Baranowska o Nanga Parbat. "Z bazy na 4 tys. m trzeba wejść na 7,2 tys. m, zwykle to trzy dni"

Helikopter to nie wszystko. Ekipa ratunkowa będzie miała do pokonania trudną i długą trasę, tłumaczy Kinga Baranowska, która Nanga Parbat zdobyła latem 2007 roku.

Na pomoc na wysokości ok. 7 200 metrów czekają Francuzka Elisabeth Revol i Polak Tomasz Mackiewicz, którzy podjęli próbę zdobycia Nanga Parbat (8126 metrów).

Jak podkreśla Kinga Baranowska, zdobywczyni 9 ośmiotysięczników, teraz najważniejszy jest  czas. A ten - niestety - nie sprzyja.

Czytaj też: Akcja ratunkowa pod Nanga Parbat. Polski himalaista walczy o życie

- Musimy pamiętać, że w Pakistanie jest późne popołudnie. Moment wylotu helikoptera jest ograniczony, oni po pewnej godzinie po południu nie latają. To też zależy od warunków pogodowych, bo jak będzie niesprzyjający wiatr, to helikopter nie wyleci. I w grę wchodzą różne kwestie finansowe. W Pakistanie akcja helikopterowa jest bardzo skomplikowana – nie ma tam też prywatnych helikopterów, latają tylko śmigłowce wojskowe - tłumaczy himalaistka.

Dodaje, że to ciężkie maszyny, dolatują tylko do bazy. - Jeśli więc mówimy o akcji helikopterowej, to mówimy o przetransportowaniu himalaistów w okolice – czyli w tym wypadku spod  K2 pod Nanga Parbat. A to wcale nie jest tak blisko, trzeba trochę lecieć. K2 to pasmo Karakorum, a Nanga Parbat to zachodnie Himalaje - zaznacza Baranowska. Himalaiści ruszą stamtąd na 7 200 metrów, gdzie znajdują się aktualnie Tomek i Elisabeth. Niebawem tam zachodzi słońce. 

- Z tego, co wiem, duża jest też prędkość wiatru. A helikoptery muszą mieć jakieś tam warunki, by lądować. Tak więc liczymy na to, że ten helikopter dziś wyleci. Ale patrząc realnie, nie ma dużych szans na to - tłumaczy Baranowska.

- Nie wiem dokładnie w jakim stanie jest Tomek, ale z tego co do mnie dotarło, ma objawy choroby wysokościowej. Więc myślę, że ten stan jest poważny - Baranowska odniosła się do informacji o stanie Mackiewicza.

Czytaj też: "Idziemy po to, żeby wejść" - dzisiaj rusza polska zimowa wyprawa na K2

Zaznacza, że w takich sytuacjach mówiąc wprost bardzo ważny jest czas. W akcji biorą udział osoby, które są jak najbliżej. - Tam nie byłoby chyba kogo innego wysłać. To muszą być osoby które potrafią się wspinać, jakoś są zaaklimatyzowane. Trzeba pamiętać, że z bazy na wysokości 4000 metrów trzeba dojść na 7200 metrów. Standardowo idzie się trzy dni, można iść non stop i wtedy ten czas się skróci, ale trzeba bardzo realnie patrzeć na to, ile to trwa. I pogoda jest kluczowa. Teraz najważniejsze jest to, czy helikopter w ogóle poleci i  czy uda się chłopaków przetransportować pod Nanga Parbat.

Dramat na Nanga Parbat. Dziennikarz, który w zimie 2016 roku był pod górą, mówi o sytuacji Mackiewicza i Revol

DOSTĘP PREMIUM