Rekordzista ma ponad 3,5 tys. samochodów. Pomysł na ominięcie przepisów rodem z Podkarpacia

Prokuratura zainteresowała się sprawą rejestrowania samochodów, których współwłaścicielami są obywatele Polski i Ukrainy. Proceder rozwinął się na wielką skalę. Jeden z mieszkańców Podkarpacia jest współwłaścicielem ponad... 3,5 tys. samochodów. Inny "tylko" 1,5 tys.

Chodzi o rejestrowanie ukraińskich aut na Polaków w sytuacji, gdy Polak ma choć minimalny udział np. jedna dziesiąta. W umowie sprzedaży piszą np., że zapłacili za swój udział 300 czy 500 zł.

Prawdopodobnie robią to dla zarobku, choć nikt nikomu jeszcze tego nie udowodnił. Ukraińcom się to opłaca, bo mając Polaka za współwłaściciela nie muszą płacić u siebie wysokiego cła.
Z reguły wartość zapisanego w umowie udziału nie przekracza tysiąca złotych.
Ta kwota nie jest wzięta z sufitu, bo jak mówi nam naczelnik Urzędu Skarbowego w Przemyślu Piotr Hirszberg, przy umowach kupna-sprzedaży podatek od czynności cywilno-prawnych płaci się wtedy, gdy wartość nabytego mienia przekracza kwotę tysiąca złotych.

Jak dodaje, oznacza to, że jeśli ktoś posiada udziały w danym samochodzie o wartości poniżej tysiąca złotych, to nie ma obowiązku złożenia deklaracji podatkowej i skarbówka może o nim w ogóle nie wiedzieć.

Jak ustaliliśmy, procederowi przygląda się Prokuratura Okręgowa w Przemyślu.

Co z zarabianiem?

Wiceprezydent Przemyśla Grzegorz Hayder mówi nam, że zastanawia go, jak to możliwe, że ktoś kto wcześniej nie miał żadnego majątku ma nagle 3 tys. samochodów. - Naprawdę, trudno mi uwierzyć, że te samochody są rejestrowane przez obywateli polskich z chęci altruistycznej pomocy obywatelom Ukrainy. Na pewno jest to jakiś proceder odpłatny - mówi wiceprezydent.
Teoretycznie przedstawiciele fiskusa mogliby się przyjrzeć kwestii pobierania opłat przez Polaków, ale to tylko teoria, bo jak mówi nam naczelnik Hirszberg, urząd mógłby zareagować, gdyby dostał potwierdzone informacje na ten temat.
- Jeżeli informacje takie się potwierdzą, że podatnicy tworzą sobie jakieś źródła
dochodów, to będziemy podejmować na pewno działania - powiedział urzędnik. I dodał,  że do tej pory takie sygnały - oficjalne, pod nazwiskiem - nie wpłynęły i urząd ma związane ręce.

Prokuratura zbiera dokumentację

Procederowi postanowiła się przyjrzeć prokuratura. Na razie są to czynności sprawdzające, w kierunku art. 272 Kodeksu Karnego, czyli poświadczenia nieprawdy w dokumentach przez Polaków rejestrujących na  siebie – jako na współwłaściciela – część ukraińskich aut.

Jak przekazał nam prokurator Jacek Staszczak, szef Prokuratury Okręgowej w Przemyślu, w tej chwili zbierana jest dokumentacja z wydziałów komunikacji z całego Podkarpacia. Do sprawdzenia jest ok. 30 tys. samochodów zarejestrowanych na Polaka i Ukraińca – jako współwłaścicieli auta.

Zdaniem prokuratora, wszystko wskazuje na to, że będzie śledztwo w tej sprawie. Za poświadczenie nieprawdy grozi do trzech lat więzienia.

Jak ograniczyć proceder?

Tematem zainteresował się poseł PiS z Przemyśla Andrzej Matusiewicz. Wysłał interpelację do ministra infrastruktury z prośbą o podjęcie działań. Poseł mówi w rozmowie z TOK FM, że dostawał w tej sprawie wiele sygnałów od samorządowców; opowiadali mu o problemie i o rzeszach cudzoziemców w urzędach.

Stąd interpelacja, w której pyta m.in.: „Czy znajduje uzasadnienie ustawowe ograniczenie liczby rejestracji pojazdów na osobę fizyczną, biorąc chociażby pod uwagę status majątkowy właściciela/współwłaściciel?”.
Zdaniem prawnika-konstytucjonalisty dr. Pawła Sadowskiego z lubelskiego UMCS, ograniczenie liczby samochodów, które dana osoba mogłaby na siebie zarejestrować byłoby jednak niezgodne z ustawą zasadniczą. - Konstytucja nie przewiduje żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o liczbę przedmiotów, które dana osoba fizyczna czy prawna może posiadać. Dlatego tego typu propozycje nie mogą godzić w tę konstytucyjną zasadę - ocenia prawnik.

W grę wchodzi także problem porzuconych wraków

- Trudno powiedzieć, czy jest tu luka w prawie – mówi wiceprezydent Przemyśla Grzegorz Hayder. Dostrzega problem, choć jednocześnie przyznaje, że urzędnik nie może odmówić rejestracji auta na współwłaściciela.

Podkreśla, że problem pojawia się m.in. wtedy, gdy stary i zdezelowany polsko-ukraiński samochód zostaje porzucony gdzieś na ulicy. - Jeśli dzieje się to na drodze
publicznej to jest mniejszy problem, bo mamy podstawę prawną, by samochód usunąć, a później w sądzie przeprowadzić procedurę przepadku tego mienia - powiedział wiceprezydent.

Kłopot pojawia się wtedy, gdy samochód zostaje porzucony na terenie prywatnym, np. na osiedlu czy przy supermarkecie. - Tam nie ma jak tego usunąć - tłumaczy Hayder.
Zdaniem władz Przemyśla, dobrym rozwiązaniem byłby przepis, zgodnie z którym obywatel Polski nie mógłby rejestrować na siebie samochodu z Ukrainy. Chyba, że jest rodziną Ukrainki czy Ukraińca. Propozycja jest bowiem taka, by współwłasność samochodu z Polakiem mogli mieć tylko obywatele państw Unii Europejskiej.

Będą zmiany w przepisach?

Ministerstwo Infrastruktury przekazało nam, że w sprawie interpelacji posła  Matusiewicza odpowiedź zostanie udzielona po uzyskaniu stanowiska Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jednocześnie jednak, w przesłanej nam  odpowiedzi czytamy: „Ministerstwo Infrastruktury nie prowadzi prac nad zmianą przepisów z zakresu rejestracji pojazdów w związku z rejestracją pojazdów będących współwłasnością obywateli Ukrainy”.

Na współwłasność zarejestrowanych jest ok. 30 tys. samochodów. Każdy z musi raz na 5 dni przekroczyć polsko- ukraińską granicę, bo tak mówi prawo. W efekcie na granicy na Podkarpaciu codziennie stawia się średnio 7-8 tys. samochodów osobowych. - Ponad połowa z nich jest zarejestrowana na współwłasność Polaka i obywatela Ukrainy - mówi major Elżbieta Pikor, rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej.

I podaje przykład przejścia w Korczowej, gdzie w ciągu godziny odprawianych jest przy wjeździe do Polski 80 aut, przy czym 50 z nich zarejestrowanych jest na obywateli obu państw.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM