"Będzie skandal, jeśli nie będziemy w stanie dowiedzieć się, kto wygrał wybory." Prof. Cześnik o ordynacji wyborczej PiS

Ekspert przypomina, że wybory samorządowe, których dotyczy prowadzona przez PiS zmiana ordynacji są bardzo skomplikowane. Wielkie zmiany "za pięć dwunasta" mogą zakończyć się organizacyjną katastrofą

- Mam wrażenie, że zmiany w ordynacji wyborczej PiS chce w Sejmie przeprowadzić bardzo szybko i bardzo brutalnie - mówił w audycji "Analizy" prof. Mikołaj Cześnik z Uniwersytetu SWPS i fundacji "Batorego", która bardzo krytycznie oceniła przygotowany przez PiS projekt zmian w ordynacji wyborczej.

- Muszę powiedzieć, że też tak myślałam - do wczoraj, kiedy odbyło się posiedzenie nadzwyczajnej komisji w tej sprawie i poseł PiS Marcin Horała powiedział, że to jest propozycja bazowa do dyskusji - odparła prowadząca rozmowę Agata Kowalska. Dodała, że między innymi była to reakcja na słowa szefowej Krajowego Biura Wyborczego, która zapytała, w jaki sposób PiS zamierza wybrać nową Państwową Komisję Wyborczą, powołać nowe Krajowe Biuro Wyborcze i następnie powołać czterystu komisarzy wyborczych, bo tak przewiduje ta nowa ustawa.

- Wtedy doszło do momentu, w którym wydawało się, że być może z części tych przepisów PiS się wycofa. Pan nie ma takiego wrażenia? - pytała dziennikarka

- Oby tak było, że do polityków PiS dochodzi, iż wybory samorządowe, o które chodzi w projekcie tej ordynacji, są o wiele bardziej skomplikowane niż prezydenckie - odpowiadał profesor przypominając, że wybory te odbywają się na aż czterech różnych poziomach. Kowalska przypominała, że szefowa KBW Beata Tokaj poinformowała, że już teraz trwają testy systemu mającemu służyć w przyszłorocznych wyborach samorządowych. Właśnie po to, żeby nie było problemów takich jak w ostatnich  wyborach. - A PiS zapowiada, że chce wprowadzić nowy system - dziwiła się dziennikarka.

Jako obywatel chciałbym wierzyć, że wyłącznie dobre intencje stały za tym projektem, natomiast jako człowiek roztropny biorę też pod uwagę tę hipotezę, że chodzi o to, żeby był ogromny bałagan. Ten tryb pracy, szybkiej, brutalnej pracy w komisji, nie uwzględnianie innych punktów widzenia, może doprowadzić do katastrofy dużo większej niż ta w 2014 roku

- mówił prof. Cześnik przypominając, że wówczas mieliśmy problemy z systemem informatycznym, wyniki wyborów w poszczególnych komisjach spływały bardzo powoli i ostateczne wyniki głosowania ogłoszono bardzo późno, a na dodatek pojawiły się komentarze o, wręcz, fałszowaniu wyborów.

Nunczako, którym łatwo uderzyć się w głowę

- Myśmy w 2016 roku, zespół fundacji Batorego wydał całą książkę "Nieważne głosy, ważny problem" i ja do dzisiaj boleję nad tym, że również dzisiaj są w Polsce politycy, również ci najważniejsi, którzy głoszą publicznie po prostu kłamstwa: że te wybory były sfałszowane - mówił gość audycji "Analizy".

Kowalska przypominała jednak, że autorzy nowej ordynacji wyborczej w pierwszym zdaniu uzasadnienia projektu powołują się na manipulacje i nieprawidłowości w wyborach w 2014 r., czyli projektodawcy wychodzą z tego założenia. Jednocześnie dziennikarka przytaczała komentarz dr. Jarosława Flisa, który "Dziennikowi Gazecie Prawnej" powiedział, iż ordynacja wyborcza to broń obosieczna, "takie nunczako, którym łatwo samemu uderzyć się w głowę"

- Być może dr Flis ma rację, może jeśli PiS rozchwieje ten system, wprowadzi komisarzy, nowe zasady głosowania, to ludzie przestaną ufać władzy, którą wybiorą w wyborach samorządowych. Niechby nawet PiS wygrało wszędzie, ale to na nim się skrupi ta nieufność i to poczucie, że coś było nie tak - mówiła dziennikarka.

"Tego się nie da zrobić jak należy"

Prof. Cześnik przypominał, że liczenie głosów ma się wg przedkładanych projektów odbywać naprawdę szybko a sędzia Wojciech Hermeliński, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej i dyrektor KBW Beata Tokaj już mówią, że tego się raczej nie da zrobić porządnie.

- Hermeliński już zagroził dymisją - dodawał socjolog.

- Ale to też ustawa przewiduje: wymianę całej PKW - przypominała dziennikarka

- Trzeba jednak słuchaczom uczciwie powiedzieć, że jeśli akurat w tych konkretnych wyborach, za pięć dwunasta, zdecydujemy się na tak daleko idące zmiany łącznie z wymianą Krajowego Biura Wyborczego, Państwowej Komisji Wyborczej i tak dalej, to jestem przekonany, że tego się po prostu nie da zrobić jak należy.

To się skończy wielkim skandalem a wolę sobie nawet nie wyobrażać co będzie jeśli tych wyborów nie uda się przeprowadzić: tzn. nie będziemy w stanie dowiedzieć się, kto te wybory wygrał. To co? Komisarze w każdej gminie?

- pytał prof. Cześnik dodając, że jest dość przerażającą wizja, iż władza centralna wszędzie tam, gdzie władzę miał sprawować przedstawiciel wybrany przez lokalną społeczność, będzie wprowadzać jakiegoś komisarza.

- Na pewno nie chcielibyśmy żyć w takim kraju - mówił socjolog. - Wiem, że jest wiele osób, które uważają, że właśnie o to chodzi: żeby była taka mętna woda. Biorę pod uwagę taką hipotezę. Natomiast wolę myśleć, że najlepszy dla Polski scenariusz byłby taki, iż autorzy wycofają się, szczególnie z tych zmian, które są najtrudniejsze do wprowadzenia. Albo: niech one będą wprowadzane, ale nie od razu, tylko z myślą o wyborach w 2022 roku.

Zachęcam: niech te zmiany, które mają być dobre - zdaniem autorów - dla polskiej demokracji, niech one dotyczą nie najbliższych wyborów a tych kolejnych. To w ogóle byłaby świetna zasada: żeby zmiany w ordynacji wyborczej zawsze były planowane z myślą nie o najbliższym głosowaniu, a o następnych wyborach - puentował prof. Cześnik.

Całej rozmowy wysłuchasz tutaj:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM