PiS gra na czas, jak Orban. Ale ustępstw wobec KE pewnie nie będzie. "Elektorat by nie zrozumiał"

- To było ważne spotkanie. Ale bez przełomu. Nie spodziewałbym się, żeby w ciągu kilku tygodni jakiś znaczący przełom był - tak spotkanie Juncker-Morawiecki ocenił w TOK FM, politolog dr Kamil Zajączkowski. Do poprawy relacji z Brukselą potrzebne są ustępstwa ze strony polskich władz. A takich rozwiązań, wg eksperta, trudno się spodziewać.

Spotkanie szefa Komisji Europejskiej z polskim premierem trwało ponad dwie godziny. I nie było ostatnim, Jean-Claude Juncker i Mateusz Morawiecki mają spotkać się ponownie.

- Panowie wymienili swoje zdania, argumenty. Ale trudno oczekiwać, żeby po jednym spotkaniu nastąpił przełom. To było istotne, ważne spotkanie. Ale bez przełomu - komentował w TOK FM dr Kamil Zajączkowski, politolog z Centrum Europejskiego  Uniwersytetu Warszawskiego.

Ekspert podkreślił, że szanse na złagodzenie napięcia między Brukselą i Warszawą może przynieść jedynie wycofanie się przez PiS z pomysłów dotyczących wymiaru sprawiedliwości.

- Z moich nieoficjalnych informacji wynika, że polski rząd nie zaproponuje nic innego. Powiem przewrotnie: Polska może nawet uzyskać to co chce, w nowym budżecie unijnym, ale KE nie chodzi o pieniądze, ale o zasadę praworządności, o jeden z fundamentów UE. Mamy już zmianę premiera, mamy wyrzucenie Antoniego Macierewicza i wydaje mi się, że twardy elektorat PiS nie zrozumiałby ustępstw wobec Brukseli. I PiS nie zgodzi się na jakiekolwiek ustępstwa, nawet techniczne ustępstwa, względem Komisji Europejskiej.

Zapatrzeni w Budapeszt

Zdaniem dr Zajączkowskiego, starając się ocieplić nieco relacje z Brukselą, rządzący idą tropem wyznaczonym przez Victora Orbana.

- Tu jest istotna zmiana między tym co prezentuje premier Morawiecki, a rządem Beaty Szydło. Czyli dialog, intensywne rozmowy. Po konferencji prasowej w Brukseli premier Morawiecki udzielił kilku wywiadów stacjom polskim i zagranicznym, to jest coś podobnego jak to, co robił Orban: jeździł i tłumaczył. Drugi sposób Orbana: ustępstwa w pewnych kwestiach. Ale nie sądzę żeby PiS poszedł na ustępstwa - podkreślił gość Jakuba Janiszewskiego.

A skoro rządzący Polską nie wycofają się ze swoich kontrowersyjnych projektów, to KE nie wycofa się ze wszczętego w grudniu postępowania z artykułu 7. unijnego traktatu.

Bruksela łatwo nie zrezygnuje

Jak ocenił politolog z Centrum Europejskiego UW,  na razie rząd PiS gra na czas. KE rozpoczynając procedurę wobec Polski, dała Warszawie trzy miesiące na wprowadzenie rekomendacji dotyczących praworządności.

- Mamy czas mniej więcej do końca lutego-początku marca. Potem mamy czas, by tłumaczyć (swoje racje - red.) państwom członkowskim. Prezydencja bułgarska już zapowiedziała, że pierwsze dyskusje na ten temat mogą być późną wiosną. Sądzę, że PiS gra na czas. Chce do późnej wiosny prowadzić dialog licząc na to, że uzbiera te sześć państw, które zablokowałyby procedurę. Choć w to wątpię - stwierdził dr Zajączkowski. I podkreślił, że kwestia przestrzegania jednej z podstawowych zasad UE, zasady praworządności, jest dla Brukseli sprawą fundamentalną.

"Były szef dyplomacji tłumaczy, dlaczego Polska dostanie mniej pieniędzy z UE. A wizyta Morawieckiego w Brukseli niczego nie zmieni">>>

-  Powiem przewrotnie: Polska może nawet uzyskać to, co chce w nowym budżecie unijnym, ale KE nie chodzi o pieniądze a o zasadę praworządności. I ja bym nie liczył, że Komisja Europejska, albo inne państwa członkowskie, tak łatwo się wycofają. Nawet jeśli będą jakieś ustępstwa w jednym-dwóch tematach, to nie sądzę, żeby KE zgodziła się z argumentacją rządu Morawieckiego; że wszystko co robimy w sądownictwie jest zgodne z podstawowymi wartościami UE - podsumował ekspert z Centrum Europejskiego UW.

DOSTĘP PREMIUM