Niemcy w zbliżeniu: Głos niemieckich socjaldemokratów - przyszłość Europy

W niedzielę w Niemczech 600 delegatów partii SPD zadecyduje o przyszłości Wielkiej Koalicji. Jeśli poprą negocjowanie tej opcji, późniejsze głosowanie 430 000 osób o ostatecznym powstaniu sojuszu może wpłynąć na losy nie tylko swojej partii i niemieckiego rządu, ale i całych Niemiec oraz. Europy.

Martin Schulz w wieczór wyborczy, gdy tylko ukazały się słabe wyniki SPD, zapowiedział koniec współpracy z CDU. Jeszcze po upadku rozmów sondażowych chadecji z Zielonymi i liberałami zaklinał, że on Wielkiej Koalicji odnawiał nie będzie. Ale w końcu usiadł do stołu i po rozmowach sondażowych zaprezentował wypracowany z dwiema chadeckimi partiami: CDU i CSU kompromis. Teraz jeździ po całym kraju i namawia, aby w najbliższy weekend na zjeździe partii delegaci dali zielone światło dla negocjowania Wielkiej Koalicji (decyzję o podjęciu negocjacji koalicyjnych musi w tej partii podjąć właśnie jej zjazd). Ma to także przygotować grunt pod przyszłe głosowanie wszystkich (około 432 000) członków partii – ich zgoda jest z kolei konieczna, jeśli dojdzie do negocjacji koalicyjnych i szefostwo partii miałoby podpisać Umowę Koalicyjną.

A jeszcze dokładnie rok temu, gdy został kandydatem SPD na kanclerza, a słupki poparcia poszybowały w górę, Schulza obwołano wyczekiwanym ratownikiem SPD. Obecnie partia stoi przed dylematem 1) wejścia w ponowny sojusz z CDU, co może doprowadzić do dalszego spadku liczby zwolenników, lub 2) odrzuceniem zawarcia Wielkiej Koalicji, co oznacza nowe wybory, podczas których na pewno straci, nieprzygotowana do walki i osłabiona po wewnętrznych sporach na temat tego co robić. Opcja pozostania w opozycji i odbudowania się wewnętrznie jest tyle kusząca, co nierealna, bo Angela Merkel już powiedziała, że nie chce rządu mniejszościowego, jako zbyt niestabilnego. Ale także tłumaczenie, że opozycja jest lepsza niż współrządzenie, kiedy to przecież będąc w rządzie ma się większy wpływ na politykę, napotyka na wiele krytyki.

Kto za, kto przeciw

Od tygodnia trwa kampania za i przeciw Wielkiej Koalicji. Przeciw zaczęciu negocjacji opowiedziały się już struktury landowe SPD w Berlinie i Saksonii Anhalt, ale część delegatów z tych landów zapowiada, że głosować będzie według swoich przekonań. Tu, swoją drogą, uwidacznia się kwadratura koła. Martin Schulz chciał jeszcze bardziej otworzyć się na opinie członków partii, więc nie tylko oddaje im głos w przypadku decyzji o podpisaniu umowy koalicyjnej (tak było i w 2013 roku), ale i zwiększył liczbę delegatów na najbliższy zjazd partii, aby bardziej uwzględnić głos partyjnych dołów. Skutkiem tego jest jednak, że delegatów jest na tyle dużo, że nie są znani tym, których mają reprezentować, a część z nich i tak nie uwzględnia głosu większości ze swojego okręgu.

Akcje przeciwko ponownemu układaniu się z chadekami bardzo aktywnie prowadzi też młodzieżówka socjaldemokratyczna. Krytykują porozumienie nawet niektóre z tych osób, które same je spisały.

Prawdopodobnie zjazd jednak poprze wniosek szefostwa partii i rozmowy koalicyjne się zaczną. Niepewne jest, czy w ich wyniku do Wielkiej Koalicji przekonają się członkowie partii i w głosowaniu nad Umową Koalicyjną poprą jej podpisanie. Tu sprawa jest bardziej skomplikowana, bo część socjaldemokratów czuje się przez polityków oszukana (obiecywali wyjście z Wielkiej Koalicji), a wynegocjowane do tej pory zapisy uznaje za niewystarczające.

