Tak w praktyce wygląda reforma edukacji. Rodzice dzieci niepełnosprawnych w kropce

Rodzice niepełnosprawnych dzieci codziennie dzwonią i piszą do MEN w sprawie problemów z edukacją swoich pociech. Potwierdziła to w rozmowie z TOK FM dyrektor Departamentu Wychowania i Kształcenia Integracyjnego MEN, Joanna Wilewska. Jej zdaniem, pytania i pretensje wynikają z niezrozumienia. Rodzice mówią coś zupełnie innego.

Dyrektor Wilewska przyznaje, że sygnałów od rodziców jest wiele, choć ich liczby nie jest w stanie sprecyzować. - Zbieramy dane. Spotykamy się z wizytatorami z kuratoriów i rozmawiamy o tym - tłumaczy dyrektor z MEN. Większość pytań i pretensji dotyczy zmian, które weszły w życie od września. Chodzi m.in. o to, że nie ma już orzeczeń o nauczaniu indywidualnym w szkole (część lekcji sam na sam z nauczycielem, a część razem z klasą).

Dzieci z autyzmem do szkół specjalnych?

Szefowa Departamentu Wychowania i Kształcenia Integracyjnego MEN przekonuje, że ministerstwu zależy na tym, by dzieci niepełnosprawne chodziły do szkoły razem z innymi. Pytanie tylko, do jakiej szkoły? W rozmowie z nami Wilewska podkreśla bowiem, że w społeczeństwie panuje błędne przekonanie, że szkoła specjalna jest czymś złym, czego należy unikać. Pani dyrektor nie kryje, że dla części dzieci widziałaby właśnie szkoły specjalne. - Nie traktujmy ich jako gorsze. Tam są specjaliści, którzy może lepiej by się zajęli tym dzieckiem autystycznym niż w szkole ogólnodostępnej - słyszymy od przedstawicielki MEN.

Trzy mamy dzieci z niepełnosprawnościami: Agnieszka Kossowska, Małgorzata Wokacz-Zaborowska i Sylwia Mądra, zbierają sygnały o nieprawidłowościach w oświacie. Jak mówią, to nie jest tak, że rodzice boją się szkół specjalnych. – Brakuje szkół specjalnych, które są gotowe przyjąć dzieci w normie intelektualnej. Brakuje także miejsc w przedszkolach i szkołach specjalnych dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną – dodają nasze rozmówczynie.

Rodzice nie rozumieją, na czym polega zmiana?

MEN stoi na stanowisku, że na dziś główna kwestia to problem z rozróżnianiem orzeczeń o potrzebie kształcenia specjalnego i o nauczaniu indywidualnym. Do tej pory było tak, że dziecko, które dostawało w poradni orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, bardzo często otrzymywało również orzeczenie o nauczaniu indywidualnym - tyle że na terenie szkoły.

Dziś nauczania indywidualnego w szkole już nie ma. MEN twierdzi jednak, że to wcale nie znaczy, że Jaś Kowalski np. z zespołem Aspergera ma siedzieć w domu i uczyć się sam na sam z nauczycielem. Dyrektor Joanna Wilewska podkreśla, że dziś Jaś może mieć zajęcia indywidualne, ale nie w ramach nauczania indywidualnego, bo to jest dla dzieci chorych (np. po wypadku). Dla dzieci niepełnosprawnych przewidziano natomiast indywidualne programy edukacyjno-terapeutyczne (tzw. IPETy), w ramach których możliwe są zajęcia indywidualne na terenie szkoły.

Słowa płynące z MEN są uspokajające, co na to sami rodzice? Do trzech mam, które razem z Rzecznikiem Praw Dziecka chcą stworzyć zespół zajmujący się problemami związanymi z edukacją dzieci niepełnosprawnych, już teraz trafia wiele skarg i próśb o poradę czy interwencję, z całego kraju. Część problemów udaje się rozwiązać, ale innych już nie.

Jakie to problemy?

- Rodzice zwracają uwagę na liczne nieprawidłowości i zaniedbania, jakie istnieją w organizacji kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Warto podkreślić, że to nie tylko rodzice zgłaszają uwagi, lecz także nauczyciele, dyrektorzy szkół, czy pracownicy poradni psychologiczno-pedagogicznych. Uwagi dotyczą przede wszystkim realizacji zaleceń zawartych w orzeczeniach, ale także spraw tak podstawowych, jak brak informacji o możliwych drogach kształcenia dla dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, a już nie wspominając o indywidualnym doradztwie w tym zakresie – mówi nam jedna z mam, Małgorzata Wokacz - Zaborowska.

- Rodzice czekają na IPETy po 2-3 miesiące, a powinni dostać do końca września. Nie są informowani o posiedzeniach zespołów, które te IPETy przygotowują mimo, że mają prawo do informacji i udziału w tych posiedzeniach. - Innym często podnoszonym problemem jest brak odpowiednio przygotowanej kadry psychologicznej i pedagogicznej w szkołach – w wielu placówkach w ogóle nie ma psychologów, jest zbyt mało pedagogów. Skutkuje to trudnościami w zorganizowaniu oferty specjalistycznych zajęć, czy nawet w przeprowadzeniu wielospecjalistycznej oceny poziomu funkcjonowania ucznia – dodaje Agnieszka Kossowska.

Zajęcia indywidualne? W kantorku bez okien

- Dla dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego często trudno jest stworzyć odpowiednie warunki do prowadzenia zajęć indywidualnych, tak bardzo dla nich ważnych w procesie edukacji i rozwoju. Wynika to głównie z braku pomieszczeń, bo przybywa uczniów, którzy potrzebują zajęć indywidualnych bądź w mniejszych grupach. Dodatkowo nie ułatwia tego fakt, że w szkołach ogólnie robi się ciasno, ponieważ pojawiły się klasy VII, a wkrótce dołączą i VIII. Indywidualne zajęcia odbywają się np. w kantorkach bez okien, na korytarzach, w bibliotece, na stołówce. To nie są właściwe warunki do pracy – zarówno dla ucznia, jak i nauczyciela. Czasem zajęcia te po prostu wcale nie są realizowane, bo dyrektor stwierdzi, że się nie da i on/ona nic nie poradzi – informują nasze rozmówczynie.

Co z finansowaniem?

Do organizacji pozarządowych trafiają sygnały od rodziców, że organy prowadzące szkoły, czyli gminy, nie chcą finansować np. zajęć rewalidacyjnych czy nauczania indywidualnego na części lekcji. Bo twierdzą, że nie mają na to pieniędzy. Przedstawicielka MEN i ten zarzut odpiera. - Jeżeli chodzi o finansowanie nauki uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, to są przewidziane wysokie wagi przy przydzielaniu dotacji. Uczeń z autyzmem ma wagę 9,5 plus standard podstawowy. To jest około 50 tysięcy zł na dziecko rocznie. I te pieniądze muszą być przeznaczane na specjalne potrzeby dzieci - mówi Joanna Wilewska.

- Środki z subwencji trafiają do kasy szkoły i są przeznaczane na różne niezbędne wydatki. To niedopuszczalne, że rodzic często słyszy, że szkoła nie ma za co sfinansować zajęć specjalistycznych, a najlepiej to niech rodzic sam uda się do urzędu miasta czy gminy albo prosto do burmistrza, by się o to postarać. Cóż, zwykle to wystarcza, aby uciszyć takiego „roszczeniowego” rodzica i mieć problem z głowy – słyszymy od rozgoryczonych mam.

Skąd nieporozumienia? "Rodzice traktują swoje dzieci jako chore"

Zdaniem dyr Wilewskiej problem tkwi w tym, że część rodziców uznaje swoje autystyczne dzieci za chore. - A one nie są chore i dlatego nie mają nauczania indywidualnego. To są dzieci niepełnosprawne. I dlatego musimy wypracować system wsparcia dzieci autystycznych tak, aby nikt nie miał wątpliwości, jaka droga dla dziecka jest właściwa - mówi dyrektor z MEN.

- Rodzice oczekują traktowania partnerskiego. Nawet wtedy, kiedy czegoś nie rozumieją, bo w całym tym chaosie mają też i do tego prawo. Wówczas musi być partner, który im to wyjaśni, najlepiej na miejscu w szkole, czy w poradni. Czy to dziwi, że chcemy mieć pełną wiedzę o perspektywach i wariantach rozwoju i edukacji naszych dzieci? Czy to tak wiele, że oczekujemy, że marzymy, aby nasze dzieci miały edukację dopasowaną do ich potrzeb i możliwości? Żeby miały szansę się rozwijać i dorastać w przyjaznym środowisku? Rozwinąć skrzydła, bo mimo swoich dysfunkcji i ograniczeń – one te skrzydła także mają – podkreślają zgodnie Agnieszka Kossowska, Małgorzata Wokacz – Zaborowska i Sylwia Mądra.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM