"Morawiecki, jak uczniak, zrobił sobie wagary. A w Brukseli czekano, co powie nowy premier"

"Zapewne wielu zadawało sobie pytanie, czy już tak musi być, że jak ktoś z Polski, to szykuje się niespodzianka?" - mówiła w TOK FM Ewa Kopacz argumentując, dlaczego premier Morawiecki nie powinien był skracać swojej dzisiejszej wizyty w Brukseli.

Szef polskiego rządu wyjechał dziś z Brukseli, przed zakończeniem rozmów wszystkich przywódców Unii Europejskiej. Poinformowano, że miał w tym czasie zaplanowane pilne spotkania, czekały też na niego ważne dokumenty.

Mateusz Morawiecki wziął udział w sesji dotyczącej strefy euro i wyjechał, zanim unijni przywódcy podjęli decyzję, w sprawie zielonego światła na przejście do kolejnego etapu rozmów ws. Brexitu.

Tak, jak uczniak zrobił sobie wagary. Szkoda tylko, że z tak poważnych lekcji. Mówiło się o Brexicie, a pamiętajmy, że w Wielkiej Brytanii w tej chwili mieszka i pracuje blisko 2 miliony Polaków, dla których to bardzo istotne. Dla nich samych i dla ich rodzin, których znacząca część mieszka w Polsce. Jeśli w Polsce było coś ważnego do zrobienia, to sądzę, że mogło jednak poczekać te dwie godziny

- mówiła w audycji "Wywiad polityczny" była premier Ewa Kopacz.

I dodała, że Morawiecki miał dziś szansę na spektakularny debiut, bo z doświadczeń byłej szefowej polskiego rządu wynika, że większość uczestników z uwagą wsłuchiwałaby się w głos nowego premiera z Polski.

Jego nieobecność pewnie spowodowała, że ci, którzy byli tam obecni zaczęli zadawać sobie pytanie: czy to już tak musi być, że kiedy ktoś z Polski to zawsze jest jakaś niespodzianka?

- mówiła była premier.

- Ale z drugiej strony przyznajmy, że często zdarza się, iż niektórzy przywódcy skracają swoją obecność na szczytach - oponowała prowadząca rozmowę Karolina Lewicka.

- Tak, ale ci, którzy są po raz pierwszy raczej pilnują tego. Tak przynajmniej wynika z moich obserwacji: że nowych przywódców wita się serdecznie i z uwagą słucha się tego, co mają do powiedzenia - wyjaśniała była premier.

Lewicka podkreślała także, że jako swojego reprezentanta na szczycie premier Morawiecki wybrał premiera Węgier, Viktora Orbana, choć mógł poprosić o to przewodniczącego Rady Europejskiej - Donalda Tuska.

- Tego jednak nie zrobił. Nie znalazł także podczas dzisiejszego szczytu czasu, by spotkać się z Tuskiem. Mimo, że w liście gratulacyjnym, przesłanym po wyborze Morawieckiego, przewodniczący Tusk wyraził nadzieję na takie spotkanie. Tusk mówił potem, że mimo dotychczasowego braku reakcji na jego zaproszenie nadal jest gotowy na spotkanie, zarówno w Brukseli jaki i w Polsce - przypominała dziennikarka.

- Brak reakcji na takie zaproszenie świadczy o tym, że jednak Morawiecki jest wykonującym polecenia z tego obozu, który go mianował na stanowisko prezesa Rady Ministrów. A niechęć tego obozu do Donalda Tuska jest już wręcz przysłowiowa - puentowała Ewa Kopacz.

"Nowy premier zaczął w Brukseli bez znieczulenia. 'Morawiecki obraził prezydenta Macorna'">>>

Całej rozmowy wysłuchasz w podkaście:

DOSTĘP PREMIUM