Raport AI: Rządy UE zamieszane w przerażające nadużycia wobec uchodźców

Rządy państw europejskich współuczestniczą w stosowaniu tortur oraz nadużyć wobec tysięcy uchodźców i migrantów więzionych przez libijskie władze imigracyjne - twierdzi Amnesty International w opublikowanym właśnie raporcie "Libia, ciemna sieć zmowy".

AI opisuje w raporcie systemy nadużyć oraz sposoby wykorzystywania uchodźców i migrantów przez libijską straż przybrzeżną, czy władze kraju. Wszystko to przy wiedzy, a nawet aktywnym wsparciu europejskich rządów.

- W Libii trwa obecnie seria konfliktów. Kraj dotknął kryzys migracyjny, ekonomiczny, a przede wszystkim humanitarny. Libia stała się punktem dość ciemnym na mapie "Handel ludźmi, tortury i porwania" - mówi Aleksandra Fertlińska, koordynatorka kampanii Amnesty International. Najciemniejszym bohaterem najnowszego raportu AI jest jednak libijska straż przybrzeżna. Warto zadać pytanie, kto nią rządzi, bowiem Libia nie jest krajem, który obecnie ma jeden ośrodek władzy.

Kto naprawdę rządzi w Libii?

- Trzeba wziąć pod uwagę, że Libia ma niezwykle długa linię brzegową, a mamy podział na rząd Libii Wschodniej z generałem Hefterem oraz drugi rząd, w Trypolisie. ten drugi rząd ma zniesione embargo, przez co często dokonuje zakupów w Unii Europejskiej. Stawiam tezę, poprzedzoną badaniami i doświadczeniem oraz znajomością samego miejsca, że jest to rząd, który jest i Bractwem Muzułmańskim, wspieranym przez Al-Kaidę oraz przez Militie, czyli organizacje paramilitarne. Działają one wyłącznie w celach wzbogacenia się - dodaje Aleksandra Fertlińska.

Koordynatorka AI dodaje, że rząd w Trypolisie jest wykorzystywany przez te organizacje. - To są takie Służby Porządkowe, które polityków, nawet członków rządu porywają, ośmieszają publicznie, porywają im żony i dzieci, zmuszają do organizowania działalności przestępczej. Oczywiście można dywagować, czy niektórzy są zmuszani, czy sami chcą brać pieniądze w ten sposób, ale mówiąc o Libijskiej Straży Przybrzeżnej, mówimy właśnie o Militii - podkreśla ekspertka.

- Organizacje na linii brzegowej, między miastami Trypolis i Darna, to organizacje fundamentalistyczne, które składały nawet akces do dawnej Al-Kaidy. Współpracują z tzw. Państwem Islamskim, działają również z Konfederacją Plemion Zachodnich Afrykańskich w regionie Sahel, czyli na tzw. pasie turystyki terrorystycznej, gdzie zarabia się na przemycie czy handlu kobietami - dodaje Fertlińska.

Militie to nie są niestety jedyne grupy. Są też organizacje do nikogo nie podpięte, pod żaden rząd, działające po obu stronach, składające się z ludzi, których możemy nazwać  freelancerami. - Kupili sobie umundurowanie i naszywki, udają, że są Strażą Przybrzeżną. Więc często odbierają pomoc humanitarną, handlują ta pomocą, dogadują się np., z mafią sycylijską  w temacie ilu jeszcze potrzeba imigrantów w ośrodkach detencyjnych. I dostarczają tam tych ludzi. Do tego handel ropą, dziełami sztuki. Struktura mafijna. Terroryzm terroryzmem, ale z czegoś trzeba się utrzymywać

W przestępczym procederze uczestniczą też wojskowi najemnicy, czasem z tak egzotycznych krajów, jak Chiny czy Kolumbia, mający status Foreign Fighters, czyli zagranicznych bojowników walczących po każdej stronie konfliktu. Uczestniczą też w końcu sami Libijczycy, młodzi ludzie, chcący zwyczajnie zarobić pieniądze. - Widzimy więc, że sytuacja jest dość skomplikowana. A Libia jest ogromna, sześciokrotnie większa od Polski - zwraca uwagę ekspertka.

Wygoda Europy

Raport Amnesty International opisuje przede wszystkim 3 miasta: Zuwara, Sabratha i Az-Zawija, jako źródła handlu ludźmi, rozgrzany rynek ludźmi, rynek przerzutowy, jako główne punkty, w których te zjawiska występują. Ale raport wskazuje na jeszcze jeden element układanki - Unię Europejska.

- Pytanie brzmi: dlaczego, mając do czynienia z państwem, które trudno nazwać państwem, bo nie ma tam sprawującego kontrolę rządu, UE w swoich oficjalnych stanowiskach, dokumentach, w dalszym ciągu utrzymuje, że Libia jest strategicznym punktem, jeśli chodzi o politykę imigracyjną oraz że Libia jest miejscem, z którym UE chciałaby współpracować w rozwiązaniu trudnej sytuacji uchodźców - mówi ekspertka AI. - Mamy do czynienia z państwem, w którym nie można wskazać, kto sprawuję kontrolę, w kraju, w którym mamy do czynienia z ogromną siecią nielegalnych powiązań między różnymi podmiotami. Jeśli decydujemy się na współpracę w zakresie polityki migracyjnej z krajem, który nie ma podpisanej Konwencji Genewskiej, nie ma żadnej polityki azylowej, ale w tym momencie przetrzymuje tysiące migrantów politycznych i uchodźców - podkreśla Fertlińska.

