Niemcy w zbliżeniu: Rozterki szefa SPD

"Rozmowy koalicyjne w Niemczech wreszcie ruszyły. Politycy twierdzą, że o obsadzie stanowisk decydować się będzie na końcu, ale wiadomo, że karuzela z nazwiskami trwa. Zagadką jest chociażby, nie tylko, jaką tekę obejmie Martin Schulz, ale czy w ogóle wejdzie do rządu. Nasze polskie myślenie, że w Niemczech szef koalicyjnej partii z założenia jest wicekanclerzem i ministrem spraw zagranicznych już dawno się zdezaktualizowało"- ocenia Agnieszka Łada z ISP.

Kiedyś było to proste. Przewodniczący mniejszego koalicjanta zostawał wicekanclerzem, obejmował tekę szefa niemieckiej dyplomacji i kreował politykę zagraniczną RFN. Ale w niemieckiej polityce coraz mniej rzeczy jest oczywistych i przesądzonych, co widać chociażby przyglądając się powolnemu procesowi tworzenia się nowego rządu. Już, w aktualnie jedynie administrującym, rządzie Wielkiej
Koalicji ówczesny szef SPD, Sigmar Gabriel, wybrał resort gospodarki a nie spraw zagranicznych (objął go dopiero później, jak oddał przewodnictwo partii w ręce Schulza, a dotychczasowy szef dyplomacji, Frank-Walter Steinmeier został prezydentem). Uznano wówczas, że silne ministerstwo zawiadujące dużymi pieniędzmi i obejmujące istotne dla SPD tematy będzie ważniejszym adresem, aby realizować socjaldemokratyczne interesy i wpływać na politykę.
Ponad to obecna sytuacja jest dodatkowo specyficzna. Martin Schulz zapowiedział na jesieni, że na pewno nie wejdzie do rządu kierowanego przez Angelę Merkel. Wprawdzie było to wówczas, gdy wykluczał w ogóle tworzenie koalicji z CDU/CSU, ale to zastrzeżenie chętnie przypominają mu ci, którzy twierdzą, że nie powinien być członkiem tworzącego się gabinetu. Te głosy są w ostatnich dniach wyjątkowo głośne.

Lepszy szef w rządzie czy poza nim

Problem ma wiele wymiarów. Złamanie danej zapowiedzi, kiedy tak bardzo zmieniły się
uwarunkowania zewnętrzne (SPD negocjuje umowę koalicyjną), jest chyba najmniejszym z nich, chociaż wizerunkowo może osłabić i tak już mocno nadwyrężony wizerunek Martina Schulza w socjaldemokratycznych szeregach. Wyzwaniem jest bowiem głównie szeroko pojęta przyszłość socjaldemokracji. Niewiele ponad 20 proc. poparcia, jakie zdobyła w wyborach we wrześniu, nadal topnieje, osiągając obecnie ok 19 proc. Uzasadnione są obawy, że obecność w rządzie Merkel może jeszcze bardziej osłabić SPD, gdyż profil obu tworzących gabinet partii zbytnio się zleje, a skorzystają
na tym jedynie populiści. Dodatkowo, jak bywało to w poprzednich rządach pod batutą Merkel, to ona kojarzona była z sukcesami wdrażania kolejnych projektów, nawet jeśli pochodziły od koalicjanta, np. SPD. Pozostający poza rządem Schulz, jak argumentują zwolennicy tej opcji, mógłby bardziej zająć się tak potrzebnym odbudowywaniem wewnętrznej siły partii, zamiast martwić się o kierowanie jakimś resortem.
Z drugiej strony obecność w rządzie może zapewnić większy autorytet i wzmacniać pozycję przewodniczącego. Tym bardziej, że Martin Schulz nie piastuje innych funkcji centralnych czy landowych, jak miało to miejsce w przypadku niektórych jego poprzedników, którzy zrezygnowali z przyjęcia stanowiska w rządzie federalnym. Matthias Platzeck w czasie swojego krótkiego przewodnictwa w partii (2005-2006) pozostawał premierem Brandenburgii i nie wchodził do rządu ówczesnej Wielkiej Koalicji. Kurt Beck był z kolei premieren Nadreni Paltynatu.

