Nie myśliwi są groźni dla ekosystemu, ale... psie zaprzęgi. "Wjechał w środek polowania"

Igor Tracz dementuje informacje, które przekazali do mediów myśliwi. Zwraca też uwagę na liczne problemy, z jakimi zmaga się Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów. Jest nadleśnictwo, które uważa ten sport za zagrożenie dla ekosystemu.

"W niektórych mediach można znaleźć wypowiedzi, że to my wjechaliśmy w środek polowania (...) jeszcze wczoraj nie było tabliczek, a dziś mówią że były - sztuk pięć i insynuacje, że trzy ukradliśmy, aby wjechać nielegalnie na teren polowania między innymi z 11-latkiem pod opieką - z tego miejsca pozdrawiam pana, który chciałby podać mnie do prokuratury za narażenie nieletnich na niebezpieczeństwo" - wpis o takiej treści zamieścił na Facebooku Igor Tracz, polski maszer, wielokrotny mistrz Polski, Europy i świata w wyścigach psich zaprzęgów oraz w bikejoringu, a także trener kadry młodzieżowej.

Niedawno media obiegła relacja sportowca, w której opisywał, jak myśliwi przerwali trening jego i jego podopiecznych i wyrzucili go z lasu. Sprawę bada Polski Związek Łowiecki.

Czytaj więcej: Polski Związek Łowiecki zbada sprawę myśliwych, którzy mieli grozić "kulką" znanemu sportowcowi

- Nieprawdziwe informacje ze strony myśliwych pojawiły się w niektórych mediach kilka dni po tym całym zamieszaniu. Przyjechaliśmy trzema autami, o różnych godzinach, nikt z nas nie widział tabliczek ostrzegawczych - tłumaczy Igor Tracz.

- Problem polega na tym, że to jest sprawa na zasadzie “słowo przeciwko słowu”. Bada się jedynie, czy myśliwi byli wulgarni, zachowywali się niestosownie. Nie mieli oni obowiązku (a szkoda) stawiać tabliczek informacyjnych, mogli to zrobić z dobrej woli.
Nie dostaliśmy bezpośrednio jako klub czy związek sportu psich zaprzęgów żadnych oficjalnych przeprosin, jedynie nieoficjalne od pani rzecznik PZŁ, która napisała, że jest jej przykro z powodu tego zajścia - dodaje. 

To nie koniec kłopotów

W swoim facebookowym wpisie zwrócił też uwagę na problem, z jakim boryka się cały Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów. Ma on niebawem stracić swój status.

- Od kilku lat organizacja międzynarodowa IFSS, która zrzesza związki zajmujące się psimi zaprzęgami, stara się, żeby dołączył on do dyscyplin olimpijskich. Przed II Wojną Światową ta dyscyplina pojawiła się na olimpiadzie zimowej w Kanadzie. Tymczasem, i to nie tylko za aktualnej władzy, Ministerstwo Sportu powtarza, że nasz sport nie jest rozpoznawalny dla organizacji olimpijskich. Z roku na rok przeznacza na nas coraz mniejsze środki. W ubiegłym roku jedynie 90 tys złotych na 600 zawodników i 25 klubów w kraju. Kiedyś było to 200 tys. - mówi Tracz.


- Warto podkreślić, że nasi zawodnicy należą do jednych z najlepszych na świecie, mamy coraz lepsze wyniki, trenujemy zawodników w różnych państwach.
Wygląda na to, że może to być ostatni rok w działania naszego związku. Odbierze nam to prestiż, utrudni rozwój, pogorszy naszą sytuację. - dodaje.

Sportowiec odniósł się też do krzywdzących opinii. - Pojawiają się czasem, na szczęście rzadko, głosy, że nasz sport nie jest dobry dla psów. To wynika z niewiedzy. Psy to zwierzęta najlepiej przystosowane do biegania. Ten sport istnieje 100 lat, ale psy pracują z człowiekiem od tysięcy lat. Nasze psy mają ogromną chęć ruchu, treningu, dla nich to jest frajda. Nie są do niczego zmuszane. Zmuszanie do biegania wiązałoby się z dyskwalifikacją. Psy są często badane, żyją w komfortowych warunkach i jedzą najlepszą karmę. Starsze, 12-letnie psy są nadal w świetnej formie i biorą udział w zawodach - wyjaśnia.

Związek bez związku

W tej sprawie dla Tok FM wypowiedział się też Paweł Zieliński, prezes Polskiego Związku Sportu Psich Zaprzęgów:

- Ministerstwo Sportu podjęło decyzję, że przestaniemy być związkiem. Wynika to z interpretacji nowelizacji ustawy o sporcie z 2015 roku. Żeby utrzymać status, musielibyśmy należeć do MKOL. Nasza organizacja międzynarodowa IFSS do MKOL nie należy. Jest natomiast członkiem trzech organizacji rozpoznawalnych przez Komitet Olimpijski - widocznie to za mało. Nasz sport jest bardzo korzystny dla ludzi. Bieg człowieka z psem to elementarna forma sportowej rekreacji. Chcemy popularyzować taki sposób spędzania czasu. Będziemy w tym roku organizowali mistrzostwa
świata, spodziewamy się pół tysiąca zawodników - zapowiada. 

Jednak obecnie sytuacja Związku nie jest najlepsza.

- Zawody musimy organizować daleko od Warszawy, gdzie widzowie, kibice
musieliby specjalnie dojeżdżać. Chcemy być obecni na Warsaw Animal Days w Nadarzynie. Mamy zaproszenie od organizatorów tej masowej imprezy. Niestety, nadleśnictwo nie pozwala nam zorganizować tam zawodów. Oficjalny powód jest taki , że "organizacja tego typu zawodów może stanowić zagrożenie dla ekosystemu oraz bezpieczeństwa na okolicznych drogach publicznych". Gdybyśmy mogli organizować zawody w okolicach Warszawy, mielibyśmy i widzów i sponsorów - są chętni - tłumaczy Zieliński.

"Przypominał dzika". Myśliwi, którzy postrzelili człowieka zazwyczaj tłumaczą się tak samo

DOSTĘP PREMIUM