Te osoby przebywają w ośrodkach detencyjnych, a tak naprawdę w miejscach przymusowego przetrzymywania, choć nie ma dowodu, ze popełniły przestępstwo. i nie mają żadnego środka odwoławczego, do tego nie ma państwowej kontroli nad tymi ośrodkami. Tak naprawdę te osoby skazane są na potworne cierpienia i naruszenia praw człowieka - dodaje ekspertka

Pytana, czy UE, w imię utrzymania własnej strefy komfortu dogaduje się obecnie z każdym w sprawie uchodźców, Fretlińska mówi: - Niestety, tak to wygląda, Mamy chwalone porozumienie z Turcją. Pokazywane jako sukces i przykład umowy, która zatrzymała napływ uchodźców do UE. I mamy też tworzące się na horyzoncie kolejne partnerstwo z Libią. W międzyczasie UE podnosiła kwestie współpracy z innymi krajami, już wewnątrz Afryki. To Sudan, Niger, Nigeria i tak dalej, choć nawet nie postawiła, jako pierwszego, punktu dotyczącego monitorowania sytuacji wewnętrznej, jakiegoś zapewnienia, że przestrzegane są tam prawa człowieka, że ludzie mogą czuć się tam bezpiecznie.

Obozy detencyjne czy koncentracyjne

W Libii funkcjonuje też Departament ds. Zwalczania Nielegalnej Emigracji. Jest to jednostka, która powstała w 2011 roku, wewnątrz kraju. Odpowiada za to, dokąd mają trafić konkretnie uchodźcy i nielegalni emigranci, których wyłapuje opisywana w raporcie straż przybrzeżna na morzu. - Niezgodnie z prawem nie przewozi ich do wybrzeży włoskich, tylko z powrotem do wybrzeży Libijskich. Mieliśmy w tej sprawie Wyrok Trybunału Praw Człowieka w 2012 roku. Mieliśmy wyrok, który definitywnie stwierdził w przypadku konkretnych osób, będącymi stronami tego pozwu, że w żadnym razie nie powinny być one przewiezione z powrotem do Libii, powinny trafić do Włoch. Niestety, libijska straż przybrzeżna w dalszym ciągu taki proceder stosuje, a złapane osoby trafiają do ośrodków detencyjnych zarządzanych przez Departament ds. Zwalczania Nielegalnej Emigracji - mówi drugi gość Jakuba Janiszewskiego, dr Magdalena el Ghamari z Pracowni Bezpieczeństwa Kulturowego Collegium Civitas. 

Dodaje, że będąc tam i obserwując sytuację, nie można mówić o żadnym innym prawie, niż prawo lokalne. - O konkretnym watasze, który rządzi danym obszarem, daną ulicą, to on dyktuje prawo - mówi koordynatorka AI. - A pamiętajmy też, że są organizację, które naprawdę chcą dobrze. Kuriozalne jest to, że bardzo ciężko odsiać tych, którzy chcą coś zrobić faktycznie i polepszyć sytuację, od tych, którzy się na tym wszystkim chcą wzbogacić.

Mówimy ładnie - ośrodki detencyjne. A niektóre z nich naprawdę wyglądają jak obozy koncentracyjne. W niektórych nie ma nawet zorganizowanego zrządzania. To barak, siatka, czasem siatka pod napięciem. Czasem to magazyn lub to pomieszczenia bez dachu, niezależnie od panujących warunków pogodowych. 

Jest popyt, jest podaż. I to jest główny problem - podkreśla dr Magdalena el Ghamari. - Spoglądając na dokumenty unijne, chociażby Deklarację Maltańską, podpisaną w zeszłym roku, w jednym z punktów czytamy że w ramach współpracy z Libią, mamy zawierać porozumienia ze społecznościami lokalnymi. Tak to się ładnie nazywa. A sprowadza się to do finansowania watażków - dodaje ekspertka z Collegium Civitas.

- Czy  będzie nadużyciem, jeśli powiemy, że w pewnym sensie Unia Europejska, dbając o to, by z Libii ludzie do Europy nie płynęli, finansuje coś na kształt terroryzmy, przemocy, mafii? - zapytał prowadzący audycję Jakub Janiszewski. - W obecnej narracji to nie są mocne słowa. Przekroczyliśmy już próg tego, co mówić wypada, czego nie wypada, i trzeba mówić tak, jak jest. Unia Europejska wysyła broń, to o czymś świadczy. Wysyłanie tam pomocy humanitarnej tylko pogarsza tę sytuację i o tym też należy mówić.

Całej rozmowy posłuchacie  w podkaście.

"Senatorze, jeszcze możesz!" - manifestacja przed Senatem

DOSTĘP PREMIUM