W tym mieście PiS zdobyło 50 proc. głosów. Badacze przyjrzeli się mieszkańcom. Oto, co wyszło

- Z działaniami Jarosława Kaczyńskiego związane jest poczucie mocy. To nie jest tylko odzyskiwanie godności przez ludzi. To jest coś więcej, to poczucie siły płynące z dominacji - mówił w TOK FM prof. Maciej Gdula, opowiadając o raporcie za badań, które przeprowadził w klasie ludowej i średniej.

W swoim programie Agnieszka Lichnerowicz rozmawiała o raporcie "Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta" - przygotowanym przez prof. Macieja Gdulę, we współpracy z Katarzyną Dębską i Kamilem Trepką oraz Instytutem Studiów Zaawansowanych.

"Kaczyński obsługuje różnorodną publiczność"

Miastko - pod tą nazwą ukryta została miejscowość, w której PiS uzyskał niemal 50-procentowe poparcie. Badacze pytali o 500 plus, o Trybunał Konstytucyjny, o próby zmian kompromisu aborcyjnego. Autorzy zbadali klasę ludową i średnią, także małomiasteczkową, pracująca w szkole w szpitalu, w urzędzie, również drobnych przedsiębiorców. Jak tłumaczą, to oni są niedostatecznie brani pod uwagę jako wyborcy PiS.

"Kaczyński obsługuje różnorodną publiczność. Klasę ludową, dla której nie ma miejsca w społeczeństwie, klasie średniej, obiecuje udział we wspólnocie narodowej, umiejętnie podsyca podmiotowość ofiary i angażuje ludzi obietnicą rozliczenia sprawców, aspirującym daje poczucie moralnej wyższości. Dla wszystkich rozgrywa konflikt z elitami, i daje poczucie godności przez wyznaczanie słabszych grup, wobec których można poczuć się silnym" - czytamy w raporcie.

Jak tłumaczy autor raportu prof. Maciej Gdula, wielu z badanych chce mieć poczucie mocny i pewnej moralnej "czystości"  rozumianej na zasadzie: "To my jesteśmy czyści, a tam gdzieś wysoko są skorumpowane elity", "to my mamy prawo dokonywać pewnych radykalnych działań, bo to my reprezentujemy dobro, a elity to zło, korupcja, nepotyzm".

- Gdy rozmawiamy o polityce z tymi ludźmi to widać, że dzieje się jakiś dramat w którym oni uczestniczą. Oni czują, że dzieją się ważne rzeczy i oni w tym uczestniczą, idą krok po kroku i wszystko akceptują.

To nie tak, że 500 plus jest dobre, a inne posunięcia są nieznane czy niejasne. Każdy krok Jarosława Kaczyńskiego jest akceptowany, dla każdego z nich jest wytłumaczenie i argumenty. To pokazuje jego bezwarunkowe poparcie

- ocenia prof. Gdula.

Socjolog zwrócił też uwagę, że wśród osób, z którymi przeprowadzali wywiady, nie było refleksji, jaki system władzy wyłania się z obecnych przemian i czy jest to system, w którym ludzie chcieli funkcjonować, gdyby rządził ktoś inny.

Przycisnąć butem patologię

- Ciekawe, że w przeżyciach zarówno klasy ludowej i średniej oprócz niechęci wobec elit jest też dość silna niechęć wobec słabych. To poczucie siły, bo z jednej strony, możemy pogonić tych, co byli u szczytu, ale możemy też butem przycisnąć tych, co są na dole. Znaczące emocje pojawiają się zwłaszcza w stosunku do beneficjentów 500 plus, bo oni są tzw. patologią - mówił Gdula.

Jak ocenił socjolog to, co dzieje się dziś w Polsce, można nazwać bardzo specyficznym autorytaryzmem. To są rzeczywiste procesy, które nie dotyczą tylko autonomii likwidowanych instytucji, ale też takie, które zachodzą między Jarosławem Kaczyńskim, a jego publicznością. To jest bardzo głęboka zamiana.

- Z jego działaniami związane jest poczucie mocy. To nie jest tylko odzyskiwanie godności przez ludzi. To jest coś więcej, to poczucie siły płynące z dominacji. To widać w stosunku do uchodźców: czemu nie mogą przyjechać? Bo są nierobami, tchórzliwi, nie zasłużyli. Tak samo jest z podejściem do "patologii", która powinna nie nic dostawać - wyliczał, podkreślając jak kluczowej jest poczucie, że "to my wyznaczamy reguły i to my możemy innym pokazać ich miejsce".

Badania, które prowadził opierały się na dwóch wywiadach pogłębionych. Co ciekawe była znacząca różnica między tym, co ludzie opowiadali w pierwszym wywiadzie, gdy opowiadali o swoim życiu i po dwóch tygodniach w czasie drugiego, gdy mówili o polityce. Dla przykładu, pani Alicja za pierwszym razem opowiada o gimnazjum, w którym jej się dość dobrze pracowało i że dzieci, które uczyła do dziś ją pozdrawiają. A gdy mówiła o polityce, to stwierdzała, że "gimnazjum to była patologia i że trzeba je było koniecznie zlikwidować". 

- Ważniejszy jest całościowy przekaz partii niż ich własne doświadczenia - podsumował Gdula.

Całej audycji można posłuchać tutaj:

Do czego przyzwyczaiły nas dwa lata rządów Prawa i Sprawiedliwości?

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM