Eksperci o kryzysie w Iranie: "Rewolucji nie będzie", "Nie wykluczam wojny domowej"

W trwających od 28 grudnia tygodnia protestach w Iranie zginęło 21 osób, setki zatrzymano. "Dane o zabitych są szczątkowe, a wielu zatrzymanych nigdy już nie wyjdzie na wolność. Oni 'zaginą'" - mówił w TOK FM dr Robert Czulda z Uniwersytetu Maryland.

Wg doniesień z Iranu protestują tam głównie ludzie młodzi, wśród których panuje bardzo wysokie bezrobocie. Oficjalne dane mówią o 20 proc. bezrobociu, ale według nieoficjalnych źródeł może ono nawet przekraczać 50 procent.

Demonstracje mają miejsce przede wszystkim w miastach niż Teheran. Protesty zaczęły się od haseł odnoszących się do wysokich cen, galopującej inflacji i powszechnej w Iranie korupcji. Ale później pojawiły się hasła i postulaty polityczne, niektóre wprost nawołujące do obalenia obecnej władzy.

- Osób zabitych i aresztowanych jest zapewne dużo więcej, niż mówią oficjalne dane, bo i te informacje są jedynie szczątkowe - mówił dr Robert Czulda z Uniwersytetu Maryland, gość audycji "Światopodgląd".

Część osób, które zostały aresztowane, na wolność już nigdy nie wyjdzie, one 'zaginą'. Tak było w 2009 roku, kiedy część osób zatrzymano i do tej pory tych osób nie ma. One zostały zamordowane. Tak zapewne będzie także i teraz

- ocenił. ekspert.

Jak mówił dr Czulda, do fali protestów informacja rządu o zwiększeniu cen produktów spożywczych i paliwa, od przyszłego roku wg kalendarza perskiego; to stało się iskrą inicjującą protesty.

Jak podkreślał Czulda podłoże gospodarcze protestów jest bardzo istotnym fundamentem protestów, bo ludziom w Iranie żyje się coraz gorzej, ponadto nie ma ani reform gospodarczych ani otwarcia na świat - i to przelało czarę goryczy.

Władze Iranu zareagowały typowo

Zdaniem gościa "Światopodglądu", reakcja najwyższego przywódcy Iranu - Ali Chameneiego, czyli obarczanie Zachodu, oraz oczywiście Arabii Saudyjskiej i Izraela, jest typową reakcją władz irańskich. Na ogół odpowiedzialność za niepożądane zdarzenia przypisywana jest imperialistom zachodnim, to typowa narracja.

W pierwszych dniach w zeszłym tygodniu, kiedy dochodziło do protestów, hasła były wymierzone w prezydenta Hasana Rouhaniego. A zatem protesty w pierwszym dniu zostały zainicjowane przez konserwatystów. Natomiast w kolejnej fazie demonstracje wymknęły się spod kontroli i pojawiły się hasła dużo większego już kalibru - 'śmierć dyktaturze', 'śmierć dyktatorowi' - czyli właśnie najwyższemu przywódcy

- mówił dr Czulda dodając, że w jego opinii wydaje się, że po części władza jest zaskoczona sytuacją. Bo nie spodziewała się, że protesty mogą wybuchać w miastach czy nawet wsiach, które do tej pory były konserwatywne; takich jak Meszhed czy Kom.

- Trzeba przypomnieć, że Kom jest miastem skrajnie konserwatywnym. To centrum duchownych, czyli osób powiązanych z reżimem. A zatem wybuch protestów w takim miejscu jest czymś kompletnie niespotykanym - podkreślił ekspert z Uniwersytetu Maryland.

Jak stwierdził gość TOK FM, prezydent Iranu wzywa do jedności, ale najważniejsze są decyzje Najwyższego Przywódcy, bo to jemu podlegają wszystkie struktury siłowe, czyli policja czy Korpus Strażników Rewolucji. Ponadto nie dość, że zdolność prezydenta Hasana Rouhaniego do reakcji jest ograniczona, to jeszcze on sam raczej nie będzie chciał pacyfikować ludności, w obawie o utratę politycznego poparcia.

Jest on bowiem postrzegany jako reformator, a gdyby reformator zaczął strzelać do ludzi na pewno nie zostałoby to dobrze odebrane przez wyborców. W Iranie parlament i prezydent są wybierani demokratycznie.

"Ojca narodu", który mógłby wystąpić w roli mediatora, nie ma

- Obecne protesty to protesty bez liderów. To nie jest tak, jak w 2009 roku, kiedy ludzie wychodzili na ulice w obronie swojego kandydata. Teraz takie nazwiska się nie pojawiają. Czy w ogóle może być jakiś polityk, przywódca, który niejako zaopiekuje się,  spróbuje wejść w dialog z tymi protestującymi? - pytała prowadząca rozmowę Agnieszka Lichnerowicz.

- Obecnie takiej osoby nie ma. Być może kimś takim mógłby być były prezydent Rafsandżani, który był konserwatystą ale też reformatorem. Ale on już nie żyje. Chyba nie ma w Iranie osoby, która mogłaby wystąpić w roli takiego "ojca narodu" - odpowiedział dr Czulda.

- Irańska scena polityczna jest bardzo podzielona. Mamy bardzo wyraźnie nakreślone dwa obozy: tzw. umiarkowanych konserwatystów, tzw. reformatorów czy reformistów i obóz konserwatywny. Relacje pomiędzy tymi obozami są bardzo napięte. Ale to konserwatyści mają władzę nad strukturami siłowymi, nad sądami, nad wojskiem, nad policją i tej władzy nie zamierzają oddać.

Ekspert dodał, że w jego opinii, demonstracje szybko się nie skończą, choć część osób, kiedy protesty przybrały wymiar polityczny, po prostu z nich się wycofała. Bo wiele osób w Iranie boi się, iż eskalacja napięcia doprowadzi do wybuchu wojny domowej i kraj stanie się drugą Syrią.

Widzę tutaj dwa scenariusze, oba są dla Irańczyków niekorzystne. Albo władzy uda się stłumić te protesty siłą, co jest możliwe, bo tak było w 2009 roku. Albo, co mało prawdopodobne, że państwo to upadnie

- mówił dr Robert Czulda. I podkreślił, że  miliony Irańczyków chcą istniejącego systemu i z pewnością nie jest tak, że wszyscy występują przeciwko republice islamskiej. Wiele osób chce ten system zachować, ale zreformować go: nie chcą korupcji, niesprawiedliwości, chcą by prawo tego kraju było przestrzegane.

Ekspert kreślił też inny scenariusz: że obecni decydenci odchodzą. Podkreślał, że trzeba pamiętać iż oni nie znikną, podział polityczny będzie trwał, co może zaowocować albo podziałem Iranu albo wojną domową.

Całej rozmowy wysłuchasz tutaj:

Uważam, że w Iranie rewolucji nie będzie - mówiła tymczasem w TOK FM Jagoda Grondecka.

Iranistka z "Kultury Liberalnej" przyznawała wprawdzie, że w kraju tym rośnie bardzo duże niezadowolenie społeczne, wywołane przede wszystkim czynnikami ekonomicznymi: - Ale Bliski Wschód, Iran nie jest tu wyjątkiem, jest wręcz królestwem ekonomii politycznej: granica pomiędzy ekonomią i polityką jest bardzo niejasna, te sfery są ze sobą mocno powiązane.

Irański ustrój, który panuje od rewolucji w 1979 roku jest na tyle silnie umocowany i ma na tyle silne struktury jak np. Korpus Strażników Rewolucji Muzułmańskiej, że nie widzę na ten moment możliwości dużego przewrotu politycznego w Iranie

- oceniła Grondecka. I dodała, że Irańczycy mają parlament i prezydenta, wybierają ich w demokratycznych wyborach, natomiast na czele tego państwa stoi tzw. najwyższy przywódca, teraz ajatollah Ali Chamenei. Ale wielu Irańczyków, zwłaszcza ze starszego pokolenia z sentymentem wspomina czasy rządów szacha, przede wszystkim jako czas, kiedy Iran miał, co jest w kulturze perskiej bardzo istotne, pewną dumę i godność narodową.

Ekspertka wyjaśniała, że po rewolucji z 1979 roku na Iran zostały nałożone międzynarodowe sankcje. Oficjalna propaganda państwowa twierdziła, że zła sytuacja ekonomiczna kraju jest konsekwencją tych właśnie sankcji.

Jednak kiedy w 2015 Rouhaniemu udało się podpisać tzw. umowę nuklearną i doprowadzić w ciągu następnych kilku miesięcy do zniesienia z Iranu sankcji ludzie spodziewali się, że ich sytuacja ekonomiczna zacznie się poprawiać. Tak się jednak nie stało, dlatego Irańczycy przeżywają teraz bardzo poważny kryzys oczekiwań, zwłaszcza że nie wszystkie grupy w Iranie popierały porozumienie nuklearne i obecna sytuacja ekonomiczna staje się wodą na młyn tych tzw. "twardogłowych".

Moim zdaniem, najbardziej prawdopodobne jest to, że frustracja społeczna będzie narastała, co jakiś czas będziemy mieli do czynienia z kolejnymi falami protestów. Rząd będzie próbował wyjść im naprzeciw, tworząc pewne inicjatywy społeczne, stwarzając nowe miejsca pracy. Natomiast z żadnej strony nie dojdzie do jakichś bardziej radykalnych zmian

- mówiła Jagoda Grondecka. Jednak, jak dodała iranistka, mimo iż w obecnych protestach pojawiają się hasła antyrządowe, które wręcz nawołują do obalenia "dyktatury", to demonstracje te nie przerodzą się w rewolucję. Między innymi dlatego, że nie mają przywódców.

Całej rozmowy z Jagodą Grondecką posłuchasz tutaj:

O sytuacji w Iranie także rozmowa z dr Ludwiką Włodek:

W Afryce nie ma wojen, Francja nie przyjęła uchodźców zgodnie z ustaleniami. Teorie posła Kukiz 15

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM