Warszawska kampania o uchodźcach nie pokazuje... uchodźców. "Wywołuje emocje, bo dotyka Polaków"

Dlaczego w materiałach kampanii o cudzoziemcach "Warszawiacy się nie boją" widać tylko Polaków? Na ten temat mówiła w studio TOK FM Karolina Malczyk, wicedyrektorka Centrum Komunikacji Społecznej m.st. Warszawy.

Urzędniczka, która jest również pełnomocniczką prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz do spraw równego traktowania, była gościem Pawła Sulika w audycji "Popołudnie Radia TOK FM". Na stronie warszawskiego urzędu miasta można przeczytać, że kampania "jest odpowiedzią na narastającą falę nieufności wobec cudzoziemców w Polsce, szczególnie wobec uchodźców, która przejawia się wzrostem aktów agresji".

Ratusz podaje też wybrane przykłady ksenofobicznych ataków, do których doszło w Warszawie w 2017 roku:

  • wolska policja zatrzymała grupę mężczyzn, którzy pobili obywatela Mali,
  • trzech mężczyzn zaczepiało i groziło Hindusce w autobusie linii N44,
  • przez kilka miesięcy nieznani sprawcy demolowali kawiarnię Irańczyka i wysyłali listy z pogróżkami,
  • na Mokotowie para Ukraińców została pobita, a następnie spryskana gazem łzawiącym przez przechodzącego obok mężczyznę,
  • Etiopczyk Salomonem Demissie został zaatakowany przed blokiem, w którym mieszka na warszawskich Bielanach,
  • 23-letni student z Indii został pobity w autobusie w Wawrze,
  • mężczyzna greckiego pochodzenia został zaatakowany w autobusie linii 109.
 

Polacy, którzy nie boją się cudzoziemców

Jak mówi Malczyk, bohaterami spotów i plakatów kampanii na rzecz uchodźców są polscy mieszkańcy Warszawy

- Mamy Natana, który jest studentem Akademii Sztuk Pięknych i na co dzień spotyka się z cudzoziemcami. Mamy naszą bohaterkę, uczestniczkę powstania warszawskiego, panią Halinę. Jest też Rafał, motorniczy Tramwajów Warszawskich, który w swojej pracy kilkukrotnie pomagał zaatakowanym imigrantom. W kampanii występuje też rodzina: pani Marta i pan Piotr razem ze swoimi dziećmi. Marta i Piotr są przedsiębiorcami, pracują we własnej stolarni na Targówku, a ich dzieci chodzą do przedszkola i szkoły, do których uczęszczają cudzoziemskie dzieci - opisywała urzędniczka.

Kampanię przeciwko nienawiści i agresji wobec cudzoziemców przygotowała na życzenie prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz we współpracy z Centrum Wielokulturowym i innymi organizacjami pozarządowymi.

Co się stało z imigrantami?

Prowadzący audycję zwrócił uwagę, że w kampanii, w której chodzi o cudzoziemców, pojawiają się sami Polacy. Pytał Karolinę Malczyk dlaczego miasto nie pokazało ich na plakatach i w spotach. Urzędniczka odpowiedziała, że taką kampanię miasto przeprowadziło dwa lata temu. Przeszła bez echa, dlatego tym razem postanowiono, że przekaz skoncentruje się na Polakach. Malczyk mówi, że ta kampania wywołała duże emocje odbiorców. - Kampania, która nie wywoła rozmowy, dyskusji, jest niewidoczna, nie zmienia niczego - argumentowała.

Jak tłumaczy urzędniczka, kampania "Warszawiacy się nie boją" ma zaprosić ludzi do dyskusji, a ci, którzy chcą spotkać się z cudzoziemcami i osobiście przekonać się, że obawy są na wyrost, mogą odwiedzić Centrum Wielokulturowe.

- W Centrum Wielokulturowym są zatrudnieni uchodźcy, z którymi można się spotkać w ramach tej kampanii. Można przyjść, poznać się, porozmawiać, poznać ich historie - mówiła pełnomocniczka. Według Malczyk, w kampanii która dotyczy cudzoziemców najbardziej chodzi o postawę Polaków. - [Chodzi o to] żebyśmy nie ulegali strachowi i żebyśmy pokazali naszą odwagę. Ponieważ czasem ta odwaga jest potrzebna - tłumaczyła urzędniczka.

Spotkania z cudzoziemcami

Jak podkreśla Malczyk, spot i plakaty to nie wszystkie elementy kampanii. - Planujemy drugą odsłonę we wrześniu, edukacyjną, gdzie będzie można porozmawiać, spotkać się, będzie cykl debat. Będą spotkania otwarte, żywe biblioteki. Tam mieszkańcy Warszawy będą mogli przyjść, poznać się [z cudzoziemcami] - mówiła.

Malczyk twierdzi, że poza środowiskami skrajnej prawicy kampania została odebrana bardzo pozytywnie. - Ona tak naprawdę nie uderza w nikogo. Myślę sobie, że osoby, które tak jak ja, są wierzące, mogą spokojnie odnaleźć się w tej retoryce - przekonywała urzędniczka.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM