Nowy pomysł Ministra Zdrowia. Lekarze muszą posiąść dar bilokacji...

Na dwóch, trzech a nawet czterech oddziałach będzie mógł pracować ten sam lekarz w tym samym czasie - taki pomysł ma Ministerstwo Zdrowia. Szef resortu zapewnia, że nie odbije się to na pacjentach - lekarze mówią coś dokładnie odwrotnego.

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt rozporządzenia, które ma być odpowiedzią na braki kadrowe w placówkach po tym, jak lekarze masowo wypowiadają klauzule opt-out: to umowy, które umożliwiają im pracę ponad standardowy wymiar 48 godzin tygodniowo. Jak pisaliśmy już wielokrotnie: prawdziwą skalę problemu poznamy po Nowym Roku, bo wtedy właśnie zacznie brakować lekarzy, którzy zrezygnowali z opt-out, już teraz jednak wiadomo, że problemy z brakiem lekarzy, zwłaszcza w niektórych placówkach, będą ogromne.

Zaproponowane przez resort zmiany mają uelastycznić czas pracy lekarzy, tylko co to konkretnie oznacza?

- To jest danie do ręki bacika, którym dyrektorzy będą mogli jeszcze bardziej poganiać lekarzy - mówi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz i zapowiada zdecydowane protesty samorządu lekarskiego. Jego zdaniem propozycje ministra prowadzą do tego, że na przykład anestezjolodzy, których już teraz jest za mało, będą jednocześnie pracować na blokach operacyjnych, ale też obsługiwać ginekologię, intensywną terapię czy jakikolwiek inny oddział.

- Proszę sobie wyobrazić co się stanie, kiedy dojdzie do sytuacji, w której w dwóch miejscach na obu oddziałach lekarz będzie potrzebny by ratować życie - pyta retorycznie Marcin Sobotka z porozumienia rezydentów.

Minister odpowiada, że zmiany są wynikiem dostrzeżenia pewnych niepotrzebnych "obostrzeń"

Będzie lepiej, a nie gorzej zapewnia Radziwiłl

W niektórych miejscach wymagania przepisów dotyczących organizacji pracy są wygórowane w stosunku do rzeczywistych potrzeb. Nikt nie mówi tutaj o obniżeniu jakości, żeby nowe regulacje mogły zagrozić czyjemuś bezpieczeństwu - absolutnie nie ma takiej możliwości, natomiast dajemy możliwość dyrektorom szpitali, by zorganizowali tę pracę w sposób adekwatny do tego jakie są rzeczywiste potrzeby a zarazem możliwości

- mówił dziś minister zdrowia Konstanty Radziwiłł z jednej strony przyznając także, że lekarze mają prawo nie pracować więcej niż pozwalają im siły, ale z drugiej krytycznie oceniając organizacje lekarskie, które wzywają lekarzy, by wypowiadali umowy opt-out.

Do tej pory obsada oddziałów była uważana za odpowiednią i chyba nikt nie twierdził, że lekarze się nudzą. Nagle, dwa tygodnie przed tym, jak kilka tysięcy lekarzy przestanie pracować w oparciu o klauzulę opt-out i trzeba będzie jakoś załatać dziury w grafiku, by szpitale w ogóle mogły funkcjonować, minister takie "luzy kadrowe" dostrzegł. Dodajmy, że z projektu rozporządzenia wynika, iż jeśli przy szpitalu jest przychodnia to lekarze będą mogli łączyć porady w niej z pracą na szpitalnym oddziale.

Lekarze przekonują, że nie zgodzą się na taką pracę, a w związku z tym nie wiadomo, czy dyrektorom uda się od pierwszego stycznia załatać dziury po tych lekarzach, którzy zrezygnowali z nadliczbowych dyżurów i wypowiedzieli klauzulę opt -out.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM