Niełatwo "uchwycić cebulę". Memy mówią o naszym świecie i nas samych więcej niż dzieła sztuki

Dr Magdalena Kamińska, kulturoznawczyni z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, opowiadała w audycji Cezarego Łasiczki o fenomenie memów.

Jak mówi dr Magdalena Kamińska, z każdej twórczości kulturowej da się wyciągnąć wiedzę o człowieku i o kulturze. Jej zdaniem twórczość memiczna mówi więcej o tym, co dręczy przeciętnego człowieka niż np. wytwory sztuki. Ponadto, w czasach szumu informacyjnego, skuteczne są właśnie małe porcje informacji, które "dobrze wchodzą" i szeroko się niosą.

Jaki obraz Polaków wyłania się z memów?

- Autosatyra Polaków pojawia się w formie mema w bardzo wielkim natężeniu. Testoviron, nosacze - można mnożyć przykłady memów, które obśmiewają polskość, czy raczej “polactwo”. Warto podkreślić, że ich autorami są sami Polacy. Wiedzą, co nas boli, czym można nas podrażnić. Potrafią uchwycić “cebulę”, typową mentalność typowego Polaka i odtworzyć ją w memie.

Jeden ze słuchaczy audycji argumentował, że memy, które Polacy robią o Polakach, nie są tak naprawdę autoironiczne, bo opowiadają o tych “innych” Polakach i stanowią część wojny polsko-polskiej. 

- Wszyscy po trosze jesteśmy "cebulakami". My nie jesteśmy od tych cech wolni. Dobrze je znamy i rozpoznajemy u bliskich - przekonywała Kamińska.

Oczywiście memy to nie wymysł naszych rodaków. - Memy zza granicy są przetwarzane i potrafią wrastać w polski kontekst. Czasami zdarzają się pretensje, że coś jest ukradzione, albo źle przetłumaczone, ale traktuję to jako czepialstwo - tłumaczy kulturoznawczyni. 

- A dobre wychowanie memiczne pozwala kraść memy? - pytał prowadzący audycję Cezary Łasiczka. 

- Jeżeli nie będzie ukradziony, przekazywany dalej,  to nie stanie się memem, wirusem. Można się zastanawiać, czy autorem jest twórca czy udostępniający - tłumaczyła Kamińska.  

Memiczność wrodzona i nabyta

- Co przesądza o tym, że ktoś jest wdzięcznym tematem na mema? - zastanawiał się Łasiczka. 

- Może to być prozaiczny powód, bo np. ktoś jest często fotografowany. Może też o tym zadecydować jego mimika. Prezydent Andrzej Duda  jest wyjątkowo wdzięcznym obiektem na mema. Źródłem mema może być też wpadka. Częste jest dręczenie polityków memami przypominającymi potknięcia sprzed lat. Przytrafiło się to naszym dwóm byłym prezydentom. Po latach, kiedy będziemy wspominać te postaci, może być tak, że będziemy właśnie pamiętali te wpadki - bo tak nam się utrwalą te memy - mówiła Kamińska. 



Skoro memy mają taki wpływ na naszą rzeczywistość, może należy je w jakiś sposób archiwizować. Powinno powstać muzeum polskich memów? - zastanawiali się uczestnicy audycji. 

Spieszmy się kochać memy

- Memy są ulotne, znikają. To nieprawda, że nic nie znika z internetu. Pewne rzeczy spadają poniżej progu wyszukiwania - podkreślała Magdalena Kamińska.

- Ale czy ta ulotność nie jest wartością? Czy utrwalanie graffiti nie mija się z celem?

- Obraz sakralny przeniesiony ze świątyni do muzeum też w pewien sposób traci, ale i tak warto. Oczywiście muzeum memów nie wyobrażam sobie jako klasycznego muzeum, trzeba by było przemyśleć  jego formułę. Kto wie, może w przyszłości będziemy tęsknić do ulubionych memów, szukać ich. Może nikt nie będzie chciał leżeć na łożu śmierci bez ulubionego mema? - zastanawiała się Kamińska. 

Memy spod ciemniej gwiazdy

Cezary Łasiczka dopytywał też o ciemną stronę zjawiska, jakim jest popularność memów. - Czy memy nie zubażają naszego języka, komunikacji? Kiedyś powstawały całe tomy, bo czyjeś uczucia zostały zranione. Powieści pisane pięknym językiem, które zabierały nas na wycieczkę przez wszystkie piętra duszy i pokłady emocji.A dziś to obrazek z podpisem - zauważył. 

- Czy bardziej rozwlekłe znaczy lepsze? Krótki przekaz może być tak celny, że uderzy nas między oczy. Chociaż np. tak zwane “pasty” (internetowe opowiadania) są dowolnie długie. Zbiory past mają po 300 stron. Ludzie je sobie drukują - mówiła Kamińska. 

Cezary Łasiczka zwrócił też uwagę na inny problem. Memy mogą służyć politykom, korporacjom. Dużą skuteczność memów wykorzystuje się w marketingu ideologicznym, politycznym i reklamie.

- Ale nikt nie zmusi ludzi, żeby te memy udostępniali. Znalezienie prostej recepty na to, co “zażre” to święty graal marketingu. Algorytm może sugerować, promować, ale nadal decydują ludzie - mówiła Kamińska. Przekonywała, że zrobienie celnego mema, który “chwyci” to sztuka, a w "trollnecie" jest duża rywalizacja w tej dziedzinie.

DOSTĘP PREMIUM