiedziałem od znajomych, że ta fundacja od 20 lat pomaga głównie ofiarom przemocy domowej i ostatnio pozbawiono ją funduszów na ten cel.

Wiem, że nie lubi Pan tej łatki, ale dzięki temu że jest pan celebrytą, zrobił pan tak wiele dla środowiska kobiecego.

Chcę podkreślić, że za moim wyborem nie stały powody PR-owe. Osoby znane często robią bardzo dużo dobrego, ale często za tym stoi kalkulacja. Nie zdawałem sobie sprawy, że ten gest będzie miał taką siłę rażenia. Mam nadzieje, że to zwróci uwagę na Centrum Praw Kobiet. Że uda się coś więcej zdziałać dla tej organizacji.

Pana rozpoznawalność sprawia, że może mieć Pan świetny wpływ na rzeczywistość, ale Pana działania mogą mieć też tragiczne skutki. Na ile Pan czuje się przygotowany, na taką odpowiedzialność?

W ogóle nie czuję się przygotowany. Kiedy szedłem do szkoły aktorskiej, aktorzy w wywiadach byli pytani sens życia, o to, jak los ludzki wyraża się poprzez sztukę. Gdy kończyłem szkołę, aktorów pytano o kremy, jakich używają, jaką gotują zupę oraz, gdzie jeżdżą na wakacje. Kompletnie nie byłem gotów być tak popularnym aktorem.

 

Pana gest sprzęgł się z akcją #metoo. Jaka jest Pana męska perspektywa na ten problem. Wielu mężczyzn dziwi się, że tyle zachowań jest przez kobiety odbieranych jako molestowanie.

Akcja #metoo była dla mnie bezpośrednim impulsem, do przekazania tej nagrody. Skala tych zachowań bardzo mnie zaskoczyła. W moim otoczeniu, mam wrażenie, nigdy zetknąłem się z tym zjawiskiem. Ale teraz muszę powiedzieć: chyba. Bo widzę, że różne zachowania mogą być inaczej odbierane z kobiecej perspektywy. Ja się dziwiłem: „ale jak to, to też i to też?! No ale bez przesady?!” Ale teraz widzę, że trzeba spojrzeć na kontekst, albo po prostu zapytać kobietę, czy czuje się komfortowo w danej sytuacji.

Ale jest też coś, co wzbudziło mój gniew w kontekście #metoo. To komentarze mężczyzn i kobiet, które próbowały całą akcję zbagatelizować albo ośmieszyć. Te emocje były impulsem, które spowodowały, że wybrałem Centrum Obrony Praw kobiet, bo dopiero wtedy zobaczyłem, jak bardzo głęboki jest to problem. Wulgarne i krzywdzące wypowiedzi ludzi, którzy są wykształceni, a nie wstydzą się w arogancki sposób publikować na Facebooku, co gorsza, ktoś jeszcze to lubi. To uświadamia, jak wiele w sprawie równości mamy jeszcze do zrobienia.

Kobiety potrzebują solidarności społecznej.

To prawda, ale jest kwestia bardziej podstawowa. To wzajemny szacunek, coś bardzo niemodnego. W modzie jest hejt i pogarda. Nie jesteśmy też uczeni przyznania się do błędu. A zwłaszcza mężczyźni mają poczucie, że przyznanie się do błędu jest przejawem słabości. Agresywnie bronimy się przed tym. A dla mnie to jest siła, z którą ja idę przez życie. Dla mnie przyznanie się do błędu nie jest porażką.

Szacunek w dialogu jest ważny, ale jak szanować kogoś, kto deklaruje hasła faszystowskie, jak te na Marszu Niepodległości?

To jest trudne, nie zawsze da się dogadać. Te hasła faszystowskie z założenia są pozbawione szacunku. Przestrzeń do rozmowy pojawia się dopiero wtedy, gdy spotkamy się na płaszczyźnie poglądów, gdzie dajemy wszystkim równe prawa.

Cały wywiad z Kacprem Kuszewskim do wysłuchania tu:

DOSTĘP PREMIUM