Niemcy w zbliżeniu: Trudne narodziny Wielkiej Koalicji

"Analizując postanowienia, widać, że wypracowano całkiem przyzwoity dokument i każda z negocjujących stron: CDU, CSU i SPD może znaleźć tam swoje wyborcze postulaty, a przecież to dopiero spis ustaleń rozmów sondażowych" - tak ostatnie wydarzenia na niemieckiej scenie politycznej komentuje Agnieszka Łada z Instytutu Spraw Publicznych.

„Jeśli nie dojdziemy do porozumienia, moja kariera polityczna jest skończona”, miał powiedzieć jeden z trzech szefów partii: CDU, CSU i SPD, które przystąpiły na początku stycznia do rozmów sondujących możliwości koalicyjne w Niemczech. „Nie tylko Twoja”, miał odpowiedzieć drugi. W tym momencie nieważne, kto z trójki: Merkel, Seehofer, Schulz wypowiedział, które słowa. Faktem jest, bowiem, że wszyscy potrzebowali sukcesu. Teraz go ogłosili, prezentując 28 stron ustaleń, jakie cele będą przyświecać potencjalnej Wielkiej Koalicji (CDU/CSU – SPD) w Niemczech. I jak przy każdym sukcesie, i ten został od razu skrytykowany, w tym wypadku przez opozycję i przedstawicieli gospodarki i różnych grup interesu.

Unia już w pierwszych akapitach

Jednak analizując postanowienia, widać, że wypracowano całkiem przyzwoity dokument i każda z negocjujących stron: CDU, CSU i SPD może znaleźć tam swoje wyborcze postulaty, a przecież to dopiero spis ustaleń rozmów sondażowych – negocjacje szczegółowe mają się dopiero zacząć, jeśli zjazd partii SPD to przegłosuje. Choć jak przy każdym kompromisie, wiele trzeba było też poświęcić.

Pierwsze strony zajmują akapity dotyczące Unii Europejskiej. To nie przypadek. Szefowie trzech ugrupowań chcieli w ten sposób dać jasny sygnał, jak bardzo zależy im na Europie. Niemcy podkreślają wagę integracji europejskiej i są gotowe więcej wpłacać do unijnego budżetu. Opowiadają się za osobnym funduszem na inwestycje dla strefy euro, ale czy ma to być osobny budżet dla strefy, tego nie wiadomo.

Francja wymieniana jest kilkakrotnie, jako ważny partner, z którym będzie się przeprowadzać konieczne reformy. Cały ten rozdział nawiązuje też w wielu punktach do propozycji prezydenta Macrona. Martin Schulz, zwolennik francuskich pomysłów, przypisuje sobie jego autorstwo. Ale oddech Wolfganga Schaeublego, który w ostatnich latach wpływał na myślenie CDU o Unii Europejskiej, także się przebija. W dokumencie nie ma mowy o osobnym ministrze finansów dla strefy euro.

Bogatym nie zabiorą, ale dadzą biednym

Także w słowach o niemieckich wydatkach widać styl myślenia byłego już niemieckiego ministra finansów – ustalono, że Niemcy nie będą się zadłużać. Ponad to w kwestiach finansowych chadecy nie dopuścili do podwyżki podatków dla bogatych, ale dla najsłabiej zarabiających obniżany będzie stopniowo podatek solidarnościowy, czyli płacony przez obywateli na wsparcie dla landów wschodnich.

Tak, jak chciała CDU, wzrośnie dodatek na dzieci (do 2021 roku o 25 euro miesięcznie). Będzie także bezpłatna opieka przedszkolna. Z kolei ubezpieczenie zdrowotne będzie znowu po równo finansowane przez pracownika i pracodawcę, co było postulatem SPD. Ale „ubezpieczenia obywatelskiego”, którego partia ta chciała, trudno szukać na 28 stronach porozumienia. CSU musiało się zaś ugiąć i dopuścić postulowaną przez socjaldemokrację współpracę federacji i landów w dziedzinie edukacji. Bawarczycy bardzo nie chcieli oddać tu swojej władzy.

Wreszcie kompromis udało się osiągnąć również w tak kluczowej a jednocześnie spornej kwestii jak polityka migracyjna. Wprawdzie nie pada nazwa słynnej „górnej granicy” rocznej liczby przyjmowanych uchodźców, jak chciała CSU, ale ustalono pole manewru w wysokości 180.000-220.000, co wszystkim partiom pozwala pokazać, że coś uzyskały (jedni twierdzą, że zapisano jasne określenie wysokości, drudzy, że porozumienie zakłada elastyczność). Zgodnie z bawarskim twardym życzeniem pozostanie nadal zawieszona możliwość sprowadzania rodzin osób, których status uchodźcy nie jest potwierdzony, ale dopuści się sprowadzanie się małżonka.

Jednak liczby te nie mogą przekroczyć tysiąca osób miesięcznie. Szczegóły zaś mają być jeszcze dopracowane. Algieria, Maroko i Tunezja mają być uznane za tzw. „bezpieczne państwa pochodzenia”, co oznacza, że status uchodźcy ich obywatelom nie będzie się należał – tak chciała chadecja. SPD przebiło się natomiast z postulatem ustawy o migracji zarobkowej, na razie dla wykwalifikowanych pracowników. W innym obszarze – obronności, udało jej się też storpedować chęć chadecji do zapewnienia, że wydatki na zbrojenia wzrosną do obowiązującego w NATO 2% PKB.

Na razie jeszcze czekamy

Wypracowane postanowienia poparli zaangażowani w rozmowy przedstawiciele trzech partii, rekomendując im wejście we właściwe rozmowy koalicyjne. Kiedy jednak chadecja bez problemu podejmie się negocjacji, o rozpoczęciu rozmów koalicyjnych przez socjaldemokrację zadecydować ma zjazd partii 21 stycznia, a o podpisaniu umowy koalicyjnej wszyscy członkowie SPD w głosowaniu.

Dla przyszłości koalicji jest to nie bez znaczenia. Przeciwko Wielkiej Koalicji protestuje nie tylko socjaldemokratyczna młodzieżówka, ale też różne grupy, jednoczące się pod hasłem „NoGroKo” („GroKo” to skrót od nazwy Wielka Koalicja - Grosse Koalition), w tym poszczególne struktury SPD w landach. Nawołują one członków do przyjazdu na zjazd partii i protestowania przeciwko wejściu w negocjacje koalicyjne. Argument jest wciąż ten sam – nawet, jeśli postulaty SPD przejdą, to i tak to Merkel – jak w ostatniej kadencji - sprzedaje je, jako swoje. A socjaldemokracja traci. Eksperci oceniają jednak, że zjazd poprze wniosek prezydium o podjęciu tych rozmów, gdyż w innym razie byłoby to votum nieufności wobec całego przewodnictwa partii. Jak na razie jednak czekamy. Angela Merkel tymczasem chciałaby, aby nowy rząd powstał do Wielkanocy.

 * Tekst jest częścią cyklu „Niemcy w zbliżeniu” realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych www.isp.org.pl i Fundację Konrada Adenauera w Polsce www.kas.pl

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM