Uchodźcy doprowadzą do wyborów? "Takiej sytuacji w Niemczech jeszcze nie było"

- Nowe wybory byłyby partiom na rękę, mogłyby poprawić swój wcześniejszy wynik, choć istnieje też szansa, że nastąpiłoby wzmocnienie ultraprawicowej Alternatywy Dla Niemiec. A to byłoby bardzo źle - ocenił dr Andrzej Byrt - były ambasador Polski we Francji i Niemczech.

Niemcy i sama kanclerz Merkel znajdują się obecnie w poważnych kłopotach. Upadek rozmów koalicyjnych, do których doszło w poniedziałek sprawił, że utworzenie nowego rządu oddala się w czasie, zaś coraz bardziej prawdopodobne wydają się nowe wybory

Gość programu Mikołaja Lizuta podkreślił, że od czasów wojny nie było w historii Niemiec tak trudnej sytuacji politycznej. - Nawet prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier apelował o dialog, by umożliwić utworzenie rządu - mówił Byrt.

Różnice stanowisk dotyczące m.in. przyjmowania uchodźców sprawiły, że od ponad miesiąca partie CDU i CSU nie są w stanie doprowadzić do koalicji z FDP i Zielonymi. Liberalna FDP zerwała w nocy z niedzieli na poniedziałek negocjacje, a negocjatorzy partyjni mówili m.in. o braku atmosfery zaufania.

- Dwie główne partie są za nowymi wyborami. Koalicja CDU/CSU miała w wyborach słabszy wynik, niż się spodziewano - podkreślił gość Mikołaja Lizuta. Według Byrta, jest to wynikiem m.in. kryzysu migracyjnego. Były ambasador zwrócił uwagę, że nowe wybory to szansa nie tylko na poprawienie wyniku partii rządzących, ale i możliwość umocnienia się takich partii, jak ultraprawicowa Alternatywa Dla Niemiec (AfD)

Ostrzej o uchodźcach

W wyborach do Bundestagu AfD zdobyła 12,6 proc. głosów. Po raz pierwszy w historii RFN do parlamentu weszła partia reprezentująca poglądy bardziej na prawo niż blok partii chadeckich CDU/CSU.

Eksperci zwracają uwagę, że polityka migracyjna oraz kryzys z nią związany sprawił, że obecnie nawet centrowe partie przyjęły ostrzejsze poglądy na uchodźców. Zdaniem komentatorów dzieje się tak m.in. dlatego, że partie chcą ograniczyć rosnące w siłę populistyczne prawicowe ugrupowania.

- Decyzja Merkel o zaproszeniu strumienia uchodźców, plus seria późniejszych incydentów sprawiły, że partie zaczęły zaostrzać swoje poglądy - mówił gość Mikołaja Lizuta. – To nie wszystko, pamiętajmy, że uchodźcy będą chcieli sprowadzić do siebie swoje rodziny, więc trzeba pomnożyć ten milion uchodźców przez 2, 3 lub nawet 4 - dodał były ambasador.

Byrt podkreślił też, że wciąż jest kilka możliwości by zapobiec nowym wyborom, a tym samym nie rozchwiać sceny politycznej. - Jedną z nich jest utworzenie rządu mniejszościowego. - Tzw. "koalicja Jamajki", czyli CDU/CSU, Zieloni oraz FDP nigdy nie wydawała się zbyt stabilną opcją- mówił gość Mikołaja Lizuta.

Nowy Bundestag ukonstytuował się 24 października. Ze względu na brak rządu prowadzi działalność w bardzo ograniczonym zakresie. To, zdaniem wielu komentatorów, grozi brakiem stabilizacji politycznej i gospodarczej w Europie.

Więcej o problemach Niemiec w audycji Mikołaja Lizuta

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM