Suweren narzeka na opieszałość sądów? Suweren poczeka dłużej - takie będą efekty zmian w SN

Komisja sprawiedliwości i praw człowieka pod przewodnictwem Stanisława Piotrowicza (PiS) kolejny dzień rozpatruje zgłoszony przez prezydenta projekt ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS.

Posłowie omówili do tej pory kilkadziesiąt ze 132 wszystkich artykułów projektu. Mimo wysokiego tempa prac (niektóre poprawki nie są nawet omawiane, tylko od razu zatwierdzane), posiedzenie komisji zaplanowano także na dzień kolejny.

Opozycja, choć w mniejszości, protestuje, wskazując na niekonstytucyjność niektórych poprawek. Według Marcina Wolnego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, gościa Analiz TOK FM, przykładem takiej niekonstytucyjności jest np. poprawka do art. 11 projektu, pozwalająca na skrócenie kadencji I prezes Sądu Najwyższego.

Prezes at calendas graecas

Propozycja prezydenta jest taka, że I Prezes Sądu Najwyższego jest powoływany na sześcioletnią kadencję spośród pięciu kandydatów wybranych przez Zgromadzenie Ogólne sędziów Sądu najwyższego. Osoba powołana na stanowisko I prezesa SN może zajmować to stanowisko do czasu przejścia w stan spoczynku, przeniesienia w stan spoczynku albo wygaśnięcia stosunku służbowego. Jeśli tak się stanie, należałoby wówczas wybrać nowego I Prezesa SN.

- Poprawka zgłoszona przez PiS mówi, że wybór I Prezesa nastąpi dopiero, gdy będą obsadzone wszystkie miejsca w SN. Czyli wybór I Prezesa SN jest przesunięty at calendas graecas, inaczej mówiąc: może nigdy nie nastąpić. Do tego czasu funkcję Prezesa pełni osoba wybrana przez Prezydenta. - To jest absolutne odwrócenie porządku konstytucyjnego, zapisu, że to Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN o tym decyduje - mówił Marcin Wolny wskazując także, iż artykuł ten rażąco narusza konstytucyjną zasadę nieusuwalności sędziów.

Miliony spraw ekstra

Kontrowersje wzbudza też pomysł skargi nadzwyczajnej. Projekt o Sądzie Najwyższym zakładał m.in. badanie przez Sąd Najwyższy skarg na prawomocne wyroki z ostatnich 20 lat. Ostatecznie zawężono ten okres do ostatnich 5 lat. - Chciałem policzyć, ile takich spraw mogłoby być od 1997 roku. Niestety, statystyki Ministerstwa nie są zbyt dokładne, ale wyliczyłem, że od 2011 roku sądy rozpoznały 86 milionów spraw. Jeśli tylko niewielki procent tych skarg byłby zaskarżony tą skargą nadzwyczajną, to mamy do czynienia z milionami spraw ekstra - podkreślał Wolny.

Takie skargi można by wnosić, jeśli dane orzeczenie narusza zasady albo wolności i prawa człowieka lub obywatela oraz w kilku innych przypadkach. Wcześniej miały je wnosić grupy 30 posłów lub 20 senatorów. - Wg najnowszego zapisu będzie je wnosił Rzecznik Praw Obywatelskich czy UOKiK, senatorów i posłów usunięto z zapisu, więc ja współczuję tym instytucjom, bo nie są one na to przygotowane, co ostatecznie sprawi, że niektóre rozstrzygnięcia zostaną odsunięte na lata - mówił gość "Analiz".

Kto podpadnie ministrowi...

Innym kontrowersyjnym pomysłem jest możliwość powołania przez ministra sprawiedliwości specjalnego rzecznika do spraw dyscyplinarnych. Jak wyjaśniał Marcin Wolny, takim rzecznikiem w pierwotnej wersji mógł być sędzia, w proponowanej obecnie - prokurator, który ma wyższe kompetencje niż prezes Sądu Najwyższego. Powołanie takiego rzecznika z automatu uruchomi procedurę postępowania dyscyplinarnego wobec np. krnąbrnego sędziego.

- Potem minister ma całą masę narzędzi, które pozwolą mu utrzymać takiego sędziego w stanie oskarżenia, więc tak naprawdę stworzy możliwość wywierania na niego nacisku praktycznie nieskończenie. A sędziów, którzy podpadli ministrowi sprawiedliwości jest, jak wiemy, cała gama - dodawał Wolny.

Całej rozmowy wysłuchasz tutaj:




Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM