"Nie będę rzucać kamieniem w Ewę Bugałę" - Lewicka przypomina słynne "TKM"

- Ta informacja zelektryzowała wiele środowisk - powiedziała Dorota Warakomska w Radiu TOK FM, odnosząc się do transferu Ewy Bugały z TVP do Orlenu. Obie spółki są kontrolowane przez PiS, a Bugała dostała nowe stanowisko po tym, jak partia rządząca zastąpiła poprzedniego prezesa Wojciecha Jasińskiego, byłym wójtem Pcimia, Danielem Obajtkiem.

Rozmówczyniami Doroty Warakomskiej w Poranku TOK FM były Magdalena Chrzczonowicz (OKO Press), Karolina Lewicka (TOK FM) i prof. Krystyna Skarżyńska (SWPS). - Ewa Bugała jest reporterką znaną z bardzo propagandowych, propisowskich materiałów w "Wiadomościach" - powiedziała Dorota Warakomska, w ramach wstępu do dyskusji o zawrotnej karierze Bugały w spółkach skarbu państwa.

Wtedy głos zabrała Karolina Lewicka. - Nie będę rzucać kamieniem ani w panią redaktor, a teraz dyrektor, Ewę Bugałę, ani w Prawo i Sprawiedliwość, ponieważ nepotyzmem, kumoterstwem i wsadzaniem swoich wszędzie gdzie się da, zajmują się wszystkie siły polityczne po 1989 r. - powiedziała.

Nomenklatura PiS

Następnie Lewicka przypomniała, że podobne mechanizmy awansu społecznego występowały w PRL-u, choć były bardziej przejrzyste niż obecnie. - Wcześniej mieliśmy nomenklaturę PRL-owską, to był system patologiczny, ale jednak w jakiś sposób jawny. Był spis 300 tys. stanowisk, które były rozdzielane przez partyjne komitety zakładowe, wojewódzkie i komitet centralny - powiedziała.

Jej zdaniem, teraz też mamy do czynienia z patologiczną nomenklaturą. 

- Jarosław Kaczyński nazwał to bardzo trafnie "TKM" (teraz, k..., my), choć podobno to nie on jest autorem tego hasła, tylko Marek Kuchciński. Prezes PiS użył tego [określenia - red.] bodajże w 2001 roku, kiedy go pytano w wywiadzie o to, dlaczego nie startował z list AWS do parlamentu, mimo że współtworzył tę platformę rozmaitych partii. Stwierdził, że zbyt duże znaczenie w AWS-ie ma partia TKM - powiedziała Lewicka.

Wtedy Jarosławowi Kaczyńskiemu się to nie podobało, a teraz hulaj dusza, piekła nie ma.

Partyjny awans bez wykształcenia i kompetencji

Lewicka zwróciła uwagę na to, że nowy dyrektor Orlenu wyznaczony przez PiS nie ma umiejętności niezbędnych do kierowania spółką.

- Wójt Pcimia zostaje prezesem Orlenu. To jest nieprawdopodobna kariera. Człowiek, który nie ma ani wykształcenia, ani doświadczenia kierunkowego, najpierw sprawdza się w rolnictwie, w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, potem [próbuje sił - red.] na rynku energetycznym, w Enerdze, gdzie zwolnił z pracy 1 200 osób, a teraz będzie "czyścił" w Orlenie, czyli na rynku paliw - podsumowała Lewicka.

"Rewolucja w Orlenie. Były wójt Pcimia i faworyt Szydło zastąpił zaufanego prezesa PiS">>>

Dorota Warakomska zauważyła, że spółka skarbu państwa jaką jest Orlen, to jeden z największych pracodawców w Polsce. - Warto też odnotować, co działo się w momencie, gdy do zarządu Orlenu miał trafić Igor Ostachowicz [sekretarz stanu w kancelarii premiera Donalda Tuska - red.]. Wtedy Jarosławowi Kaczyńskiemu i całemu PiS-owi bardzo się to nie podobało. Po fali krytyki Ostachowicz został szybko odwołany. Rozpętała się potężna awantura: i słusznie - przypomniała Warakomska wydarzenia z 24-26 września 2014 roku.

Zdaniem Karoliny Lewickiej warto zwrócić uwagę na to, że nie zawsze rozdawanie stanowisk po znajomości przez partię oznacza to samo. - Wszystkie partie wkładają swoich do spółek skarbu państwa, ale istnieje subtelna różnica. Wkładanie swoich kompetentnych i swoich niekompetentnych - powiedziała Lewicka.

Posłuszni dyrektorzy

Do dyskusji włączyła się prof. Krystyna Skarżyńska.

Widzę w tym taki zamysł, że jeśli wsadza się na ważne stanowiska osoby, które nie mają odpowiednich kompetencji i swoje miejsce zawdzięczają władzy, to są one absolutnie posłuszne.

- powiedziała prof. Skarżyńska. - I to jest największe niebezpieczeństwo, ale warto też się zastanowić, dlaczego wyleciał Wojciech Jasiński. On też nie miał fantastycznych kompetencji, ale był związany z miastem [Płockiem - red.] - zauważyła.

Głos zabrała Magdalena Chrzczonowicz. - Są różnice między PiS-em a Platformą. Trzeba pamiętać o ustawie, którą wprowadził PiS. Powoli zapominamy o niej, bo była na samym początku. Chodzi o ustawę o służbie cywilnej. To nie jest kwestia spółek skarbu państwa, ale w służbie cywilnej ta ustawa zniosła wszystkie bariery - tłumaczyła Chrzczonowicz, odnosząc się do tego, że przed objęciem władzy przez PiS od urzędników służby cywilnej wymagano określonej wiedzy, wykształcenia i kompetencji. 

Drugi, nowy standard wprowadzony przez PiS to zwalnianie tylu ludzi pierwszego dnia. To się nie zdarzało wcześniej.

Był choćby pozór, że [nowy - red.] człowiek przychodził i się zastanawiał, oceniał pracę ludzi, których tam zastał, rozglądał się... To kwestia szacunku dla ludzi: przyszedłem i chociaż spojrzę, co do tej pory zrobiliście - powiedziała Chrzczonowicz.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM