XXI w. w kraju Solidarności: konflikt o herbatę, toaletę. Czy Sroczyński dałby radę w Amazonie?

- Czy gdybym ja - z marszu - poszedł z panią do pracy, i chciał zapakować w ciągu godziny 60 worków z ziemią, to dałbym radę? - pytał Grzegorz Sroczyński Magdę Malinowską, filozofkę, działaczkę związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza i pracowniczkę polskiego oddziału Amazona.

Co filozofka robi w Amazonie?

Pracuję ponieważ filozofia jest takim kierunkiem, że jeśli nie zostaje się na uczelni, to ciężko jest znaleźć pracę. Pracowałam wcześniej zagranicą, także w sektorze logistycznym, dlatego po powrocie stwierdziłam, że spróbuję swoich sił w Amazonie. Trochę z ciekawości. Trochę dlatego, że brakowało mi kilku miesięcy, by potem pójść na zasiłek, i chciałem te miesiące przepracować w Amazonie. Tak się stało, że dosyć szybko dostałam stałą umowę o pracę. I byłam tak zadowolona z faktu, że dostałam taką stała umowę, że pracuję już tam 2,5 roku.

Pakuję paczki, które dalej idą do klienta.

Ile paczek dziennie musi pani spakować?

To zależy: od kilkudziesięciu do ponad stu na godzinę. Jest to przeliczane na ilość produktów, które spakuje się w przeciągu godziny. Na różnych działach różnie to wygląda. Wczoraj musiałam przepakować 60 produktów na godzinę, to były duże produkty - np. głośniki, duża paczka pampersów, worek z ziemią.

Momencik. 60 worków z ziemią albo 60 par głośników na godzinę?

Tak. Ale to nie jest miarodajne. My negujemy ten system oceny pracownika, poprzez takie normy. Bo są sytuacje, że ma się czasem w ciągu godziny 60 paczek np. pampersów które nie są ciężkie, a inna osoba w tym samym czasie musi spakować np. worki z ziemią czy karmę dla kota, które są ciężkie. Ale system, dlatego że jest liczony według algorytmów, nie podchodzi indywidualnie do pracownika. Ten system kreowania norm jest dosyć skomplikowany, nikt go do końca nie rozumie i nie umie wytłumaczyć Nie zostało nam to nigdy wyjaśnione przedstawione. Kiedyś moja koleżanka dopytywała się o to, ale uważane jest to za tajemnice firmy.

Czy gdybym ja - z marszu - poszedł z panią do pracy, i chciał zapakować w ciągu godziny 60 worków z ziemią w ciągu godziny, to dałbym radę?

Tak. Osoby mniej doświadczone są w stanie wyrobić normy. Ale miałby pan niższe normy niż osoby dłużej pracujące. Przekłada się to na to, że osoby które długo pracują mają problem z wyrobieniem norm, są coraz bardziej zmęczone pracą, a normy rosną. Dlatego zgłaszają się do nas z informacjami, że dostają negatywne oceny, jako pracownicy, choć wcześniej normy wyrabiali.

I wtedy "zużyty" pracownik idzie na zielona trawkę...

Dokładnie. Uważamy, że to polityka firmy, by tych zużytych pracowników się jakoś pozbywać. Czy informować że to czas na odejście z pracy.

Paczka na minutę, to straszne tempo. Ile godzin pani pracuje?

Pracujemy w systemie 10-godzinnym. Mamy półgodziną przerwę niepłatną, która nie jest wliczana do czasu pracy, czyli de facto jesteśmy w pracy 10,5 godziny. Płacą nam za 10 godzin.  Mamy też dwie15-mnutowe przerwy płatne. Te 15-minutowe przerwy skracane są do 10 minut, bo pozostałą część trzeba przeznaczyć na dojście np. do kantyny czy palarni, jak ktoś pali.

Pytam, bo próbuję siebie postawić w takiej sytuacji. Czy wtłoczenie w takie ramy - dla pani też jako osoby, która skończyła studia, pewnie żyła innym rytmem - to jest bardzo obciążające?

Samo pakowanie paczek nie jest tak bardzo obciążające, jak to że trzeba się podporządkować rytmowi zmianowemu. Raz pracujemy w systemie dziennym, raz w nocnym. To odbija się na zdrowiu pracowników.