Schulz czy Gabriel

W dyskusji o przyszłości Schulza pozostaje jeszcze istotna kwestia podziału stanowisk między czołowe osoby z kręgów SPD, jeśli Schulz do rządu wejdzie. Tutaj powstaje pytanie, który resort mógłby objąć szef socjaldemokracji. Jego przeszłość, jako przewodniczącego Parlamentu Europejskiego sugerowałaby ministerstwo spraw zagranicznych. Dodatkowo bardzo często (bo były wyjątki, jak w przypadku Guido Westerwelle), minister spraw zagranicznych cieszy się bardzo dobrym wizerunkiem
wśród wyborców. A tego Schulzowi aktualnie brakuje. Jednak obecnie urząd ten kierowany jest przez Sigmara Gabriela, poprzedniego szefa SPD, który nie kryje chęci pozostania na stanowisku. Jego obecna wzmożona aktywność w tej roli jest wręcz tematem licznych docinków. Objęcie przez Schulza tego resortu spowodowałoby konieczność innego zagospodarowania Gabriela lub pozbawienia go znaczenia, na co ten ostatni tak łatwo sobie nie pozwoli.
Z drugiej strony Schulz doskonale sobie zdaje sprawę, że aktualnie decyzje dotyczące tematyki europejskiej podejmowane są w Urzędzie Kanclerskim lub w ministerstwie finansów, gdyż dotyczą przyszłości strefy euro. Stąd zasiadanie w fotelu ministra spraw zagranicznych oznaczałoby albo konieczność rezygnacji z kreowania niemieckiej polityki europejskiej, co w przypadku ambicji Schulza raczej nie wchodzi w rachubę, albo ciągłe konflikty z kanclerz Merkel i ministrem finansów.
Wyjściem z tej sytuacji byłoby więc objęcie tego ostatniego resortu właśnie przez Schulza. Waga ministerstwa oraz tematów, które pojawią się na agendzie najbliższych lat (negocjacje wieloletnich ram finansowych UE, reformy strefy euro czy samo finansowanie wszystkich reform, na których zależy SPD), na pewno do tego zachęcają, nawet jeśli minister finansów nie jest tak często fotografowany w sprzyjających okolicznościach wizyt zagranicznych. Ale i tu spór o kompetencje w sprawach europejskich z Merkel by pozostał. Natomiast zniknąłby wygodny argument, którym czasami dobrze się posłużyć, gdy obietnica wyborcza nie jest przez rząd realizowana – że minister finansów nie chce dać na nią pieniędzy.

… a sprawa Polska

Kto ostatecznie obejmie resort dyplomacji oczywiście będzie ważne dla Polski. Obecny minister Sigmar Gabriel jest bardzo dyplomatyczny w wypowiedziach a propos sytuacji w naszym kraju i zapewne niewiele się to zmieni. Schulz z kolei znany jest z ostrego języka, także z krytyki aktualnej polskiej polityki. Jednak, jako minister może nieco spuścić z tonu, świadomy odpowiedzialności, jaką niemiecki rząd ma, wypowiadając się o Polsce.
Schulz byłby z kolei bliższy polskim sercom, jeśli chodzi o politykę wobec Rosji. Nie jest tajemnicą, że zalicza się do tych socjaldemokratów, którzy Putinowi nie ufają. Sigmar Gabriel należy z kolei do grupy polityków nie stroniących od kontaktów z rosyjskim prezydentem i dbającym o interesy niemieckiej gospodarki w relacjach z Rosją

Partia, rząd, ambicje

Ostatecznie na decyzji Schulza zapewne zaważą nie tylko głosy dochodzące z wewnątrz partii czy przebieg rozmów koalicyjnych, ale w znacznej mierze też jego ambicje osobiste. A te są duże. Gdzie Schulza poniosą okaże się zapewne za kilka tygodni. Niemiecki rząd ma powstać do Wielkanocy.
*Tekst jest częścią cyklu #NiemcyWzbliżeniu realizowanego przez Instytut Spraw Publicznych www.isp.org.pl i Fundację Konrada Adenauera w Polsce www.kas.pl

DOSTĘP PREMIUM