Uzyskano niemało

Tymczasem reprezentanci SPD po raz kolejny – bo i w przypadku wynegocjowanej w 2013 Wielkiej Koalicji tak było – przeforsowali wpisanie do porozumień wielu socjalnych treści. Tym razem zwłaszcza kwestia ustawy o napływie wykwalifikowanych migrantów zarobkowych, współpraca federacji i landów w polityce edukacyjnej i cały obszar dotyczący polityki europejskiej posiadają wyraźny SPD-owski rys. Ustalono też, że po 35 latach opłacania składek emerytalnych będzie można przejść na emeryturę. Jednak część polityków jak i członków tej partii nadal uważa, że jest to za mało i zawarte porozumienie podczas właściwych negocjacji koalicyjnych trzeba będzie w wielu punktach zmienić. Martin Schulz, chcący iść naprzeciw tym głosom, twierdzi, że właśnie po to są negocjacje. Angela Merkel obstaje przy wersji, że posiadany dokument jest bazą do szczegółowych postanowień, ale ustalone tam kwestie pozostaną niezmienne. Niezależnie od tego argument wielu zwolenników SPD jest wciąż ten sam – nawet, jeśli postulaty SPD przechodzą, to i tak – jak w ostatniej kadencji – kojarzone są z Angelą Merkel. A socjaldemokracja traci. Można tu zadać pytanie, czyja to wina – skuteczności Angeli Merkel czy słabości socjaldemokratów.

Co boli

Nie da się jednak ukryć, że SPD, jak to przy kompromisach, musiała z kilku rzeczy zrezygnować. Największą zadrą jest zapis ustanawiający granice przyjmowania uchodźców na 180-220 tysięcy rocznie, czyli po linii bawarskiej CSU. SPD od początku była przeciw górnym granicom i taki punkt wielu członków uznaje za odejście od swoich postulatów.

Niedosyt budzi także kwestia ubezpieczenia zdrowotnego, gdyż SPD w kampanii obiecywało odejście od poddziału na ubezpieczonych ogólnie oraz tych prywatnie i wprowadzenie „ubezpieczenia obywatelskiego”, identycznego dla wszystkich. Kiedy osiągnięto zgodę, że pracodawca ma obecnie bardziej dorzucać się do składek na ubezpieczenie, sama nazwa „ubezpieczenie obywatelskie” nie funkcjonuje w zawartym porozumieniu.

Być lub nie być socjaldemokracji jako liczącej się partii

Problem SPD jest jednak zdecydowanie głębszy, niż wynegocjowanie kilku dodatkowych ustępstw ze strony chadecji. W ostatnich wyborach socjaldemokracja dostała niewiele ponad 20% głosów. Jeśli delegaci na zjeździe lub potem członkowie partii opowiedzą się przeciw nowemu rozdaniu Wielkiej Koalicji, nawołujące za nią przywództwo partii musi ustąpić. Partia będzie osłabiona wewnętrznie i nieprzygotowana do kampanii wyborczej, która zapewne się zacznie. W przypadku nowych wyborów do Bundestagu czy czekających landowych w Bawarii czy Hesji nie wróży to dobrze.

Taki rozwój sytuacji nie będzie też dobry dla Niemiec, bo przez kolejne miesiące nie będą miały rządu, który mógłby podejmować polityczne decyzje. Wprawdzie administrujący obecnie gabinet jest sprawny, a stabilna sytuacja gospodarcza sprawia, że wielkich problemów w bieżących działaniach nie ma, ale na dłuższą metę ciągłe czekanie nikomu nie posłuży poza populistami, którzy zyskają argument o porażce elit politycznych. No i last, ale naprawdę nie least, będzie to bardzo zła wiadomość dla Unii Europejskiej. Dyskusja o jej reformach czeka na decyzyjny niemiecki rząd.

Postanowienia, w jaką stronę zmieniać Wspólnotę powinny zapaść zanim dojdzie do wyborów do Parlamentu Europejskiego i powstania nowej Komisji Europejskiej (wiosna 2019). W rękach najpierw delegatów, a potem członków socjaldemokracji jest więc więcej, niż tylko przyszłość kilku socjalnych kwestii.

Tekst jest częścią cyklu #NiemcyWzbliżeniu realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych www.isp.org.pl i Fundację Konrada Adenauera w Polsce www.kas.pl

Mieszają się w polskie sprawy i próbują obarczyć nas winą za II wojnę światową. Jak TVP przedstawia Niemcy

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM