Filmoznawca o "Koronie królów": Z całym szacunkiem "Wiedźmin był gorszy"

- Raz twórcy zdają się pamiętać, że to tylko taki bardziej rozbudowany Teatr Telewizji i do tego dopasowują scenografię i różne umowności, ale z drugiej strony od czasu do czasu próbują przeskoczyć w omnipotencję wysokobudżetowego serialu. Jedna wielka niekonsekwencja - mówił w TOK FM dr Łukasz Jasina.

Najnowsza produkcja historyczna TVP "Korona królów" to miała być wielka saga o królewskiej rodzinie, stworzona na wzór tureckiego "Wspaniałego stulecia", czy wręcz "Gry o tron". Serial kostiumowy miał opowiadać o kulisach władzy Kazimierza Wielkiego, reżyseruje go Wojciech Pacyna, a scenariuszem zajęła się Ilona Łepkowska. Oczekiwania były wielkie, ale już po pierwszym odcinku na twórców serialu posypały się gromy.

- Taniość nie jest największym problemem tego serialu. Choć z całym szacunkiem "Wiedźmin" był gorszy - stwierdził w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u", dr Łukasz Jasina, historyk i filmoznawca. Przypomniał jednocześnie o długiej tradycji polskiego Teatru Telewizji, gdzie sceny są równie umowne, a scenografia równie biedna, tyle że całość broni się dzięki grze aktorskiej czego w najnowszej produkcji niestety brakuje.  

Koncertowo zmarnowane...

- Ja rozumiem, że jeśli jest 200 tys. zł na odcinek serialu historycznego, to tylko ktoś nierozsądny, pozbawiony elementarnego poczucia przetrwania podejmie się produkcji serialu historycznego z takim budżetem. Ale jak już się ktoś tego podjął, to mógł stwierdzić, że skoro nie ma pieniędzy, to chociaż zainwestuje w grę aktorów i reżysera. A tu nie ma. Za to mamy teksty deklamowane jak na akademii szkolnej przez siedmioletnie dzieci. Ci aktorzy po prostu chyba nie wiedzieli w jakim serialu grają  - ironizował dr Jasina.

A co z dramaturgią? - Kiepsko. Kazimierz Wielki był szalenie przystojny i można było oprzeć cały serial na romansach króla i polityce. Sam fakt koncertowego zmarnowania końcówki panowania Władysława Łokietka - dzieciaki oglądając serial nie zrozumieją czemu Łokietek był wielkim monarchą i "zrobił nam ten kraj", bo jawi się jako zramolały dziadek. Ale spokojnie wiele jest jeszcze w produkcji - ocenił  gość Pierwszego Śniadania w TOK-u.

Dodał, że ogromną wadą tego serialu jest jedna wielka niekonsekwencja. - Raz twórcy zdają się pamiętać, że to tylko taki bardziej rozbudowany Teatr Telewizji i do tego dopasowują scenografię i różne umowności, ale z drugiej strony od czasu do czasu  próbują przeskoczyć w omnipotencję wysokobudżetowego serialu. Gdyby od początku określono, co to właściwie jest i zafundowano nam "Wspaniałe stulecie" (Turecki serial kostiumowy opowiadający o życiu sułtana Sulejmana Wspaniałego - red.) -  czyli scenografia bez przesady, to byłby serial, który pasowałby do seriali, powstających na zachodzie - ocenił filmoznawca.

Możemy dziś się śmiać...

I zasugerował, że wystarczyło na początku stwierdzić, że będzie taniość i umowność, ale dobra gra aktorska i to by wystarczyło. Być może pierwsze odcinki by i tak to hejtowano, zwłaszcza ta bardziej lewicowa część społeczeństwa, ale potem ludzie zaczęliby to doceniać. 

- Ja zacząłem i już będę oglądać, to najbardziej MEMogeniczny serial. Kostiumy są chyba dają tu największe pole do tworzenie memów - plastikowa korona, gdzieś tam migające trampki, jeansy u aktorów czy modlitwa "Zdrowaś Mario", której po prostu wtedy jeszcze nie było

- punktował prowadzący Poranek TOK FM Piotr Maślak.

Jednak jak przypomniał Jasina, gusta widzów się zmieniają. - "Życie na gorąco" Andrzeja Konica, miało kiedyś dokładnie taki status i były nawet interpelacje posłów w ówczesnym PRL-owskim sejmie, jak można marnować na to pieniądze, a po 30-latach ten serial jest kultowy.   Więc możemy się dzisiaj śmiać, a za 10 lat to może być kultowy serial powtarzany nawet w TVP Kultura - mówił.

"Korona Królów" - drugi zwiastun

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM