"To cena, którą musieliśmy zapłacić za lekcję ekonomii" - frankowicze trzy lata po czarnym czwartku

- Temat frankowiczów od początku był polityczny. Ale skoro złoty się umocnił, to temat umarł - ocenił w TOK FM dr Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. Trzy lata temu bank centralny Szwajcarii uwolnił kurs franka. Przez moment, za szwajcarską walutę, trzeba było płacić nawet 5 zł.

W Polsce uwolnienie kursu szwajcarskiej waluty odczuło ok. 800 tysięcy spłacających kredyty zaciągnięte we frankach. Przy błyskawicznym wzroście ceny szwajcarskiej waluty przyszło im płacić znacząco wyższe raty. I problemy frankowiczów szybko dostrzegli politycy.

Dziś - trzy lata po "czarnym czwartku" - frank kosztuje 3,53 zł. Mniej - jak zauważyła Aleksandra Dziadykiewicz - niż przed uwolnieniem kursu.

- Jest projekt ustawy, która ma zachęcać do przewalutowania kredytu frankowego na złotówki. Wydawałoby się, że teraz jest dobry moment, bo złotówka się umocniła, a frank się osłabił - mówiła gospodyni magazynu "EKG".

- Ale nikt nie wie, czy to jest dobry moment. Bo nikt nie wie, jaki kurs będziemy mieli za rok czy pięć lat. Wystarczy spojrzeć na notowania złotego pod koniec 2017 roku, kiedy gwałtownie złoty się umocnił. A jak spojrzymy na prognozy sprzed roku-dwóch, to zakładały one, że złoty będzie słabszy. Więc prognozowanie kursów walutowych jest bardzo ryzykowne. Właściwie 99,9 proc. to prawdopodobieństwo tego, że ktoś kto podaje konkretny poziom popełni błąd - przyznał główny ekonomista Plus Banku dr Wiktor Wojciechowski.

Zdaniem ekonomisty, temat frankowiczów "od początku był polityczny".  - Bo było po prostu zapotrzebowanie, by zająć się taką grupą osób, które płaciły wyższe raty kredytów. Ale od razu przypomnę, że oprocentowanie tych kredytów było niższe.Skoro złoty się umocnił, to temat umarł. I tak długo jak złoty zostanie na takich poziomach, jak widzimy obecnie, to nikt nie będzie chciał poruszyć tego tematu.

Przypomnijmy, że w czasie kampanii wyborczej z przedstawicielami frankowiczów spotkał się kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda.

Czy państwo powinno czuwać?

Według dr Anny Czarczyńskiej, sprawa frankowiczów "to cena którą musieliśmy zapłacić za podstawową lekcję ekonomii". Ta podstawowa lekcja, jak stwierdziła wykładowczyni Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, dotyczy tego, że nie bierze się kredytu w innej walucie, w której się nie zarabia.

- Mam propozycję dla tych wszystkich, którym nie podobają się wahania, skoki kursów walut, proponuję wprowadzić złotówkę do mechanizmów kursów walutowych euro. Wtedy mieliby gwarancje, bo ten margines wahnięć jest w granicach plus/minus 15 proc.. W związku z tym nie jesteśmy narażeni na takie nieprzewidziane zdarzenia - przekonywała ekspertka w "EKG".

"Cimoszewicz: Nie odczuwam wielkiej litości dla tych, którzy podejmowali ryzyko i brali kredytach w walutach">>>

Ale zdaniem szefa warszawskich struktur OPZZ, Piotra Szumlewicza, państwo nie powinno umywać rąk. Choćby dlatego, że wśród namawiających do brania kredytów we frankach byli też politycy.

- Zdaje się, że to byli i politycy obecnej władzy i część polityków obecnej liberalnej opozycji. To są pewne autorytety, ludzie którzy budują przekaz medialny/ Ludzie ich słuchają, przeciętny obywatel nie ma obowiązku znać się na szczegółach kursów walutowych.

- Może pytanie jest takie, czy państwo nie powinno przyglądać się różnym dziwnym "lewym" propozycjom, na których ludzie mogą stracić, i ostrzegać, rekomendować, budować prawa które ostrzega przed tym, by dużej liczbę ludzi się nie pogorszyło. Bo jeśli państwo powie, że mamy wolny rynek i każdy może inwestować jak chce, a później skończy się to tym że np. wzrost ubóstwa będzie o 500 tys. osób, to wtedy państwo będzie musiało im pomagać- argumentował działacz Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych.

"Przybywa wniosków o upadłość konsumencką. Także od frankowiczów">>>

DOSTĘP PREMIUM