Czytam w jednym z wywiadów, jak pracownik Amazona mówi, że oficjalnie musi zgłosić wyjście do toalety menadżerowi. Ale często go nie ma - jeśli na własną rękę ktoś pójdzie, że to kończy się naganą. Nagana za wyjście na siku? To prawda?

Bierze się to stąd, że pracownik nie tylko w Amazonie, nie powinien odchodzić od swojego stanowiska pracy i poddawany jest bardzo ścisłej kontroli . My jako związek zawodowy, z tą kontrolą staramy się walczyć. To jest najczęściej punkt konfliktu między pracownikami a kadrą kierowniczą. Czasami więcej jest konfliktów, o te momenty, kiedy pracownicy są kontrolowani, niż o same płace.

Czyli o rodzaj godności?

Ludzie chcą czuć się podmiotowo, czuć że mogą sami zdecydować czy idą do toalety, i nie będą się musieli z tego tłumaczyć. Szczególnie dla kobiet jest to często urągające godności.

Jest tak, że jeśli ktoś ma pecha, w jakiś sposób podpadł, albo nie było go za długo przy stanowisku, może dostać naganę. Ale to nie zdarza się często. Częściej jest to upomnienia słowne, zwrócenie uwagi. Jeśli ktoś idzie do toalety na 5 minut, to rzadko się zdarza, żeby poniósł za to konsekwencje. To jest bardzo szeroki temat te toalety...  Ostatnio mieliśmy konflikt o picie herbaty. Okazało się, że pracownicy mogą wyjść do kantyny w czasie przerwy, ale jest problem, jeśli chcą wyjść w czasie pracy i napić się czegoś ciepłego. Okazało się, że to jest osią konfliktu, bo można wyjść i napić się czegoś zimnego, ale picie ciepłego jest nieregulaminowe.

Co się stało? Jak wyglądał konflikt o herbatę?

Konflikt skończył się upomnieniami słownymi, na szczęście. Ale my z koleżanką miałyśmy kiedyś sytuację, kiedy nasze wyjście do toalety skończyły się naganami. Uważamy ze to dlatego, że jesteśmy ze związku zawodowym. Muszę być w porządku w stosunku do firmy - to nie jest standardowa procedura, którą Amazon stosuje wobec pracowników, którzy wychodzą do toalety.

Amazon jest przykładem, mówimy o pewnych mechanizmach. Jak państwo słyszycie: konflikt o herbatę, o pójście do toalety. I nikt nie sprawdzał, czy idzie się na siku czy coś więcej, bo to człowiek sam zaczyna w ten sposób myśleć.

I to jest najgorsze. Wspomniałam już o tej herbacie w innej audycji, to było w kilka godzin po tym, jak ta sytuacja się wydarzyła. I potem do związku dostaliśmy pismo z prośbą o upomnienie mnie, żebym następnym razem bardziej dokładnie przedstawiała sytuację z herbatą. Bo przedstawiłam ją nie dość dokładnie, że nie wytłumaczyłam wszystkiego. na przykład tego, że pracownicy dostają bidony i mogą z tych bidonów pić w czasie pracy np. wodę.

Czy jak pracownik pójdzie na 5 minut napić się herbaty, to jakaś maszyna kogoś przejedzie? W czym problem?

Problem jest w opuszczaniu stanowiska pracy.

A jak opuszcza się, to coś się stanie?

Oficjalnie jest tak, że mógłby się coś stać, a menadżer nie wie gdzie jest pracownik np. w sytuacja alarmu.

Chodzi oczywiście o dyscyplinę, żeby pracownik był podporządkowany kadrze kierowniczej, podporządkowany pracy i wiedział kiedy może wyjść na przerwę, a kiedy nie może.

Czemu to służy? Jaki jest zysk firmy? Pytam zupełnie cynicznie.

Nie chodzi o zyski, chodzi tylko o podporządkowanie pracowników. Żeby czuli, że jest nad nimi kontrola i muszą się firmie podporządkować. Bo jak nie będą tego czuli, to poczują się za silni. I na przykład, będą za często wychodzić do toalety. A tak to każdy wie, gdzie jest jego miejsce.

