Sprawa Stachowiaka. Policjanci skarżą się na hejt. Powołują na art. 241. ''On nie jest do ochrony ich dobrego imienia''

Dorota Głowacka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że śledztwo dotyczące ujawnienia materiałów ze sprawy Igora Stachowiaka ma bardzo wątpliwą podstawę prawną. Chodzi o zastosowanie wobec Wojciecha Bojanowskiego z TVN art. 241 Kodeksu karnego.

"Rzeczpospolita" napisała, że policyjni związkowcy ścigają dziennikarza, który ujawnił szokujący film z komisariatu we Wrocławiu. Na ich wniosek Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów prowadzi śledztwo ws. rozpowszechniania informacji ze śledztwa dotyczącego śmierci Igora Stachowiaka.

"Publikując nagrania, dokonano linczu na policjantach. To wywołało falę hejtu. Ferowanie wyroków na tym etapie było nieuczciwe" - mówi w rozmowie z "Rz" Piotr Malon, szef policyjnego związku z Dolnego Śląska.

Zdaniem Doroty Głowackiej z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która była gościem audycji "Połączenie" w Radiu TOK FM, rolą mediów jest ujawnianie nieprawidłowości w życiu społecznym.

- W tym przypadku mamy do czynienia z bardzo poważnym naruszeniem. Chodzi nie tylko o nieprawidłowości w działaniu organów państwa, ale i o sytuację, która w efekcie zakończyła się śmiercią człowieka. Tłem tej sprawy jest dyskusja na temat standardów pracy policjantów, przekroczenie przez nich uprawnień, a być może naruszenia zakazu stosowania tortur. Charakter tych zarzutów i ich waga zasługują na to, by ujawniały je media. Publikując takie materiały media dziennikarze wypełniają esencjonalne zadania przynależne temu zawodowi - zadanie publicznego stróża - przypomina ekspertka.

Nie było podstaw do zastosowania art. 241

Przedstawicielka HFPC nie zgadza się z zarzutem policyjnych związkowców, że sprawa, która ujawnił dziennikarz w głośnym reportażu "Śmierć na komisariacie" wywołała "lincz na policjantach".

- Każda osoba, która nie zostanie skazana prawomocnym wyrokiem, ma prawo być traktowana jako osoba niewinna. Nie sadzę, żeby to [lincz na policjantach - red.] było skutkiem ujawnienia tych materiałów. Podstawową konsekwencją sprawy Igora Stachowiaka było zainicjowanie debaty publicznej na temat standardów pracy policji. Mam także wątpliwości, czy art. 241 Kodeksu karnego akurat może być wykorzystywany do ochrony dobrego imienia, czy reputacji policjantów. Ten artykuł k.k. służy zabezpieczeniu prawidłowego toku postępowania. Chodzi o przeciwdziałanie takim sytuacjom, kiedy ujawnienie jakiś materiałów ze śledztwa może zaburzyć jego przebieg albo wpłynąć na naruszenie zasady domniemania niewinności - przekonuje Głowacka.

art. 241: § 1. Kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Zdaniem Głowackiej wobec dziennikarzy nie powinno stosować się bezwzględnie art.241 k.k., czyli w taki sposób, który nie uwzględnia obowiązujących standardów wolności słowa.

- Dziennikarze ujawniając jakieś materiały działają w interesie publicznym, w dobrej wierze. W dodatku, jeśli ujawniona informacja nie wpływa na przebieg postępowania, ta okoliczność powinna być wzięta pod uwagę. Dlaczego? Bo dziennikarze będą obawiali się ujawniania tego typu sytuacji. W konsekwencji ucierpi na tym interes publiczny w postaci prawa do rzetelnej informacji - mówi przedstawicielka HFPC.

Dorota Głowacka komentując decyzję sądu, który na wniosek prokuratury zdjął z Wojciecha Bojanowskiego klauzulę tajemnicy dziennikarskiej, przyznaje, że samo postanowienie jest "bardzo lapidarne". 

- Nie wiemy, czym kierował się sąd. To jest postanowienie, które powinno zostać uchylone. Wiemy, że dziennikarz złożył zażalenie na postanowienie sądu. My też, jako Fundacja prawdopodobnie włączymy się w tę sprawę - dodaje Głowacka. 

TVN ujawnił wstrząsające nagranie z policyjnego paralizatora. O torturach w policji ostrzegał RPO

DOSTĘP PREMIUM