Chciały usunąć obraz z galerii, bo był seksistowski. Brzmi jak absurd, ale...

Akcja #metoo jest potrzebna i już dziś widać jej pozytywny wpływ na społeczeństwo. Co jednak poradzić ze sztuką, która ewidentnie jest seksistowska, a nawet pedofilska, ale równocześnie... wspaniała.

Taki dylemat postawił sobie Tomasz Stawiszyński, który w swojej audycji rozmawiał z Agnieszką Graff, pisarką, wykładowczynią Gender Studies, a także publicystką związaną z ruchami feministycznymi.

Wszystko zaczęło się od tego, że ponad 10 tys. osób podpisało petycję dwóch mieszkanek Nowego Jorku, w której domagają się, by Metropolitan Museum of Art (MET) usunęło obraz przedstawiający dziewczynę z widoczną bielizną. Chodzi o dzieło "Thérèse Dreaming" autorstwa Balthusa, francuskiego malarza polskiego pochodzenia. Według autorów petycji, dziewczynka pokazana jest w sposób "problematyczny".  Autorki doszukały się w obrazie erotyzmu, "kojarzącego im się jak najgorzej". Powodem usunięcia miałby być również  - jak czytamy w petycji - "obecny klimat związany z napaściami na tle seksualnym". Chodzi oczywiście o akcję #MeToo.

Brzmi to jak absurd, ale...

- Nie wolno traktować autorek petycji tak, jakby one doszukiwały się w obrazie czegoś, czego tam nie ma - zwróciła uwagę prof. Graff. - To jest oczywiście dzieło pedofilskie, jak najbardziej, nie ma tu żadnych wątpliwości. To jest dziecko, w pozie mocno naerytozowanej. Wiadomo też, że Balthus miał takie skłonności - zatrudniał jako modelki bardzo młode dziewczęta. Nie wiemy co się między nim, a tymi dziewczętami działo, możemy się tylko domyślać - dodała Graff.

Publicystka zwróciła uwagę, że modelkami były często córki służby pracującej dla rodziny bogatego malarza.  - Relacja władzy i nadużycia tej władzy oraz seksualność jest oczywista. Oczywiste jest też to, że Balthus jest też jedną z kluczowych postaci w historii sztuki - dodała Graff. Publicystka podkreśliła, że problem dotyczy nie tylko malarstwa i nie tylko pedofilii, ale i np. rasizmu. - Co zrobić z całą historią literatury amerykańskiej, która do lat 60. jest w sposób oczywisty rasistowska? Czy zostawić, ale opisać ten kanon sztuki jako rasistowski, czy go zmienić? Co robić z takimi filmami, jak "Narodziny narodu?" (amerykański film niemy z 1915 roku, któremu zarzucano m.in. rasizm i gloryfikowanie Ku Klux Klanu - przyp. red.).

- Dwie dziewczyny proponują jednej z najbardziej prestiżowych galerii sztuki, by ta zmieniła swoją ekspozycję, ponieważ obraz pokazy w galerii, według obecnych standardów, jest sztuką godzącą w godność kobiet. Brzmi jak absurd - mówiła Graff. - W pierwszej chwili i ja pomyślałam, że to żart. Tymczasem te kobiety mają poparcie tysięcy ludzi, którzy mówią i piszą wprost: "dość tych facetów, zboczeńców", bo to można było przeczytać m.in. w dyskusji pod artykułami na ten temat - dodała publicystka. Czy z tymi głosami nie powinniśmy się liczyć?

Parytety w sztuce

Gościni Tomasza Stawiszyńskiego zwróciła też uwagę na dysproporcję sztuki stworzonej przez kobiety i mężczyzn w wielu znanych instytucjach. - Feministyczna krytyka sztuki od dziesięcioleci zajmuje się tym tematem i nawet istnieje taka grupa artystyczna - Guerrilla Girls, której członkinie organizują np. happeningach dotyczące sytuacji kobiet w sztuce, ich wizerunku w kulturze czy polityce. Chodzi im o to, że można uzupełnić parytetowo sztukę, dodać dzieła stworzone przez kobiety w miejsce tych, stworzonych przez mężczyzn. - Więc jeśli mamy w to miejsce wprowadzić wielkie artystki, to można usunąć prace Balthusa - powiedziała Graff. -  Osobiście uważam, że można by usunąć trochę krajobrazów z krowami, nudnych jak flaki z olejem - dodała publicystka. Podkreśliła też, że ona sama obrazu "Thérèse Dreaming" by zachowała. - Choćby jako ślad zupełnie innej wrażliwości na temat, który nas żywotnie interesuje - dodała Graff

Sam obraz  Balthusa jest szokujący i szokujące jest to, że nikt wtedy nie widział tego, co obecnie dla nas jest oczywiste

Gdy sprawa obrazu stała się głośna, przedstawiciel Metropolitan Museum of Art (MET) stwierdził, że praca Balthusa nie zostanie usunięta. Dodał, że misją placówki jest m.in/ prezentowanie znaczących dzieł sztuki ze wszystkich czasach i kultur. - Dobrze byłoby, gdyby to jednak specjaliści decydowali co ma wisieć na ścianach instytucji, jak ma ten kanon sztuki wyglądać - powiedziała Agnieszka Graff. - Dziwi jednak odmowa umieszczenia przy obrazie jakiegokolwiek opisu lub komentarza. Wygląda na to, że MET zakłada, że ten obraz powinien tam wisieć, bo "Balthus wielkim malarzem był" i nieważne, co jest na tym płótnie, jakie to uczucia w nas wzbudza - negatywne czy nie, ważne jest, że obraz wpisuje się w akademicko pojmowaną historię sztuki. To się wydaje głupotą - dodała publicystka. 

Tak samo można by opisać "Szał" Podkowińskiego -  mowa o gigantycznym skandalu, jaki to dzieło wywołało swego czasu, choć teraz jest to tylko manieryczny obraz, na którym naga pani jedzie sobie na koniu. Wtedy był to potencjał niesłychanej subwersji. Na obrazie Balthusa jest odwrotnie. Mamy dziewczynkę w pozie prowokacyjnej. Wtedy to był kolejny obraz pana Balthusa". Teraz to jest szokujące.

Warto zadać pytanie, czy świętość sztuki przeważa nad kryteriami o charakterze etycznym, które należałoby zastosować? Sztuka jest zapisem kultury. Myślę, że zachowanie pracowników MET, odmawiających dodania odpowiedniego komentarza przy obrazie jest takie, że sztuka ma mówić sama za siebie, ma bronić się sama.

Przepisywanie kultury na nowo

Przy okazji nowojorskiego protestu znów pojawiły się nazwiska twórców, nie tylko malarzy, ale i filmowców, przejawiających tego typu skłonności, bardziej lub mniej udokumentowane, padają po raz kolejny nazwiska Allena, Polańskiego, oraz zdania, że ich dzieła powinny zniknąć z przestrzeni publicznej. - Czy nie będzie to próba przepisywania na nowo historii kultury - pytał Tomasz Stawiszyński. - Jest fałszywą alternatywą ustawienie takiego wyboru: albo ignorujemy wątki pedofilne czy seksistowskie w tych dziełach i podziwiamy ich wspaniałość jako dzieło sztuki i uznajemy, że wszystko inne, ingerencja, jest poprawnością polityczną albo wręcz przeciwnie - cenzurujemy historię sztuki, wyrzucamy z kanonu filmy a Woody Allena. Dużo ciekawszym rozwiązaniem wydaje się interpretacja, próba opisania tych dzieł w świetle naszej, współczesnej wiedzy. Trzeba je zobaczyć i poddać się pewnej refleksji na ten temat, bo może się okazać, że w ten sposób lepiej poznajemy samych siebie - powiedziała Graff.

Cała rozmowa w podkaście

Zobaczcie też:

DOSTĘP PREMIUM