Ale jak słyszę o tym, że w XXI wieku w Polsce, w kraju Solidarności, jest konflikt o herbatę, konflikt o siku, to trochę.... Wiem że tak jest, ale jak to od pani słyszę, od osoby która w tym siedzi, to mi ręce opadają.

To nie jest tak, że takie sytuacji nie spotykają się z oporem. Jak ludzie mają pecha, to dostają upomnienie. Ale zwykle udaje się.

Ale atmosfera, że pracownik się w ogóle zastanawia się nad tym, że  takie wyjście może spowodować dla niego konsekwencje, jest chora. Rozmawiamy o konfliktach o herbatę i toaletę, a powinniśmy o układach zbiorowych.

Dokładnie. Konflikty o herbatę to absurd tej sytuacji. To konflikt na poziomie przedszkola, a nie zakładu pracy, w którym pracują dorośli ludzie. To jest coś co bardzo nas boli, że jesteśmy w kraju na poziomie konfliktu o herbatę i wyjście do toalety.

Jeszcze raz zapytam: jaką korzyć z tego zdyscyplinowania pracownika odnosi firma? Chyba nie to, że pracownicy są przywiązani do firmy. Bo pewnie nie są, bo ich to wkurza; nie lubią firmy, która takie rzeczy im robi. Jakie są zyski z takiego systemu, dla tego kapitalisty, który siedzi na górze? Bo ja tego nie rozumiem.

Zyski są takie, że ma on po prostu zdyscyplinowaną siłę roboczą, która nie tylko nie idzie na herbatę, ale w końcu faktycznie zaczyna wierzyć, że nie może opuszczać swojego stanowiska pracy.

A jakby miał siłę roboczą, która wie, że może opuścić stanowisko pracy?

To miałby protesty robotnicze, ludzi którzy organizują wiece. Przede wszystkim ludzi którzy rozmawiają ze sobą i tworzą wspólnotę, wymieniają się informacjami/. A ludzie czują się wtedy pewniej, czują się silniejsi.

Chodzi pan o mediach, mówi trudne rzeczy dla firmy i nadal jest pani tam zatrudniona. Nie wylali pani. Dlaczego?

Amazon stara się przestrzegać przepisów. I faktycznie jest tak, że nikt z naszych bliskich znajomych - poza jedną osobą - nie został wyrzucony za działalność związkową.

Niekiedy wydaje się, że łatwiej jest działać w małych zakładach. Ale w takich zakładach które nie mają presji ze strony opinii publicznej, które są mniej znane, którym nie zależy by podtrzymać swoje dobre imię, to tam trudno się zorganizować. I ludzie tracą pracę za założenie związku zawodowego. Firmy które są pod obstrzałem mediów, dbają o swój wizerunek, to starają się nie przekraczać granicy, której wiedzą że przekroczyć nie powinny

Lepiej było pracownikom w III RP czy w państwie PiS?

Szczerze mówić, jeśli skupimy się na samej pracy, to nie ma super widocznej różnicy. Teraz faktycznie jesteśmy w momencie kiedy mówi się o koniunkturze, spadku bezrobocia, więc pracownicy mogą poczuć się pewniej. Także pracodawcy czują presję, nie lubię tego słowa "pracodawcy" - szefowie, zarządcy zakładów - czują, że pracownicy mają coraz więcej pewności na rynku pracy. 500 plus też spowodowało, ze rodziny mają stały dochód i mogą poczuć się pewniej na rynku pracy. Nie trzymać się kurczowo najgorszych prac, które musieli wykonywać, by mieć jakiś dochód.

Sytuacja się poprawiła, ale w dalszym ciągu nie jest kolorowa. W dalszym ciągu w wielu sektorach mało zarabiamy. W dalszym ciągu bardzo dużo pracujemy, bo Polacy są jednym z  najdłużej pracujących narodów.

Mam nadzieję, że to stanie się kluczowym postulatem ruchu pracowniczego na najbliższe lata. Mam nadzieję, że kolejne rządy - i opozycja - wezmą to sobie do serca, żebyśmy mogli w końcu trochę więcej życia poświęcić siebie, rodzinie, swojemu rozwojowi.

Całej rozmowy Grzegorza Sroczyńskiego z Magdą Malinowską wysłuchasz dzięki podcastowi:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM