Były prezydent Gruzji na usługach Rosji? O co chodzi w incydencie na Ukrainie

Ukraińskie służby próbowały zatrzymać Micheila Saakaszwilego, pod zarzutem działań na rzecz przewrotu politycznego na zamówienie Rosjan. "Nie bardzo pasuje mi to do b. prezydenta Gruzji" - mówił w TOK FM korespondent GW na Ukrainie.

Petro Poroszenko w lipcu bieżącego roku pozbawił Saakaszwilego obywatelstwa ukraińskiego. Były prezydent Gruzji swą partią Ruch Nowych Sił chce, by zorganizowane były m.in. wcześniejsze wybory parlamentarne i szefa państwa ustąpił. W niedzielę zorganizował w Kijowie marsz na rzecz impeachmentu Poroszenki. Dziś został wyciągnięty ze swojego domu przez policję.

- Ciąg dzisiejszych wydarzeń był rzeczywiście dramatyczny, a z drugiej strony - surrealistyczny - opowiadał w audycji "Połączenie" Piotr Andrusieczko, korespondent Gazety Wyborczej na Ukrainie. I opisywał, że Micheil Saakaszwili, gdy służby prowadziły rewizję w jego mieszkaniu w Kijowie, uciekł na dach. Wg świadków krzyczał stamtąd, że prezydent Ukrainy Petro Poroszenko jest złodziejem. Następnie został z tego dachu ściągnięty, wyprowadzony z mieszkania, zatrzymany i posadzony w samochodzie Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Zwolennicy Saakaszwilego zaczęli kontrofensywę

Samochód służb został zablokowany przez zwolenników Saakaszwilego na ulicy koło jego domu, trwała tam kilkugodzinna przepychanka, podczas której stawiali oni mini-barykady, wyciągali bruk z jezdni, blokowali auto służb swoimi samochodami. Jak opisywał Andrusieczko: ta przepychanka trwała do momentu, kiedy Gwardia Narodowa i policja próbowały wyciągnąć samochód z Saakaszwilim w górę, w kierunku pobliskiego placu, wtedy doszło do kolejnych zetknięć pomiędzy zwolennikami Saakaszwilego a policją, "poleciały" szyby w samochodzie i były prezydent Gruzji został uwolniony przez swoich zwolenników. Ze schodów pobliskiego kościoła wygłosił przemówienie i wraz ze swoimi zwolennikami wyruszył pod Radę Najwyższą. Tam nawołuje teraz (rozmowa odbywała się po godzinie 14:00) do impeachmentu prezydenta Ukrainy.

Trzeba przyznać, że zatrzymanie zostało przeprowadzone w dość nieudolny sposób, a zwolenników Saakaszwilego było ok. 300-400, jednak aktywnych było jedynie około stu osób. Być może jakimś wytłumaczeniem jest, że funkcjonariusze, którzy zatrzymywali byłego prezydenta Gruzji nie do końca byli przekonani, co do słuszności postanowienia o jego zatrzymaniu.

- opowiadał Andrusieczko, dodając, że z drugiej jednak strony oskarżenia wobec Saakaszwilego są dość poważne, bo generalny prokurator Ukrainy przedstawiał je dzisiaj w Radzie Najwyższej.

- Wydawałoby się zatem, że zatrzymanie jest jedynie kwestią techniczną - mówił korespondent GW - A teraz osoba, która jest oskarżana o sprzyjanie przewrotowi w państwie przemawia teraz pod Radą Najwyższą.

Poroszenko nie ma się czego bać

Piotr Andrusieczko opisywał, że popularność Saakaszwilego na Ukrainie jest bardzo mała. Na mityngach, które prezydent prowadzi od października, nie jest w stanie zmobilizować wielu tysięcy osób. W niedzielę miał miejsce tak zwany marsz w sprawie impeachmentu prezydenta Poroszenki: tam było być może 3 tysiące osób, ale - jak się wydaje - jest to maksymalna liczba, jaką jest on w stanie zorganizować - ocenia dziennikarz.

- Znikome też wydaje się poparcie dla jego siły politycznej, partii "Ruch Nowych Sił", które oscyluje wokół dwóch procent - mówił Andrusieczko. - Wydaje się zatem, że nie stanowi on zbyt dużego zagrożenia dla władzy. Jest też pytanie, na które ja nie znam odpowiedzi: na ile oskarżenia, wysuwane wobec Saakaszwilego, poparte są realnymi dowodami.

Na razie prokurator generalny przedstawił zapis rozmowy telefonicznej, w której to niby Saakaszwili rozmawiał z oligarchą Siergiejem Kurczenko, który zbiegł do Rosji po tym, jak upadł reżim Janukowycza, który był uważany za jednego z głównych finansistów Janukowycza i niby Saakaszwili z Kurczenką mieli się dogadywać w sprawie finansowania działalności politycznej Saakaszwilego na Ukrainie, co zdaniem prokuratury generalnej miałoby świadczyć o tym, że tak naprawdę były prezydent Gruzji zaczął pracować dla Rosjan

- opowiadał Andrusieczko podkreślając, że trzeba zadać pytanie, czy wspomniane nagranie jest autentyczne oraz zauważyć, że oskarżenia pojawiły się teraz, dość nagle.

- I chyba nie są do końca przekonujące jeśli na przykład przypomnieć sobie, jakie relacje z Rosją miał Saakaszwili jeszcze jako prezydent Gruzji. Przypomnijmy sobie wojnę z 2008 roku - mówił Andrusieczko. - Saakaszwili popierał przecież także rewolucję na Majdanie, która miała miejsce w latach 2013/14. Popierał ją osobiście, po prostu był w Kijowie w tym czasie. Później wspierał wszystkie reformy, jakie miały miejsce na Ukrainie - i w tym sensie występował przeciwko Rosji, jednoznacznie i ostro wypowiadając się ponadto przeciwko agresji Rosji na Krymie a potem na wschodzie Ukrainy.

 Wątpię, by był to człowiek, który mógłby zrobić woltę i przestawił się teraz na jakieś relacje z Rosjanami po to, by osiągnąć swe korzyści polityczne.

- mówił Andrusieczko. - Na Ukrainie wiele mówi się o planach destabilizacji sytuacji wewnętrznej na terytorium Ukrainy, na której miałoby zależeć Rosji. Ale Saakaszwili? Bardzo dziwnie to brzmi - puentował korespondent Gazety Wyborczej na Ukrainie.

Całej rozmowy wysłuchasz tutaj:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM