Na papierze niedługo będziemy potęgą. Ale "w realu" jeszcze długo będziemy wąchać spaliny

- Kowalscy masowo zaczną kupować samochody elektryczne pewnie dopiero, kiedy Niemcy zaczną sprzedawać swoje stare auta - ocenia Bartłomiej Derski z portalu WysokieNapiecie.pl. Rząd ma więcej optymizmu, widzi na polskich drogach milion elektrycznych samochodów.

Milion elektrycznych samochodów ma jeździć w Polsce już za siedem lat. Zresztą jeszcze nim Mateusz Morawiecki został premierem, wielokrotnie obiecywał działania, które przyśpieszą pojawianie się aut na prąd, promował m.in konkurs na karoserię pierwszego polskiego samochodu elektrycznego. [ZOBACZ NAGRODZONE PROJEKTY]

W realizacji ambitnych planów ma pomóc - przyjęta przez rząd - ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Dokument zawiera listę zachęt, które mają przekonać do kupowania elektrycznych a nie spalinowych samochodów. To m.in. zwolnienie takich pojazdów z podatku akcyzowego, udostępnienie dla nich buspasów i darmowych miejsc parkingowych. 

Ale rządowe pomysły to za mało, by w 2025 roku po polskich drogach mknął milion elektrycznych aut. - W najbliższym czasie samochody elektryczne w Polsce będą się rozwijać dość wolno. Dopóki nie pojawią się rzeczywiste zachęty, by je kupować. Milion to plan bardzo bardzo ambitny, by nie powiedzieć całkowicie nierealny - ocenił w TOK FM Maciej Mazur z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Trzeba dać więcej

Jak przekonywał w rozmowie z Karoliną Głowacką, pomysły rządu to za mało, byśmy szybko mogli znaleźć się wśród państw, w których samochody na prąd przestały być jedynie ciekawostką motoryzacyjną.

- Akcyza to 3 proc. wartości samochodu. Potrzebne są inne mechanizmy wsparcia, np. podatkowe, mechanizm dopłat bezpośrednich. W Norwegii elektromobilność rozwija się tak dobrze nie dlatego, że ludzie chcą więcej wydawać na samochody elektryczne, tylko dlatego, że VW Golf "elektryczny" jest w tym kraju tańszy niż dieslowski odpowiednik.

Zdaniem Bartłomieja Darskiego z portalu WysokieNapiecie.pl, realizacja ambitnych planów rządu zajmie nam trochę czasu. Na razie - jak mówił w TOK FM - "czeka nas przede wszystkim rozwój infrastruktury". Bo brak miejsc do ładowania aut na prąd to, obok ceny, "jeden z głównych hamulców" rozwoju elektromobilności. Sam przekonał się, że podróżowanie elektrycznym samochodem po Polsce do łatwych nie należy. - Kiedyś do Gdańska jechaliśmy dwa dni, bo trzeba było znaleźć nocleg, by naładować samochód w hotelu - wspominał. Na co dzień też "skazany" jest na publiczne ładowarki. Bo trudno ładować samochód korzystając z gniazdek w domu, kiedy mieszka się na 14 piętrze...

- Czeka nas więc rozwój stacji ładowania przez 2-3 lata i powolny systematyczny rozwój samochodów elektrycznych, pewnie na razie dla biznesu. A Kowalscy masowo zaczną kupować pewnie dopiero, niestety, kiedy Niemcy zaczną sprzedawać swoje stare modele - przewiduje Darski.

Żeby zaoszczędzić trzeba najpierw dużo wydać

Ale kiedy już przesiądziemy się do samochodów elektrycznych to poczujemy, jak wielka to zmiana. Jak zachwalał jeden z ekspertów, kiedy na drogach będą królować auta na prąd, na naszych drogach będzie tak cicho jak na podmiejskich łąkach...

Bartłomiej Derski zachwala, że jeździ się super, choć dla wielu jazda autem na prąd może wydawać się nudna. - Automatyczna skrzynia biegów, w jednym z nowszych modeli można wykorzystywać tylko jeden pedał, więc nuda - ironizował.

Ale jazda po mieście elektrycznym samochodem nie ochroni nas przed niedogodnościami. Bo tak samo jak inni będziemy musieli stać w korkach i wdychać spaliny z innych aut.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM