Prof. Płatek: Policja, która nęka, zastrasza i poniża zachowuje się, jak bandycki organ

- Bardzo współczuje policji, która stała się dzisiaj organem, który zamiast chronić, nęka, zastrasza i poniża. To wyniszczenie czegoś, na co policja bardzo długo pracowała - tak prof. Monika Płatek skomentowała okoliczności rozbicia protestu ekologów w siedzibie Lasów Państwowych.

Dwa tygodnie temu grupa obrońców Puszczy Białowieskiej przykuła się do bramek w siedzibie Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych i do drzwi wejściowych do budynku. Domagali się przestrzegania prawa, zaprzestania wycinki, objęcia całej Puszczy Białowieskiej parkiem narodowym, a przede wszystkim spotkania z kimś z Dyrekcji Lasów Państwowych.

"Sprawdzano, czy nie ukrywam żyletek w pochwie"

Po rozmowach, które zakończyły się fiaskiem, policja skuła im ręce kajdankami i wywiozła furgonetkami na komendę. Zdaniem ekologów, potraktowano ich, jak groźnych przestępców. "Odebrano mi bieliznę, bo według policjantki zachodziło prawdopodobieństwo, że powieszę się w areszcie. Sprawdzano również ręką, czy nie ukrywam żyletek i innych ostrych narzędzi w pochwie lub odbycie” - relacjonowała jedna z zatrzymanych osób.

Dorota Warakomska w Radiu TOK FM powróciła do tamtych wydarzeń. Pretekstem do rozmowy z Agatą Diduszko-Zyglewską z Krytyki Politycznej, prof. Moniką Płatek z UW oraz dr Katarzyną Kasią z Kultury Liberalnej, była decyzja ministra Szyszki o wycofaniu ciężkiego sprzętu do wycinki z Puszczy Białowieskiej. Stało się tak, bo sędziowie Trybunału Sprawiedliwości z Luksemburga nakazali natychmiastowe wstrzymanie wycinki, przyznając tym samym rację Komisji Europejskiej. Zagrozili, że jeśli Polska nie zastosuje się do postanowienia, wtedy zostanie nałożona kara - co najmniej sto tysięcy euro dziennie.

Zniszczenie dobrego wizerunku policji to kolejna klęska

Według Moniki Płatek zachowanie policji w stosunku do ludzi, o których można powiedzieć, że są patriotami, bo chronią dziedzictwo narodowe, było niegodne wizerunku, na który policja pracowała przez wiele lat. 

- Bardzo współczuję policji, bo ja byłam wychowywana w czasach, kiedy jak widziałam policjanta (milicjanta) to przechodziłam na drugą stronę ulicy. Potem nastały czasy, kiedy moi studenci mówili, że jak widzą policjanta, to czują się bezpiecznie. Dzisiaj ci sami młodzi ludzie, mówią, że jak widzą policjanta, to przechodzą na drugą stronę ulicy... To że doprowadziliśmy nie tylko do wyniszczenia dziedzictwa narodowego (Puszczy Białowieskiej), ale i wyniszczenia czegoś, na co policja bardzo długo pracowała, to jest kolejna klęska - powiedziała Płatek.  

Odnosząc się do relacji ekologów z przeszukań na komendzie, prawniczka przypomniała, że obowiązuje u nas wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka ws. Iwańczuk przeciwko Polsce. Trybunał stwierdził w nim, że Polska naruszyła Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności wobec zatrzymanego. Chodzi m.in. o art. 3 Konwencji, że "nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu".

Policja, która nęka, zastrasza i poniża zachowuje się, jak bandycki organ

Czy są dopuszczalne metody przeszukania w postaci wsadzania palców do odbytu i waginy? Tak, są. Czy są momenty, kiedy jest to uzasadnione? Pewnie tak, kiedy mamy wysokie prawdopodobieństwo, że w miejscach intymnych są przenoszone narkotyki. Wtedy takie działanie jest upoważnione. Ale z samego faktu, że można takie procedury prowadzić nie wynika, że są one uzasadnione w sytuacji, kiedy są stosowane do osób, co do których mamy bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że nie tylko nie mają narkotyków, ale na pewno nie mają żyletek. To jest robione po to, żeby nękać, zastraszyć i poniżać. Policja, która nęka, zastrasza i poniżać, tak naprawdę przestaje być organem, który wykonuje swoje zadania, a staje się organem, który w innych warunkach nazwalibyśmy bandyckim

- oceniła Monika Płatek. 

- To jest potworna strata i naprawdę policjantom współczuję - dodała prawniczka, wykładowczyni z Uniwersytetu Warszawskiego. 

DOSTĘP PREMIUM