Tak o reprywatyzacji jeszcze nie pisano. Jej książka zmienia perspektywę

- Przewodniczący Komisji Reprywatyzacyjnej ogłasza kolejne sukcesy, ale jej decyzje są właśnie zaskarżane, a księgi nieruchomości nieuporządkowane. To, co mówi Patryk Jaki, to jest nieprawda" - mówi Beata Siemieniako.

Siemieniako, prawniczka, działaczka lokatorska oraz autorka książki "Reprywatyzując Polskę. Historia wielkiego przekrętu" zwraca uwagę, że wokół reprywatyzacji narosły różne mity. Po pierwsze, dzięki mediom i narracji na ten temat, wydaje się, że sprawa dotyczy tylko Warszawy i jej kamienic. - Prawda jest taka, że prywatyzowana jest cała Polska, w tym lasy, majątki ziemskie, pola, przedsiębiorstwa. Kolejny mit jest taki, że reprywatyzacja to wyłącznie układy, kolesie, "państwo z kartonu". Rzeczywiście były i są układy, mafie, ich metody działania opisane zostały w książce. Nie zaprzeczam, że układ istniał, ale błędem jest redukowanie całej afery reprywatyzacyjnej wyłącznie do tego, bo przecież jeśli nawet wsadzimy tych kolesi z układu do więzienia, to problem się nie rozwiąże. Nawet gdy Komisja Reprywatyzacyjna uchyli wszystkie decyzje wydane niezgodne z prawem, to wciąż ta krzywda pozostaje - dodaje autorka.

Wnuki płacą za grzechy dziadków

Beata Siemieniako, która na co dzień udziela bezpłatnych porad prawnych poszkodowanym lokatorom, opowiada w książce ich niezwykłe i tragiczne historie. - Reprywatyzacja to jest bardzo dobry przyczynek, by pomyśleć, jak my chcemy traktować np. spadkobranie. W książce opisani są m.in. młodzi ludzie, którzy mając lat 19 dowiadują się, że są współodpowiedzialni za dług w mieszkaniu komunalnym oraz tacy, który wchodząc w dorosłość otrzymują roszczenia do pokaźnej kamienicy, dawniej kupy gruzów, teraz czegoś wartego wiele milionów - podkreśla prawniczka.

Skoro krzywda twojej rodziny polegała na tym, że straciliście kamienicę, a moja na tym, że zabili mi dziadków i rodziców, to dlaczego odszkodowanie masz dostać ty, a nie ja? Dlaczego utrata nieruchomości jest wyżej ceniona niż utrata rodziny zaangażowanej w obronę ojczyzny? - fragment książki

- Warto się chyba zastanowić, czy mamy się godzić na takie nierówności i czy mamy zmieniać teraz kilkadziesiąt lat historii, bo jednak Dekret Bieruta, na którego mocy na własność Warszawy przechodziły wszelkie prywatne grunty, został wydany w 1945 roku. Dlaczego to wnuki muszą naprawiać coś, co zdarzyło się za czasów dziadków? - pyta Siemieniako.

Komisja wszystkim nie pomoże

Dodaje, że często słyszy się, ze reprywatyzacja to bolszewicka kradzież. - Bardzo lubimy upraszczać i mówić, że nacjonalizacja przemysłu, komunalizacja, że to wszystko pomysły bolszewickie, a przecież nacjonalizacja działa się też w Wielkiej Brytanii po wojnie. Słynne pomysły na reformę rolną, która w Polsce odebrała majątki ziemskie, to był projekt szeroko dyskutowany jeszcze w II Rzeczpospolitej. Więc choć dochodziło podczas reprywatyzacji do wielu nadużyć, te pomysły nie były wyłącznie zbrodnicze i zupełnie oderwane od rzeczywistości - dodaje.

Dekret Bieruta nie był aktem, który z założenia miał komuś coś ukraść. Dopiero jego wykonanie sprawiło, że dziś możemy nazywać go aktem przyczyniającym się do pozbawienia prywatnej nieruchomości wielu osób

Autorka zwraca uwagę, że wciąż nie znamy daty uchwalenia zapowiadanej od dawna Wielkiej Ustawy Reprywatyzacyjnej. - Są niepokojące sygnały, dochodzą z różnych środowisk, np. ministerstw czy środowisk lobbujących, że to nie będzie zgodne z Konstytucją. A tymczasem ustawa mogłaby zakończyć męki wielu lokatorów, martwiących się o przyszłość, siedzących teraz na przysłowiowej bombie. Jest wiele postępowań w trakcie. Ludzie nie wiedzą co z nimi będzie. Komisja Weryfikacyjna przecież wszystkim nie pomoże, może tylko tym, gdzie była ewidentna niezgodność z prawem. Musimy się też pogodzić z faktem, że obowiązujące obecnie prawo pozwala na zwrot budynku - zwraca uwagę prawniczka.

Nie tylko PO winna. PiS również

Dodaje, że Ustawa Reprywatyzacyjna zakończyłaby niepewność wielu lokatorów. - Mówi się, że państwo przeznaczy na rekompensaty do 2030 roku 30 mld. Pytanie, czy ta suma, 80, 90 lat po wojnie, jest sumą adekwatną do tego, co wydarzyło się bardzo dawno temu. Pytanie też, co z krzywdą. Można mieć szereg poglądów na temat reprywatyzacji, ale faktem jest, że po drodze bardzo wiele osób zostało skrzywdzonych - mówi Siemieniako.

Wyobraź sobie: jesteś emerytką, dostajesz 900 zł emerytury i chodzisz z koleżanką po sądach. Blokujesz solidarnie eksmisje swoich znajomych. Myślisz o gigantycznych długach, które rosną z dnia na dzień i o tym, że nie macie za co kupić leków. Odbijacie się z koleżanką od drzwi polityków wszystkich opcji -od prawa do lewa. I nic. Zgłaszacie zawiadomienia do Prokuratury - ignorują was. W ratuszu każą wam wyjść, bo nie spełniacie wymogów na nowy lokal. I nagle ta koleżanka zostaje zamordowana. W stolicy, w biały dzień. Ty widzisz, że prokuratura działa opieszale, nie zabezpiecza dowodów, a te, które zabezpiecza - giną. Widzisz, że policjant, który badał próbki, popełnia samobójstwo. Nie boisz się? Nie myślisz o swoich dzieciach i wnukach, kiedy kładziesz je spać i kiedy je budzisz? Do kogo zadzwonisz, jeśli dwóch podejrzanych typów od 15 minut podąża twoim śladem przez miasto? - fragment książki. 

Pokrzywdzeni lokatorzy wskazują, że Komisja Reprywatyzacyjna Patryka Jakiego ma dla nich ogromne znaczenie, bo wreszcie ktoś ich wysłuchał, pochylił się w końcu nad ich krzywdą. A co jeśli Komisja to tylko gra polityczna? - Reprywatyzacja zdecydowanie stała się grą polityczną, tak chyba musiało się stać. PiS zajął się aferą reprywatyzacyjną, czego nie zrobiła Platforma. I jest to prawda, ale afera wybuchła od artykułu dwóch dziennikarek "Wyborczej", a nie od tego że PiS przejrzał na oczy. PiS istniał przecież jako partia. Ci politycy istnieli w momencie, gdy zamordowano Jolantę Brzeską. Też widzieli protesty na ulicach. Więc nie można powiedzieć, że nagle odkryli ten problem. Gdyby chcieli, odkryliby. Ja, jeszcze jako studentka prawa wiedziałam, że ludzie są wyrzucani na ulicę, eksmitowani, Więc oni też mogli to dostrzec - podkreśla działaczka.

Po co nam Komisja Jakiego?

W książce podawane są różne przykłady na to, że to, co robi Komisja, dałoby się zrobić bez niej. - Choćby premier ma taka kompetencję, by każdą, prawomocną decyzję administracyjną doprowadzić do tzw. wzruszenia, czyli wznowienia. Może to też zrobić prokurator. Dysponujemy mechanizmami, które się do tego nadają- zwraca uwagę Siemieniako. - Tyle, że te mechanizmy nie działały i nie działają, i skoro sądy zawiodły nas, tworzymy sobie własne, takim jest Komisja. Rodzi się więc pytanie: w  przyszłości, gdy pojawi się podobny problem, znów będziemy tworzyć osobne, własne instytucje? To po co w ogóle nam sądy? Reprywatyzacja to też dyskusja na taki właśnie temat - podkreśla prawniczka.

Co teraz? Doszło do aresztowań urzędników. Toczą się sprawy, śledczy prowadzą działania. Jest projekt wyczekiwanej Dużej Ustawy Reprywatyzacyjnej. Czy lokatorzy już mogą czuć się bezpiecznie? Pokrzywdzonych zostało dziesiątki tysięcy ludzi. Pytana o to Siemieniako odpowiada: - To wszystko wygląda i brzmi obiecująco i my, ludzie Ruchów Lokatorskich też wiążemy z tym duże nadzieje. Natomiast chłodzę emocje i zwracam uwagę, że de facto żadna kamienica jeszcze nie wróciła do miasta dzięki działaniom Komisji, mimo tego, iż tak mówi jej przewodniczący Patryk Jaki. Decyzje Komisji są właśnie zaskarżane, a księgi nieruchomości nie są porządkowane.  To, co mówi Patryk Jaki, to jest nieprawda.

Całej rozmowy wysłuchacie w podkaście

DOSTĘP PREMIUM