Radosław Sikorski: Nazywanie Jarosława Kaczyńskiego "dyktatorkiem" jest łagodne

- Sankcje dla Polski już są, tylko nieformalne - przekonywał w Poranku TOK FM były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.

Motywem przewodnim ostatniej Rady Krajowej PO w Warszawie było rozliczanie PiS. Głos zabrał m.in. Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych. Skrytykował Jarosława Kaczyńskiego.

- Panie prezesie, chcę panu powiedzieć, że żeby nie wiem ile pomników pan sobie wystawił, żeby nie wiem ile łgarstw pańska telewizja codziennie nadawała, żeby nie wiem ilu obywateli pan zastraszał szykanami, Polaków pan nie złamie. Nie takich dyktatorków jak pan obalaliśmy - mówił.

Czytaj też: Sikorski do Kaczyńskiego: "Nie takich dyktatorków obalaliśmy". Mocne wystąpienie na Radzie Krajowej PO

- Czy taki język nie jest za ostry? Boję się, że mówienie w taki sposób nakręca spiralę, ośmiela innych - pytała w Poranku TOK FM Dominika Wielowieyska.

- Prezes Kaczyński nie potrzebował zachęt, żeby mówić o “zdradzieckich mordach”. Nazwanie go “dyktatorkiem” jest bardzo łagodne - ripostował Sikorski.

Sankcje dla Polski już są

Skrytykował też politykę zagraniczną Polski, określił ją jako “walkę ze wszystkimi, głównie z przyjaciółmi”.  - Polska miała rosnąć w hierarchii narodów, a nie być przedmiotem sankcji i tracić wpływy i kontrolę nad ważnymi procesami europejskimi. Rząd nie ma strategii na negocjacje budżetowe, właśnie  tam mogą zostać Polsce nałożone te prawdziwe sankcje - przekonywał Sikorski.

- Spodziewa się pan, że kwestia środków unijnych będzie powiązana z kwestią praworządności? - pytała Dominika Wielowieyska.

Zdaniem Radosława Sikorskiego te kwestie już są ze sobą powiązane, ale w sposób nieformalny. - Zamiast budować koalicję na rzecz jak największych funduszy dla Polski, dajemy preteksty do ich obcinania, jakbyśmy się uparli - tłumaczył.

To nie MSZ jest autorem polityki zagranicznej

Były minister spraw zagranicznych skomentował też konflikt dyplomatyczny Polski z Izraelem na tle nowelizacji ustawy o IPN. Jak mówił, Izrael, podobnie jak Polska, wykorzystuje swoją historię do uprawiania bieżącej polityki. Podkreślał jednak, że za pogarszający się wizerunek Polski na arenie międzynarodowej nie należy winić MSZ.

-  Doprowadza do tego sama struktura władzy w Polsce. Rządzi ktoś, kto nie jest formalnie odpowiedzialny, nie ma pełnej informacji i nie zna świata, to błędy są nieuniknione - argumentował.

Przekonywał też, że nie da się prowadzić skutecznej polityki zagranicznej, bez "sensownej" polityki wewnętrznej. A ta, może nawet doprowadzić do wyjścia Polski z UE. - Jeżeli przez lata uprawia się antyunijną politykę, to naród może w nią w końcu  uwierzyć - przestrzegał.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM