Prof. Grala o naszej dyplomacji: Posługujemy się polityką historyczną jak cepem

W ostatnich dniach na sile przybierają napięcia dyplomatyczne między Polską i Ukrainą. Zdaniem prof. Hieronima Grali, który gościł w audycji Karoliny Lewickiej, polska dyplomacja za bardzo skupia się na historycznych waśniach.

- Nie wiem, czemu ma służyć polityka prowadzona przez pryzmat zaszłości historycznych. Wyciąganie waśni i zaszłości jest bardzo niebezpieczne. Ociera się o naruszenie elementarnych zasad profesji, jaką jest dyplomacja. Dyplomata nie jedzie do innego kraju po to, żeby cenzurować wystawę! - mówi prof. Hieronim Grala, historyk, badacz dziejów Rusi. -  Minister Ławrow, Gdyby odwiedził Muzeum Historii Gdańska, nie pytałby o to, czy jest tam coś o wyzwalaniu miasta przez Armię Czerwoną. To jest zawodowy dyplomata i wiedziałby, że właśnie o to ma nie pytać - oburzał się dr Grala w audycji Karoliny Lewickiej w TOK FM.

Ostatnio na linii Polska - Ukraina bardzo mocno iskrzy. Pod koniec października minister kultury Piotr Gliński bezskutecznie zabiegał o odblokowanie ekshumacji grobów Polaków zamordowanych podczas II wojny światowej.

Kijów uzależnia to od rozwiązania problemu pomników żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii we wschodniej Polsce usuwanych przez władze samorządowe.
Oliwy do ognia dodał Witold Waszczykowski zapowiadając blokowanie wjazdu do Polski dla Ukraińców prezentujących "antypolskie stanowisko". Podczas wizyty we Lwowie, w ostatniej chwili demonstracyjnie zrezygnował też z wizyty w Muzeum Pamięci Narodowej „Więzienie przy Łąckiego”. Nie wiadomo też, czy planowana na grudzień wizyta Andrzeja Dudy w Charkowie dojdzie do skutku.

Czytaj też: "On jest dowodem, że zbrodnia się opłaca". Wyroki z Hagi bywają kontrowersyjne

Kwestii historycznych, które psują relacje Warszawy z Kijowem jest więcej. Na Ukrainie źle została przyjęta decyzja Sejmu o uznaniu zbrodni wołyńskiej za ludobójstwo. W odpowiedzi władze w Kijowie przyjęły ustawę o zakazanie podważania działań UPA, które miały na celu uniezależnienie Ukrainy. - Nawet jeśli po naszej stronie możemy doszukać się jakichś incydentów, to nigdy nie będą to morderstwa na tak wielką skalę, jak zostały dokonane przez UPA na Wołyniu. Tu nie ma symetrii - komentował Waszczykowski. Dodatkowo, na Ukrainie rozwija się kult Stepana Bandery, inicjatora rzezi wołyńskiej.

Zdaniem Grali, nikt się nie zastanawia, jakie będą konsekwencje niewpuszczenia urzędników ukraińskich do Polski. - Czy jesteśmy przygotowani na analogiczne działanie Ukrainy? Co ze współpracą IPNów i Komisji Podręcznikowych? - pyta.

Jako przykład lepiej prowadzonej dyplomacji wschodniej podaje Niemcy. - W Berlinie nikomu nie przejdzie przez myśl traktowanie Ukrainy przez pryzmat polityki historycznej, ani Białorusi przez pryzmat misji dziejowej. Dyplomacja jest po to, żeby robić interes dla swojego państwa, a nie po to, żeby nieść kaganek oświaty - mówi.

Zdaniem Hieronima Grali, Polska nie dysponuje wykwalifikowanymi kadrami, ani potężnym zapleczem intelektualnym, które są potrzebne do prowadzenia kompetentnej dyplomacji.

- Nie mamy ludzi, którzy ad hoc są w stanie przeanalizować sytuację na wschodzie. Jest tajemnicą Poliszynela, że od paru ładnych lat, żeby uzupełnić braki kadrowe w polskich placówkach dyplomatycznych na wschodzie, bierze się ludzi z "łapanki" - mówi. Jego zdaniem polscy dyplomaci właśnie na wschodzie stają przed najtrudniejszymi zadaniami.

- Trzydzieści lat temu myślałem, że Polska wchodzi w okres, w którym zaczną powstawać idee, zespoły, think tanki. Utworzono co prawda Ośrodek Studiów Wschodnich, który miał lepsze i gorsze okresy. Ostatni okres to pozytywne zmiany. Ale on też nie jest zapleczem intelektualnym decydentów - ocenia Grala.

Zdaniem historyka, obecnie w naszej dyplomacji polityka historyczna ma przewagę nad rozsądkiem.

- Mamy wykoślawione pojęcie naszej historii, żyjąc w przekonaniu, że jest to najpiękniejsza historia pod słońcem. Dominuje mesjanizm i prometeizm. A przecież my też mamy trupy w szafie. To jest klasyczny mechanizm kompensacyjny - im więcej przegrywamy teraz, tym więcej pociechy szukamy w osiągnięciach z przeszłości. Posługujemy się polityką historyczną jak cepem - podsumowuje historyk.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM