"Atlas kotów" i Kaczyński w Sejmie. Sprytni spin-doktorzy czy głupie i przewidywalne media?

Polska, XXI wiek. Trwa posiedzenie Sejmu, a na nim debata dot. zmian w sądownictwie. Z trybuny padają słowa o "końcu demokracji w Polsce". W tym czasie prezes partii rządzącej przegląda "Atlas kotów". Przypadek?

Fakt, iż prezes PiS podczas tak ważnej debaty ogląda futrzaki, nie umknął uwagi innych  - przede wszystkim mediów, także zagranicznych. Przez wiele dni media "grzały temat". Pytanie, czy czasem nie o to właśnie chodziło.

Tego samego dnia w mediach publicznych pojawia się sonda "Kto cieszy się większym zaufaniem: Grzegorz Schetyna, czy kot prezesa". W ciągu kolejnych dni "Atlas" z dedykacją Kaczyńskiego trafi na charytatywną aukcję. Zostanie sprzedany za 25 tys. złotych. O tym, że w Polsce zbliża się "koniec demokracji"nie dyskutuje prawie nikt.

- Akcja z atlasem to majstersztyk - mówił w TOK FM Jakub Bierzyński, socjolog, były doradca Nowoczesnej. - Jestem pełen podziwu. To symboliczny obrazek - kończy się demokracja, zmienia się ustrój Polski, w Sejmie awantura, na ulicach wielotysięczne demonstracje, a media zajmują się kotami.

Według socjologa, to nie tylko mistrzostwo, ale i niebywały symbol buty, pokaz siły politycznej w stylu "nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi". - To była ustawka piarowa, ktoś to świetnie wymyślił. Najpierw zdjęcie prezesa, potem sonda w "Wiadomościach", potem aukcja. To symbol arogancji i siły, a siła jest sexy, to najważniejsza rzecz w polityce, nie ma nic ważniejszego. Atlas to była kpina z opozycji i mediów - mówił Bierzyński.

- Czy media dały się nabrać? Czy media są tak głupie? - pytał Grzegorz Sroczyński, gospodarz audycji.

- Tu nie ma kategorii głupie lub niegłupie. Media zajmują się tym, co chcą czytać ich czytelnicy, oglądać ich widzowie. Media są przewidywalne. Ekspert wiedział, że media będą grzać ten temat przez kolejne dni - odpowiadał socjolog.

Może jednak przypadek?

Z Bierzyńskim nie zgodziła się obecna w studio popularna blogerka Katarzyna "Kataryna" Sadło. Podkreśliła, że nie ma pewności czy była to świadoma akcja. Jako przykład podała aukcję "Atlasu" w serwisie Allegro. - Internauci zwracają uwagę, że ci, którzy dali najwyższe stawki, to nie są znani kolekcjonerzy, ale wyłącznie nowi użytkownicy, z zerową historią transakcji. Być może to tzw. boty. Po drugie Jarosław Kaczyński znany jest z takich, nieprzewidywalnych akcji. Więc dopuszczam możliwość, że wziął sobie atlas i przeglądał. Tak, jak kiedyś Krystyna Pawłowicz jadła sałatkę - dodała blogerka

Kataryna podkreśliła, że nie zgodziłaby się z socjologiem również w sprawie mediów.

- Tu nie ma kategorii głupie lub niegłupie? Otóż jest - mówiła. - To była głupia reakcja mediów i szkoda, że nie zareagowały one tak, jak powinny. Media są przewidywalne i głupie. Być może prezes chce sobie sprawić nowego kota? Uważam, że to media sprawę zrobiły, a nie spin doktorzy. Jeśli jednak to ci drudzy, to wielkie brawa za prawidłowe odczytanie mediów, nie tylko polskich.- dodała.

Politycy opozycji, zamiast wsłuchać się w nastroje społeczne, wsłuchują się w nastroje swojego zaplecza dziennikarskiego i publicystycznego, które zalewa nas kubłami moralnej paniki. Przestańcie ich czytać! Uspokójcie się i chwilę pomyślcie"

mówił - Jakub Bierzyński. Na pytanie: czy zatem media grają w cyrku prezesa? odpowiadał, że każdy, kto wierzy w czarno-białą opowieść o Polsce, gra w takim cyrku czy tego chce, czy nie.

- Ta gra polega na tym, by uruchomić nieświadomych swojej roli aktorów. W celu cementowania władzy. To są ostro zarysowane, czarno-białe podziały. Jesteś z nami, albo przeciw nam. A ludzie chcą widzieć taki prosty podział, dychotomiczny - na dobro i zło. Tylko, niestety, zła wiadomość jest taka, że tego typu podział wzmacnia autorytarne rządy - mówił socjolog. - To nie jest tylko polska specyfika, populistyczni przywódcy zawsze rysują ostre podziały. My musimy wyjść z tego czarno-białej mapy - puentował Bierzyński. 

- Przypominam, że podział, na mohery i młodych z wielkich miast, to podział jeszcze sprzed rządów PiS - podkreśliła Kataryna. Dodała, że wielu, także znanych dziennikarzy, zaczęło hejtować drugą stronę sporu.

- Tak naprawdę wybijając sobie zęby. Każdy może być agresywnym, nie przebierającym w słowach hejterem, ale jeśli to dziennikarz ustawi się w takiej roli, to pozbawia się nie tylko wielu narzędzi, ale dla dużej części odbiorców staje się zwyczajnie niewiarygodny - mówiła Kataryna.

Więcej w rozmowie Grzegorza Sroczyńskiego z blogerką Kataryną i Jakubem Bierzyńskim,

DOSTĘP PREMIUM