Tyszka: Czarnecki to taka komediowo-komiksowa postać. Właśnie ponosi tego konsekwencje

"Kłócą się we mnie dwie oceny" - mówił w TOK FM wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka, komentując odwołanie Ryszarda Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego Europarlamentu.

Według Ryszarda Czarneckiego odwołanie go ze stanowiska wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego to działanie przeciw Polsce.

Parlament pozbawił dzisiaj funkcji tego europosłą PiS-u, bo porównał on zachowanie Róży Thun do działań szmalcowników z czasów drugiej wojny światowej. "Niczego nie żałuję" - mówił dziś w komentarzu do tej decyzji Ryszard Czarnecki.

Czytaj też: Pierwsze komentarze po odwołaniu Czarneckiego: Cierpliwość się kończy

- Żartując: może to jest kara po latach za wypromowanie kiedyś pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz - żartował w "Wywiadzie Politycznym" TOK FM wicemarszałek Sejmu z Kukiz'15, Stanisław Tyszka.

Ale mówiąc poważnie: Czarnecki jest takim politycznym skoczkiem: przez ZChN, Samoobronę do Prawa i Sprawiedliwości. Natomiast ja go trochę postrzegam jako taką - przepraszam - komediowo - komiksową postać w polskiej polityce, to znaczy jako osobę, która chodzi i wygłasza kontrowersyjne opinie i tak widzi swoje funkcjonowanie w polityce, zamiast rzetelnej pracy i walki o interesy obywateli. I może właśnie teraz ponosi właśnie konsekwencje tego podejścia

- mówił Tyszka.

Wicemarszałek Sejmu dostrzegał też jednak w precedensie, jakim było w parlamencie europejskim odwołanie wiceprzewodniczącego niepokojący sygnał dla Polski.

- Myślę, że to jest po prostu polityczna konsekwencja naszych relacji, tzn. relacji Polski jako państwa z naszymi partnerami w Unii Europejskiej i to nie jest dobry precedens. Kłócą się we mnie dwie oceny: z jednej satysfakcja z tego, że tego typu obelgi zostały potępione a z drugiej strony niepokój, że europarlament potwierdza negatywne stanowisko gdzieś tam większości naszych partnerów europejskich wobec Polski - mówił Stanisław Tyszka.

Całej rozmowy wysłuchasz tutaj:

Ryszard Czarnecki odwołany. Pierwszy taki przypadek w historii Parlamentu Europejskiego

DOSTĘP PREMIUM